• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence

[01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence
Widmo
Sztuka alchemii nie zna lęku przed trucizną — z jadu rodzi się życie.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi; znany XVI-wieczny lekarz i alchemik. Jest on uznawany za odkrywcę mowy węży.

Paracelsus
#2
10.11.2025, 21:13  ✶  
Bez wątpienia był to jeden z bardziej ponurych i deszczowych dni, nawet jeśli po niedawnych pożarach trudno byłoby zliczyć, ile poranków, wieczorów i popołudni dałoby się nazwać ładnymi. Złota jesień w tym roku zdecydowanie postanowiła ominąć Wielką Brytanię, nawet jeśli tu również stosunkowo trudno byłoby wrócić pamięcią do roku, gdy tak naprawdę prawdziwie gościła na Wyspach. Na ogół było tu wilgotno i chłodno, naprawdę, ale to naprawdę nieprzyjemnie, szczególnie gdy tak naprawdę dopiero co stanęło się na tej ziemi.
A to był właśnie przypadek Alice, która (zupełnie niczym ta ciepła, pogodna jesień, tak podobna do niej z aury) nie gościła w tym miejscu już od dawna. Londyn zresztą nigdy nie był dla niej idealnym środowiskiem, nie rozważała go w kontekście swojego miejsca zamieszkania. Zdecydowanie dużo bardziej wolała swoje rodzinne strony, a za jedyną prawdziwą stolicę uważała Dublin. O stokroć przyjemniejszy, zdecydowanie mniej deszczowy i nie tak zniszczony.
I tam nie była jednak już od wielu lat. Praktycznie od chwili, gdy pokłóciła się ze starszymi braćmi, którzy niekoniecznie przychylnym okiem patrzyli na jej życiowe decyzje. A przecież miała bardzo konkretne plany, czyż nie? Nie zwykła zostawiać życia przypadkowi, zawsze miała kilka gotowych rozwiązań do wyboru, więc tym razem również była wyjątkowo pewna tego, że wszystko obróci się na jej korzyść.
Obróciło się, owszem. Tyle tylko, że pierwszy i jedyny raz w jej życiu zupełnie nie tak jak powinno. Cóż, najwyraźniej nawet ulubieńcy losu zostawali czasem wystawieni na test. Jej trwał...
...cholera, ile to już lat?
Nieprzerwanie od tak dawna, że gdyby tylko się zapomniała, bez wątpienia starłaby sobie zęby od zgrzytania nimi za każdym razem, gdy tylko wydawało jej się, że nadchodzą dobre zmiany...
...no, właśnie.
Wydawało jej się, że nadchodzą dobre zmiany.
Usiłowała jednak na tyle dobrze robić dobrą minę do złej gry, że mało kto uznałby, iż zadbana, elegancko ubrana, dobrze uczesana czarownica stykająca teraz obcasami ciemnobrązowych kozaczków o bruk londyńskiej ulicy w rzeczywistości była kurewsko niezadowolona położenia, w jakim się znalazła. Nie, nie chodziło o deszcz, który osiadł na jej sztywno wystylizowanych blond lokach, nie mocząc ich (chwała Potterom i hipermocnemu żelowi do włosów), ale wyglądając co najmniej niezadowalająco, przynajmniej w jej oczach, gdy mijała swoje odbicie w jasno rozświetlonych witrynach sklepowych. Nie była przemoczona jak zmokła kura. Ciemnobrązowy płaszcz nadal doskonale ją chronił, spódnica przed kolano była sucha, a beret dodatkowo osłoniła brązową parasolką w modne bezowe kropki.
Wyglądała lepiej niż większość mijanych osób, była po prostu niezadowolona z tego, co miało być jej rekompensatą za przyjazd do tej wilgotnej, śmierdzącej dymem, pożal się, Morgano, stolycy, a co zdecydowanie nie postanowiło zastać jej na miejscu. Była zła, bardzo zła, bardziej niż poirytowana, mimo to bezustannie unosząc kąciki wyszminkowanych na bordowo warg, bo przecież nie zamierzała tak łatwo okazać tegoż niezadowolenia. Nie daj, Matko, ktoś jeszcze by ją zobaczył i stwierdziłby, że jej się nie powiodło. O nie, ona była bogata i zadowolona. Bogata i...
...kurwa mać. Nawet nie zdążyła zareagować, gdy jakiś przeklęty, zapchlony futrzak skoczył na nią z pobliskiego balkonu, goniony przez zaryczane, zasmarkane dziecko. Obie istoty zniknęły równie szybko, jak się pojawiły, ale co z tego, skoro jej parasolka została wytrącona z dłoni Alice, także odlatując w siną dal na skutek porywu wiatru?
Ten beret nie mógł wytrzymać zbyt długiego spotkania z londyńską nawałnicą. Potrzebowała parasola. Dostrzegając prowizorycznie zadaszony straganik, podreptała więc w jego kierunku, drobiąc kroki na obcasach, byleby jak najszybciej znaleźć się pod czymś na kształt słabej jakości plandeki.
Zupełnie zignorowała przy tym swoje otoczenie, niemalże taranując już tam stojącą kobietę, co było tym bardziej ironiczne, że gdyby blondynka nie miała kozaczków na nogach, mogłyby być podobnego wzrostu i zbliżonej budowy ciała.
- Przepraszam - zreflektowała się po sekundzie, ale fakt faktem, jej gigantyczna skórzana torba już zdążyła uderzyć Prudence w bok ciała.
To naprawdę nie był udany dzień.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Paracelsus (1766), Prudence Fenwick (1830)




Wiadomości w tym wątku
[01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Prudence Fenwick - 10.11.2025, 18:32
RE: [01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Paracelsus - 10.11.2025, 21:13
RE: [01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Prudence Fenwick - 10.11.2025, 23:29
RE: [01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Paracelsus - 10.11.2025, 23:59
RE: [01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Prudence Fenwick - 11.11.2025, 00:44
RE: [01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Paracelsus - 11.11.2025, 02:06
RE: [01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Paracelsus - 11.11.2025, 02:07
RE: [01.10.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prudence - przez Prudence Fenwick - 11.11.2025, 19:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa