10.11.2025, 21:14 ✶
— Hee? — mruknął, krzywiąc się lekko na pytanie siostry. Potrzebował dłuższej chwili, żeby w ogóle zrozumieć, o co go pytała. — A... No tak, ja... Tak. Tak. Próbowałem się zainspirować twoimi najnowszymi fryzurami. — Widocznie zaczął odzyskiwać rezon, a jego głos stał się pewniejszy, jakby od dawna miał przygotowaną kontrę na podobny komentarz ze strony Prudence. — Rozważałem jeszcze zaplecenie sobie warkoczyków, ale pomyślałem, że to byłaby drobna przesada. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Matka mogłaby nas nie rozróżnić.
''Od jakiegoś czasu''? Nie ma co, szybko się zaaklimatyzowała w towarzystwie moich kumpli, pomyślał Eliasz, próbując poukładać sobie w głowie tę zupełnie nową, niespodziewaną sytuację. Wprawdzie zauważył, ze na ognisku para nie stroniła od swojego towarzystwa, ale zrzucił to na karb tego, że siostrze w końcu udało się zintegrować z jego grupą znajomych. Nie przewidział jednak tego, że Prudence zdoła aż tak mocno zakolegować się Benjym. Prawdę mówiąc zakładał, że pewnym momencie siostra uzna ich po prostu za bandę jełopów tak jak to miało miejsce w czasach szkolnych i znowu wróci do swojej odizolowanej od świata krypty w trzewiach Ministerstwa Magii? To bardziej by do niej pasowało niż ten scenariusz.
Czy powinien się cieszyć z tej zmiany w zachowaniu siostry? Cóż, od dawna tkwił w przeświadczeniu, że lepiej byłoby dla niej, gdyby wyszła w końcu do ludzi. A teraz w końcu to zrobiła. Chyba powinien się cieszyć, ale z drugiej strony... Z tyłu głowy chochliki już szeptały mu do głowy najróżniejsze komentarze. Co będzie jak kiedyś się pokłócą w jego towarzystwie? Albo zerwą ze sobą? Albo będą chcieli, aby to on zajął jakieś konkretne stanowisko w sporze między nimi? Miałby stanąć po stronie kumpla? Siostry? A może miałby pełnić rolę sowy i pomagać im w negocjacjach? W oczach Eliasza zabłysło przerażenie.
— A więc... Ty z nią? — Wbił spojrzenie w Benjy'ego. Pochylił się delikatnie w jego stronę, poszukując jakichś oznak tego, czy przypadkiem nie został jakoś zmuszony do odegrania roli obecnego partnera Prudence. Przyglądał mu się przez dłuższą chwilę. — Cóż... Chyba pozostaje mi życzyć tobie powodzenia. Zasada numer jeden: nie daj jej się stłamsić, bo jak raz dopnie swego, to już potem nie przestaje. Zaufaj mi, żyłem z nią pod jednym dachem przez tyle lat, że coś o tym wiem.
Nie chciał się teraz przerzucać z nimi trudnymi pytaniami pokroju: czemu mi nie powiedziałaś, że spotykasz się z moim kolegą Prudence? Benjy, czemu nic nie powiedziałeś, że wpadłeś mojej siostrze w oko? Wzdrygnął się mimowolnie na myśl o tym drugim pytaniu. Może to i lepiej, że nic mu nie mówili? Chociaż kochał swoją siostrę ponad życie, tak raczej nie był najbardziej obiektywną osobą, jaką można było sobie wyobrazić, w kwestii rozmów na temat jej życia uczuciowego. Mimo to... Miło by było, gdyby któreś z nich chociaż zająknęło się wcześniej na ten temat.
Eliasz już miał wrócić na swoje miejsce, gdy do ich grona dołączył John Bletchley.
— Tatku — odparł równie bezbarwnym tonem, garbiąc się nieco na dźwięk powitania ojca, zupełnie jakby słowom tym miało od razu potowarzyszyć zaproszenie na badania do Szpitala św. Munga. — Jak tam sprawy na piętrze? Coś się zmieniło w przeciągu ostatnich trzydziestu minut?
Potem pozwolił, aby to Prudence przejęła pałeczkę w rozmowie z ojcem, jednak musiał też dorzucić swoje trzy grosze, jakby w ten sposób mógł zagwarantować Fenwickowi dodatkowe bezpieczeństwo przy stole:
— Ja też znam Benjy'ego — rzucił ze spokojem, zajmując swoje miejsce przy stole. — Kumpel, jeszcze z dawnych lat. Tak samo jak Ambroży?
