Geraldine nie do końca wiedziała, co to był za zapach. Kiedy trwali jednak w gabinecie Blacka nie mogła go ignorować. Uderzał w jej nozdrza bardzo intensywnie, nie umiała połączyć go z niczym, co znała, ale poruszał wyobraźnię w ten najgorszy z możliwych sposobów. W pomieszczeniu było bardzo duszno... co powodowało, że wydawało jej się iż ta woń wsiąknęła w ich ubrania. Obrzydliwe.
Sprawę udało im się załatwić całkiem szybko, mimo tego, że urzędnik nie do końca przypadł jej do gustu. Starała się jednak zagryźć zęby i udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku, by nie daj Morgano nie musieli tam wracać. Black chyba miał to samo zdanie, bo okazało się, że do niczego się nie przyczepił. Byli wolni, mogli wyjść z tego okropnego miejsca, zdecydowanie potrzebowała świeżego powietrza. Musiała odetchnąć, żeby nie zakończyło się to jakimś przypadkowym bełtem, które ostatnio dość często jej towarzyszyły.
Znaleźli się na korytarzu, co przypomniało jej o ich przeprawie w pierwszą stronę. Nie do końca była pewna, czy zniesie tak długą wędrówkę i tym razem. Ten zapach... nie mogła się go pozbyć. Ona nie zieleniała, niee... jej twarz przybrała raczej barwę kredy, straciła kolor, co również nie wróżyło niczego dobrego. Przeniosła wzrok na męża, sprawdzając, czy i on to czuł, nie mogła mieć bowiem przecież pewności, że to nie był tylko efekt jej nowych, wyczulonych zmysłów. Naprawdę było źle - Roise również wydawał się zmienić kolor. Nie miała pojęcia, co trzymał w gabinecie Black i czy w ogóle było to legalne, pracownicy ministerstwa chyba powinni przestrzegać jakichś norm, aby nie straszyć patentów... z drugiej strony kto wie do czego mogli się posunąć, aby szybciej skończyć pracę.
- Zdecydowanie winda. - Nie zamierzała ponownie pokonywać tych wszystkich schodów, bo marzyła tylko i wyłącznie o tym, by wreszcie znaleźli się na zewnątrz. Na szczęście jej noga nie musiała szybko ponownie stanąć w tym miejscu. To była jedyna pocieszająca rzecz w tej całej sytuacji.
Winda wydawała się na nich czekać, znajdowała się akurat na ich piętrze, mogli więc tam wejść od razu. Jeszcze chwila, jeszcze moment, a znajdą się na dole i zapomną o tym wszystkim. Oby padał deszcz, może on zmyje z nich tę charakterystyczną woń. - To było naprawdę wyjątkowe doznanie. - Powiedziała do Roise'a kiedy znaleźli się w windzie. Nikt do nich nie dołączył, drzwi się zamknęły, więc zapowiadała się nie najgorsza podróż.