Anthony mówił, że jest w stanie ściągnąć do nich ekipę, która byłaby w stanie odnowić ich mieszkanie, ale były rzeczy, które oni sami musieli zrobić, zanim zaczną się jakiekolwiek naprawy. Sprawdził z Jonathanem, jak wielkie są straty, wynieśli to, czego ogień nie zdołał zniszczyć, ale to nie było wszystko. Z pewnością były jeszcze sprawy, które powinni załatwić, ale w tym momencie zagnieździło mu się to gdzieś z tyłu głowy i jak na złość nie chciało o sobie przypomnień.
Obiad jadł powoli, krojąc kaczkę na małe kawałki, popijał wino małymi łykami i słuchał dwóch dorosłych czarodziejów. Zacieki. Za długo utrzymujący się smród spalenizny. Czerń lepiąca się do wszystkiego. Nocne podduszanie.
Przez dłuższą chwilę milczał, gdy Lazarus i Anthony wciąż mówili, ze wzrokiem utkwionym w winie w jego kieliszku.
-A może właśnie o to chodziło? - wyrwało mu się, a po kolejnych kilku sekundach podniósł głowę, by spojrzeć najpierw na Lazarusa, potem na wuja. -Może zaatakował tak wcześnie po to, żeby nie było czasu na przygotowanie się? Zanim nikt nie zdążył tego dokładnie przewidzieć? - wuj Morpheus widział cokolwiek? -Co jeśli miał swoich ludzi w organach władzy? Nie sądzę, żeby bezmyślnie zdecydował się na taki atak, więc musiał być przygotowany. Inaczej ryzykowałby złapaniem przez Aurorów.
Czy powinni się dziwić, że było mu mało? Szaleńcom zawsze było mało, a gdy już dostaną to, do czego dążyli, będą polować na coś innego.
-Zmęczenie społeczeństwa? - kto nie byłby zmęczony smrodem spalenizny, naprawami i innymi pozostałościami po pożarze? -Odebrać poczucie bezpieczeństwa. Złamać stratą. Nastawić wszystkich przeciwko sobie. Jeżeli czarodzieje zaczną skakać sobie do gardeł i łypać na siebie z jakiegokolwiek powodu, Ministerstwu trudniej będzie przekonać ich do współpracy, a ten szaleniec będzie miał kolejnego asa w rękawie, żeby zebrać kolejnych popleczników.
Czystokrwiści atakowani przez mugolaków. Mugolaki atakowani przez czystokrwistych. Czarodziejom półkrwi również się oberwało - dosłownie i w przenośni, przypominając sobie wczorajsze spotkanie z Henrym.
-Myślę, że to może być część czegoś większego - powiedział, przerywając na chwilę dla kolejnego kawałka mięsa. -Pokazał, że potrafi uderzyć w dowolnym momencie i nie będzie to mała manifestacja, którą można zgasić w kilka minut. Pokazał, że potrafi uderzyć tak, żeby naprawdę zabolało. Pokazał siłę, więc ludzie będą się bali. Ci, którzy popierają jego poglądy, pewnie pójdą za nim, ale jeżeli ktoś jest przeciwko niemu... - łyk wina. - albo będzie się bał wystąpić, albo zmiażdży go możliwa przewaga liczebna.
Bo z pewnością niejedna czystokrwista rodzina stanęłaby po jego stronie- czy to przez od pokoleń zakorzenione poglądy antymugolskie, czy przez wydarzenia Spalonej Nocy, gdy mugolaki postanowiły zemścić się na czystokrwistych (nawet tych, którzy z wywołaniem pożaru nie mieli nic wspólnego) za tragedię.
Wizja kolejnego ataku skręciła mu żołądek. Teraz mieli szczęście, że wyszli z pożaru jedynie ze zniszczonym mieszkaniem i niepokojem wiszącym na barkach, ale następny atak... Jeżeli tak wyglądał pierwszy pokaz jego siły, drugi mógł przynieść więcej zniszczenia.
Jak dużo mieli czasu, zanim ON znowu uderzy?