- Ją też chciałeś zaprosić na swoje urodziny? - Jeśli tak, to jego lista gości dość drastycznie zaczynała się pomniejszać. Nie znała tej medyczki zbyt dobrze, zdarzyło im się razem pomagać rannemu mężczyźnie, poczuła więc dziwny chłód na plecach. Kto jeszcze kogo znała umarł podczas pożarów? O kim jeszcze się nie dowiedziała? Jak długo będzie poznawać personalia tych, którzy stracili życie. Nie miała pojęcia, bo przecież straty były okropne.
Nie wydawało jej się, aby to był odpowiedni moment na podobne rozmowy. Zbyt dużo ludzi krążyło wokół nich, mogli o tym porozmawiać w innym miejscu, przynajmniej będą mieć pewność, że nikt nie wykorzysta tego przeciwko nim. Czasy były trudne, niektórzy z oprawców przecież mogli znajdować się gdzieś obok, może tańczyli właśnie na parkiecie, pokazali się, aby wesprzeć teatr i się pokazać, kiedy zupełnie nie obchodziło ich to, że stolica stanęła w ogniu, może nawet cieszyli się z tego, że tak się stało.
- Nie da się ukryć, że Twoja siostra zawsze wie co robić. - Brenna należała do osób, które potrafiły rozwiązać każdy problem, cóż, podziwiała ją za to ogromnie, nie dało się jej złamać, niewiele było takich ludzi. Z drugiej strony, kto właściwie wiedział, jak do końca sobie ze wszystkim radziła, nie dawała po sobie poznać kiedy coś było nie tak, co też nie było do końca zdrowe, bo przecież każdy czasem musiał podzielić się z kimś swoimi obawami, nie mógł nieść wszystkiego na swoich barkach.
- To prawda, może nie wypada, jednak nie mogę się z Tobą nie zgodzić, moje wypieki są w stanie oczarować każdego. - Nie zamierzała być skromna jeśli o to chodziło. Poświęciła wiele pracy, aby stać się mistrzem w swojej dziedzinie i była dumna z tego, że jej się to udało.
- Co myślisz o tym, żebyśmy się stąd ulotnili po tych tańcach? To chyba odpowiedni moment. - Przyjemnie spoglądało się na ludzi na parkiecie, jednak wcale nie ukrywała, że wolałaby już znaleźć się w domu.