09.11.2025, 19:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2025, 19:21 przez Samuel McGonagall.)
Skinął głową na znak, że rozumie. Przyjmował od niej informacje, w głowie też liczył, kalkulował, oceniał. Nigdy nie miał się za zbytnio doświadczonego maga. Był młody był - niemal dosłownie - ukryty pod kamieniem. Tymczasem jego zdolności okazywały się z każdą robotą i z każdym zleceniem zachwycające tych, którzy prosili go o pomoc i to robiło coś bardzo dziwnego Samuelowi, co musiał jeszcze sobie potrawić, zanim zdecyduje co o tym myśli.
Nie miał też czasu zastanawiać się za wiele o tym co działo się w Kniei, mimo obietnicy złożonej Rose. Praca, praca, praca… To było coś czego potrzebował. A potem ciepła kolacja, powyciąganie z dłoni drzazg, opatrzenie odcisków i sen, regeneracyjny sen. Widma… widma o dziwo musiały poczekać. A może sam chciał o nich zapomnieć? Nie był pewien.
- Robię po pracy. Codziennie coś. Szukam dobrych desek. Próbowałem już porzeźbić jedną nogę, w liście wiesz, ludzie lubią oglądać wyrzeźbione liście. - Kiedyś nie rozumiał tego za bardzo, skoro można było iść po prostu do lasu. A potem zrozumiał, jak przez krótki moment poprzebywał w Londynie. Londyn nie lubił liści. Nie lubił drzew.
- Chcę, żebyś była zadowolona Bee. Postaram się. - zwinnie zeskoczył na ziemię i ruszył do bel. Tu w Warowni, która była na uboczu było to prostsze niż w Dolinie, gdzie co chwila jakiś mugol wlepiał oczy co te domy tak szybko rosną.
Popatrzył na dostarczone bele i skupił się na tej nośnej, na największej, dusza domu, a z pewnością dusza 1 piętra.
Tworzenie przedmiotów drewnianych, Rzemiosło ◉◉◉○○ umieszczam belkę nośną Translokacją we właściwym miejscu ◉◉◉○○
- Szlag. Jest za duża - sapnął, gdy belka owszem zsunęła się ze szczytu dostarczonych przygotowanych za wczasu beli, ale to by było na tyle. - Bee, spróbujesz, wzięlibyśmy ją z dwóch końców i tam, tam u góry przygotowałem na nie siodła w tym i tym punkcie. - zadarł głowę i magią kształtowania wykluł we wspomnianych miejscach fluorescencyjne grzyby, które widmowa miały zagwarantować słuszne przekazanie informacji, a nie tylko na przysłowiowe oko, bo wiadomo, że każdy miał oko w innym miejscu.
Nie miał też czasu zastanawiać się za wiele o tym co działo się w Kniei, mimo obietnicy złożonej Rose. Praca, praca, praca… To było coś czego potrzebował. A potem ciepła kolacja, powyciąganie z dłoni drzazg, opatrzenie odcisków i sen, regeneracyjny sen. Widma… widma o dziwo musiały poczekać. A może sam chciał o nich zapomnieć? Nie był pewien.
- Robię po pracy. Codziennie coś. Szukam dobrych desek. Próbowałem już porzeźbić jedną nogę, w liście wiesz, ludzie lubią oglądać wyrzeźbione liście. - Kiedyś nie rozumiał tego za bardzo, skoro można było iść po prostu do lasu. A potem zrozumiał, jak przez krótki moment poprzebywał w Londynie. Londyn nie lubił liści. Nie lubił drzew.
- Chcę, żebyś była zadowolona Bee. Postaram się. - zwinnie zeskoczył na ziemię i ruszył do bel. Tu w Warowni, która była na uboczu było to prostsze niż w Dolinie, gdzie co chwila jakiś mugol wlepiał oczy co te domy tak szybko rosną.
Popatrzył na dostarczone bele i skupił się na tej nośnej, na największej, dusza domu, a z pewnością dusza 1 piętra.
Tworzenie przedmiotów drewnianych, Rzemiosło ◉◉◉○○ umieszczam belkę nośną Translokacją we właściwym miejscu ◉◉◉○○
Rzut Z 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- Szlag. Jest za duża - sapnął, gdy belka owszem zsunęła się ze szczytu dostarczonych przygotowanych za wczasu beli, ale to by było na tyle. - Bee, spróbujesz, wzięlibyśmy ją z dwóch końców i tam, tam u góry przygotowałem na nie siodła w tym i tym punkcie. - zadarł głowę i magią kształtowania wykluł we wspomnianych miejscach fluorescencyjne grzyby, które widmowa miały zagwarantować słuszne przekazanie informacji, a nie tylko na przysłowiowe oko, bo wiadomo, że każdy miał oko w innym miejscu.