11.11.2025, 22:03 ✶
Zakaszlała, gdy udało jej się dostać do wnętrza budynku, gdzie momentalnie zaatakował ją paskudny i gryzący dym. Postarała się zasłonić na chwilę usta i nos fragmentem ubrania, by przyzwyczaić się powietrza, które było naprawdę dziwną oraz okropną mieszanką i z każdą chwilą miała wrażenie, że coraz mniej nadaje się do oddychania. Nie podobały jej się także odgłosy, które dobiegały z samej góry. Pożar hulał w najlepsze, a fakt, że wszystko tutaj jeszcze znajdowało się w całości, chyba naprawdę pokazywał, że runy działały. I miała dużą nadzieję, że podziałają wystarczająco długo, by obydwie zdążyły stąd ujść z życiem. Naprawdę cieszyła się, że nie musiała wędrować schodami na wyższe kondygnacje. W obecnym stanie rzeczy całkowicie nie ufała niczemu, co zbyt mocno wystawało ponad grunt.
Na szczęście, drzwi do mieszkania były otwarte. Nie miała żadnej ochoty na siłowanie się z zabezpieczonym drewnem, nawet jeśli wiedziała, że magicznie zabezpieczone drzwi można zwyczajnie wyważyć, bez żadnej konieczności używania różdżki. Przez chwilę nawet podziwiała wystrój, a i zawiesiła wzrok na runach, wprawnie wyłapując je z dekoracji, w jaką były wplecione. O tak, gdyby miała więcej czasu, z pewnością pochwaliłaby upodobnienie całości do mugolskiego mieszkania w tak subtelny oraz elegancki sposób. Jak nic, będzie musiała tu zajrzeć z ciastem i porozmawiać o poprawie wystroju swojego mieszkania, gdy ta okropna noc się skończy.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc dość wojowniczą odpowiedź kobiety i skierowała się w stronę, z której dochodził tenże głos. Nie przejmowała się mało przyjaznym powitaniem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co obecnie kobieta przeżywa. Każdy by chciał wierzyć, że środki ochronne, jakie podjął, są najlepsze w każdej sytuacji, a zwłaszcza tak tragicznej jak dzisiejsza. Niestety, życie nigdy nie było tak łatwe oraz proste.
— Pani Mallory, ja to doskonale rozumiem — powiedziała spokojnie, ale stanowczo i zdecydowanie, gdy tylko stanęła z kobietą twarzą w twarz. Na szczęście, najwyraźniej jej zawód przemawiał obecnie na jej korzyść, więc pozostało tylko tego nie zepsuć i wykorzystać do przekonania kobiety, by dołączyła do swojego męża. — I przecież doskonale pani wie, że runy będą chronić dom również wtedy, gdy pani w nim nie będzie. A wtedy, skoro tutaj nic nie spłonie, to będzie mogła pani wejść tu razem z mężem, powiedzieć "a nie mówiłam" i obserwować jego minę. — Uśmiechnęła się serdecznie, rozrysowując wizję, która mogła być całkiem przekonująca.
— On się naprawdę o panią martwi - dodała po chwili. Może ten argument również pomoże przechylić szalę na jej stronę. Nie chciała wyprowadzać kobiety siłą, dlatego nadal próbowała ją przekonać do wyjścia. — Proszę, niech pani pójdzie ze mną, póki nadal mamy możliwość bezpiecznego wyjścia. Na górnych piętrach pożar naprawdę już hula w najlepsze. — Teraz już zostało tylko czekać na decyzję kobiety i miała nadzieję, że ta okaże się właściwa. Spojrzała w górę z lekkim niepokojem, mając nadzieję, że sufit nie runie im nagle na głowy. To, że płomienie nie mogły dostać się tutaj, wcale nie znaczyło, że inne zniszczenia nagle nie zechcą ukazać całej swojej destrukcyjnej mocy.
Na szczęście, drzwi do mieszkania były otwarte. Nie miała żadnej ochoty na siłowanie się z zabezpieczonym drewnem, nawet jeśli wiedziała, że magicznie zabezpieczone drzwi można zwyczajnie wyważyć, bez żadnej konieczności używania różdżki. Przez chwilę nawet podziwiała wystrój, a i zawiesiła wzrok na runach, wprawnie wyłapując je z dekoracji, w jaką były wplecione. O tak, gdyby miała więcej czasu, z pewnością pochwaliłaby upodobnienie całości do mugolskiego mieszkania w tak subtelny oraz elegancki sposób. Jak nic, będzie musiała tu zajrzeć z ciastem i porozmawiać o poprawie wystroju swojego mieszkania, gdy ta okropna noc się skończy.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc dość wojowniczą odpowiedź kobiety i skierowała się w stronę, z której dochodził tenże głos. Nie przejmowała się mało przyjaznym powitaniem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co obecnie kobieta przeżywa. Każdy by chciał wierzyć, że środki ochronne, jakie podjął, są najlepsze w każdej sytuacji, a zwłaszcza tak tragicznej jak dzisiejsza. Niestety, życie nigdy nie było tak łatwe oraz proste.
— Pani Mallory, ja to doskonale rozumiem — powiedziała spokojnie, ale stanowczo i zdecydowanie, gdy tylko stanęła z kobietą twarzą w twarz. Na szczęście, najwyraźniej jej zawód przemawiał obecnie na jej korzyść, więc pozostało tylko tego nie zepsuć i wykorzystać do przekonania kobiety, by dołączyła do swojego męża. — I przecież doskonale pani wie, że runy będą chronić dom również wtedy, gdy pani w nim nie będzie. A wtedy, skoro tutaj nic nie spłonie, to będzie mogła pani wejść tu razem z mężem, powiedzieć "a nie mówiłam" i obserwować jego minę. — Uśmiechnęła się serdecznie, rozrysowując wizję, która mogła być całkiem przekonująca.
— On się naprawdę o panią martwi - dodała po chwili. Może ten argument również pomoże przechylić szalę na jej stronę. Nie chciała wyprowadzać kobiety siłą, dlatego nadal próbowała ją przekonać do wyjścia. — Proszę, niech pani pójdzie ze mną, póki nadal mamy możliwość bezpiecznego wyjścia. Na górnych piętrach pożar naprawdę już hula w najlepsze. — Teraz już zostało tylko czekać na decyzję kobiety i miała nadzieję, że ta okaże się właściwa. Spojrzała w górę z lekkim niepokojem, mając nadzieję, że sufit nie runie im nagle na głowy. To, że płomienie nie mogły dostać się tutaj, wcale nie znaczyło, że inne zniszczenia nagle nie zechcą ukazać całej swojej destrukcyjnej mocy.