Co jak co, ale z grona znajomych syna to akurat Greengrassa ojciec powinien kojarzyć, chociażby z tego, że operowali w tym samym zakładzie pracy. Eliasz poniekąd liczył, że wspominając o tym odpowiedzialnym młodym medyku z Munga, sprawi że John nabierze bardziej pozytywnego podejścia do nowego partnera córki. Elias zerknął kontrolnie na siostrę. Kolejna sprawa: gdyby mu powiedziała o swoim nowym chłopaku, to mogliby stworzyć jakiś wspólny plan o tym, jak przedstawić go rodzicom. Ajajaj, tak ich wpakować...
''Od jakiegoś czasu''? Nie ma co, szybko się zaaklimatyzowała w towarzystwie moich kumpli, pomyślał Eliasz, próbując poukładać sobie w głowie tę zupełnie nową, niespodziewaną sytuację. Wprawdzie zauważył, ze na ognisku para nie stroniła od swojego towarzystwa, ale zrzucił to na karb tego, że siostrze w końcu udało się zintegrować z jego grupą znajomych. Nie przewidział jednak tego, że Prudence zdoła aż tak mocno zakolegować się Benjym. Prawdę mówiąc zakładał, że pewnym momencie siostra uzna ich po prostu za bandę jełopów tak jak to miało miejsce w czasach szkolnych i znowu wróci do swojej odizolowanej od świata krypty w trzewiach Ministerstwa Magii? To bardziej by do niej pasowało niż ten scenariusz.
Czy powinien się cieszyć z tej zmiany w zachowaniu siostry? Cóż, od dawna tkwił w przeświadczeniu, że lepiej byłoby dla niej, gdyby wyszła w końcu do ludzi. A teraz w końcu to zrobiła. Chyba powinien się cieszyć, ale z drugiej strony... Z tyłu głowy chochliki już szeptały mu do głowy najróżniejsze komentarze. Co będzie jak kiedyś się pokłócą w jego towarzystwie? Albo zerwą ze sobą? Albo będą chcieli, aby to on zajął jakieś konkretne stanowisko w sporze między nimi? Miałby stanąć po stronie kumpla? Siostry? A może miałby pełnić rolę sowy i pomagać im w negocjacjach? W oczach Eliasza zabłysło przerażenie.
— A więc... Ty z nią? — Wbił spojrzenie w Benjy'ego. Pochylił się delikatnie w jego stronę, poszukując jakichś oznak tego, czy przypadkiem nie został jakoś zmuszony do odegrania roli obecnego partnera Prudence. Przyglądał mu się przez dłuższą chwilę. — Cóż... Chyba pozostaje mi życzyć tobie powodzenia. Zasada numer jeden: nie daj jej się stłamsić, bo jak raz dopnie swego, to już potem nie przestaje. Zaufaj mi, żyłem z nią pod jednym dachem przez tyle lat, że coś o tym wiem.
Nie chciał się teraz przerzucać z nimi trudnymi pytaniami pokroju: czemu mi nie powiedziałaś, że spotykasz się z moim kolegą Prudence? Benjy, czemu nic nie powiedziałeś, że wpadłeś mojej siostrze w oko? Wzdrygnął się mimowolnie na myśl o tym drugim pytaniu. Może to i lepiej, że nic mu nie mówili? Chociaż kochał swoją siostrę ponad życie, tak raczej nie był najbardziej obiektywną osobą, jaką można było sobie wyobrazić, w kwestii rozmów na temat jej życia uczuciowego. Mimo to... Miło by było, gdyby któreś z nich chociaż zająknęło się wcześniej na ten temat.
Eliasz już miał wrócić na swoje miejsce, gdy do ich grona dołączył John Bletchley.
— Tatku — odparł równie bezbarwnym tonem, garbiąc się nieco na dźwięk powitania ojca, zupełnie jakby słowom tym miało od razu potowarzyszyć zaproszenie na badania do Szpitala św. Munga. — Jak tam sprawy na piętrze? Coś się zmieniło w przeciągu ostatnich trzydziestu minut?
Potem pozwolił, aby to Prudence przejęła pałeczkę w rozmowie z ojcem, jednak musiał też dorzucić swoje trzy grosze, jakby w ten sposób mógł zagwarantować Fenwickowi dodatkowe bezpieczeństwo przy stole:
— Ja też znam Benjy'ego — rzucił ze spokojem, zajmując swoje miejsce przy stole. — Kumpel, jeszcze z dawnych lat. Tak samo jak Ambroży?
Co jak co, ale z grona znajomych syna to akurat Greengrassa ojciec powinien kojarzyć, chociażby z tego, że operowali w tym samym zakładzie pracy. Eliasz poniekąd liczył, że wspominając o tym odpowiedzialnym młodym medyku z Munga, sprawi że John nabierze bardziej pozytywnego podejścia do nowego partnera córki. Elias zerknął kontrolnie na siostrę. Kolejna sprawa: gdyby mu powiedziała o swoim nowym chłopaku, to mogliby stworzyć jakiś wspólny plan o tym, jak przedstawić go rodzicom. Ajajaj, tak ich wpakować...