09.11.2025, 23:32 ✶
Olivia była rodzinną osobą. Na tyle, że musiał przeczuwać, że będzie chciała, by poznał jej rodziców. Jej matka, ta sama która rozpostarła nad nią ochronny parasol, wiedziała o jego istnieniu - i zaakceptowała go w każdej postaci. Jako osobę, która nie była "czystej krwi". Jako osobę, która miała chronić jej córkę. Jako przyszłego zięcia. Od dawna mama Olivii nie wtrącała się w jej życie, akceptując wybór córki, a nawet pochwalając go. Powstawało pytanie: co dalej. Ona sama nie wiedziała co dalej. Miała iść do uzdrowiciela, który im powie co dalej.
Ale czy na pewno chciała od tej jednej diagnozy uzależniać swoje życie?
Oczywiście, że przekazał jej, że rozumie. Uśmiechnęła się lekko, a potem wyciągnęła dłoń, by pogłaskać go po policzku. Miała wrażenie, że mówił to, ale nie do końca wiedział, z czym to się wiąże. A bardzo chciała, by wiedział. Nie chodziło o deklarację "chcę z tobą być", tu chodziło o coś więcej.
- Wiesz... - zaczęła, ale jej dłoń powędrowała do kieszeni płaszcza. Z westchnięciem sięgnęła po paczkę papierosów, tę którą zawsze miała na zaś. Odpaliła jednego, nie patrząc Tristanowi w oczy. Wiedziała, że tego nie pochwalał. - Po pierwsze: nic nie mów. Wiem, że nie chcesz żebym paliła. I dla twojej informacji: rzucam. Ale stresuję się tą rozmową. Nie paliłam pięć dni, to mój pierwszy.
Wyjaśniła, nie patrząc mu jednak w oczy. Nie kłamała, ale gdy tylko zaciągnęła się dymem, zakręciło jej się w głowie. Prewett mówił jej, że powinna rzucić, jeśli chce zajść w ciążę. Ale przecież to było jeszcze odległe, prawda? Miała czas, by to ustabilizować.
- Rzucam palenie - powiedziała nonszalancko, niby od niechcenia, lecz w jej głosie dało się słyszeć napięcie. - Ale to nie jest łatwe. Jednak chcę to zrobić... W swoim tempie - powiedziała, zaciągając się. Dawno nie paliła i dym gryzł ją w płuca, a jednak sprawiał przyjemność, której nie mogła się pozbyć. Czy kiedykolwiek będzie wolna od tego nałogu?
Gdy zaczął mówić o domku gdzieś niedaleko, cała ta radość z papierosa gdzieś wyparowała. Czym ona się stresowała? Niedopałek - w sumie połowa fajki - wylądowała pod butem. Zgniotła go na tyle mocno, by mieć pewność, że nic nie zajmie się ogniem.
- Gdzieś w miasteczku, na obrzeżach - powiedziała, odgarniając włosy z ramienia. - Gdzieś, gdzie jest dużo natury, ale nie będzie magicznym londynem. Tam, gdzie będzie mógł poznać i twoją, i moją, kulturę
Bo to dla niej tym było. Kulturą. Po prostu - nie rasą, nie czymś co determinowało przyszłość. To był element składowy.
Ale czy na pewno chciała od tej jednej diagnozy uzależniać swoje życie?
Oczywiście, że przekazał jej, że rozumie. Uśmiechnęła się lekko, a potem wyciągnęła dłoń, by pogłaskać go po policzku. Miała wrażenie, że mówił to, ale nie do końca wiedział, z czym to się wiąże. A bardzo chciała, by wiedział. Nie chodziło o deklarację "chcę z tobą być", tu chodziło o coś więcej.
- Wiesz... - zaczęła, ale jej dłoń powędrowała do kieszeni płaszcza. Z westchnięciem sięgnęła po paczkę papierosów, tę którą zawsze miała na zaś. Odpaliła jednego, nie patrząc Tristanowi w oczy. Wiedziała, że tego nie pochwalał. - Po pierwsze: nic nie mów. Wiem, że nie chcesz żebym paliła. I dla twojej informacji: rzucam. Ale stresuję się tą rozmową. Nie paliłam pięć dni, to mój pierwszy.
Wyjaśniła, nie patrząc mu jednak w oczy. Nie kłamała, ale gdy tylko zaciągnęła się dymem, zakręciło jej się w głowie. Prewett mówił jej, że powinna rzucić, jeśli chce zajść w ciążę. Ale przecież to było jeszcze odległe, prawda? Miała czas, by to ustabilizować.
- Rzucam palenie - powiedziała nonszalancko, niby od niechcenia, lecz w jej głosie dało się słyszeć napięcie. - Ale to nie jest łatwe. Jednak chcę to zrobić... W swoim tempie - powiedziała, zaciągając się. Dawno nie paliła i dym gryzł ją w płuca, a jednak sprawiał przyjemność, której nie mogła się pozbyć. Czy kiedykolwiek będzie wolna od tego nałogu?
Gdy zaczął mówić o domku gdzieś niedaleko, cała ta radość z papierosa gdzieś wyparowała. Czym ona się stresowała? Niedopałek - w sumie połowa fajki - wylądowała pod butem. Zgniotła go na tyle mocno, by mieć pewność, że nic nie zajmie się ogniem.
- Gdzieś w miasteczku, na obrzeżach - powiedziała, odgarniając włosy z ramienia. - Gdzieś, gdzie jest dużo natury, ale nie będzie magicznym londynem. Tam, gdzie będzie mógł poznać i twoją, i moją, kulturę
Bo to dla niej tym było. Kulturą. Po prostu - nie rasą, nie czymś co determinowało przyszłość. To był element składowy.