Ambroise wydawał się być dzisiaj dziwnie milczący. Odpowiadał jej półsłówkami. Geraldine nie do końca wiedziała, czym było to spowodowane. Zrobiła coś nie tak? Nie miała pojęcia, być może? Próbowała odtworzyć w pamięci ich ostatnie interakcje, ale nie wydawało się, aby popełniła jakiś błąd. Cóż, musiała uważać, pilnować się, by przypadkiem nie przekroczyć granicy, nie zacząć go wypytywać zbyt mocno o to, co się działo. W końcu byli tylko i wyłącznie przyjaciółmi, może trafiły mu się jakieś inne problemy, o których nie chciał z nikim rozmawiać.
Zrobiła więc to, co wydawało jej się słuszne. Zaproponowała mu posiłek, właściwie niepotrzebnie pytała o to, czy jadł, wiedziała, że nie. Jak ona nie należał do osób, które jakoś szczególnie pilnowały tego, aby jeść regularnie, co nie było do końca zdrowe. Na szczęście mieli Triss, która o nich dbała. Skrzatka wiedziała, że u niej bywał, więc zaopatrywała ich w większe porcje jedzenia. Yaxley nie miała pojęcia, czy przekazała rodzicom dlaczego ostatnio wynosi z domu więcej jedzenia, w sumie średnio ją to interesowało, najważniejsze było to, że zawsze mieli co włożyć do ust. Gdyby ona sama miała o to dbać... cóż, to zakończyłoby się naprawdę źle. Pewnie siedzieliby przy butelce whisky i paczce fajek, nigdy nie ciągnęło jej do kuchni, nie odczuwała potrzeby by przygotowywać dla siebie jedzenie.
Zrobiła to, co akurat umiała. Podgrzała jedzenie, by za chwilę pojawić się z nim w salonie. Dostrzegła Roise'a na jednym z foteli, miała wrażenie, że zawsze go wybierał. W sumie w jej głowie trochę istniał jako jego miejsce w tym pomieszczeniu, zabawne - nie powinna tak na to patrzeć, bo przecież równie szybko jak pojawił się w jej życiu, mógł z niego odejść. Przyjaźnie miały to do siebie, że nie trwały wiecznie. Zdecydowanie nie chciałaby tego, aby nagle przestał ją odwiedzać, ale na to nie mogła mieć wpływu. Łatwo było jej przywyknąć do jego obecności, do tego, że pojawiał się tutaj niezapowiedziany, na pewno zabolałoby ją mocno, gdyby się to skończyło.
[a[Ona wybrała swoje ulubione miejsce, fotel na przeciwko, rozsiadła się w nim wygodnie i zaczęła jeść. Nie zwracała zbytnio uwagi na to, co właściwie wsadzała do ust, czuła mięso, tylko to było istotne.[/a][a] - Jesteś dzisiaj jakiś milczący. - Zagaiła rozmowę, może nie powinna w ten sposób, ale cóż, Yaxley nigdy nie patrzyła na to, co wypada. - Coś się stało? - Musiała o to zapytać, żeby mieć pewność, że nie. Miała nadzieję, że nieco rozwiąże mu się język, jeśli nie teraz, to być może po alkoholu, który za chwilę zamierzała postawić na stół.[/a[