- Myślę, że to nam nie grozi. - Powiedziała cicho, bardzo spokojnym tonem. Nie miała pojęcia, co musiałoby się stać, by matka faktycznie nie mogła ich rozróżnić, niby docierało do niej, że to mógł być żart... chociaż w przypadku Eliasa w grę wchodziły jeszcze jego umiejętności metamorfomagiczne. Nie wydawało jej się jednak, by Penelope miała jakikolwiek problem w tym, aby ich od siebie odróżnić, nawet gdyby jej brat przyjął jej postać.
Spoglądała na brata, czekając na jego reakcję. Nie do końca wiedziała, czego mogła się po nim spodziewać. Niby byli bliźniakami, jednak okropnie się od siebie różnili, każde z nich przyjęło zupełnie różne cechy. Niby wychowali się w jednym domu, jednak nie dało się chyba mieć bardziej różnych dzieci pod względem podejścia do świata. Prudence była ułożona, skrupulatna, miała plan na wszystko, mocno stąpała po ziemi, a Elias... Elias zawsze chodził z głową w chmurach, jakby gdzieś miał to, co działo się na ziemi. Tym razem czuła jednak, że to ona go zaskoczyła. Na pewno nie mógł się spodziewać tego, że pojawi się tu z Benjy'm, że przedstawi go jako swojego chłopaka, najwyraźniej i ona potrafiła wprowadzić nieco zamieszania. Czy przejmowała się opinią brata na ten temat? Niekoniecznie. Wiedziała, że trudno było mu ją zrozumieć, chociaż się starał, ale to wcale nie było takie łatwe, kiedy znajdowało się na dwóch różnych biegunach.
Fenwick potwierdził jej słowa, może dobrze, że to zrobił, bo bliźniak pewnie mógłby kwestionować prawdziwość tego, co powiedziała. Nie zdziwiłoby jej to jakoś specjalnie, nie wydawało jej się, aby uważał, że ktoś mógłby znaleźć się przy jej boku z własnej woli, szczególnie z grona jego bliskich znajomych. Sporo się jednak zmieniło od momentu, w którym byli w Hogwarcie, ona się zmieniła i oni się zmienili, zresztą w zamierzchłych czasach, tych naprawdę bardzo zamierzchłych przepadała za Benjy'm, gdy jeszcze był inną osobą, trochę się to skomplikowało, ale mijający czas w tym wypadku okazał się być sprzymierzeńcem, pozwolił spojrzeć na wszystko inaczej.
Opuściła wzrok na swoje stopy, jakby były najbardziej interesującym obiektem jaki istniał na ziemi. Elias mówił o niej tak, jakby jej tutaj nie było. W sumie często wtapiała się w otoczenie, udawała, że nie istnieje, teraz jednak nieco ją to zabolało. Z nią... Poczuła się trochę, jakby była złem wcielonym. Właściwie może tak było. Nie dało się ukryć, że nie była prostym człowiekiem, raczej widziano w niej dziwadło. Oczywiście, że to jemu życzył powodzenia, powinna się tego spodziewać, prawda? Ciche westchnienie wyrwało jej się z ust, mimowolnie. Nie chciała pokazywać, że nie poczuła się z tym komentarzem najlepiej. Nigdy nie pasowała do obrazka.
Wtedy pojawił się ojciec, a atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej gęsta. Wyprostowała się, by nie dać po sobie znać, że nie do końca sobie z tym radzi. Musiała jakoś się ogarnąć, trochę jednak żałowała pojawienia się na tej kolacji, bo wszystko wydawało się coraz bardziej komplikować. Jakby nie mogli po prostu usiąść do stołu, zjeść, wymienić ze sobą kilku zdań, a później zniknąć za drzwiami.
John, jak zawsze przejmował się głównie tym, co było jego całym światem. Nie dziwiło to Prue jakoś specjalnie. Zdawała sobie sprawę z tego, iż niektóre publikacje... mogły być bardzo wartościowe, w przeciwieństwie do swojego ojca jednak nie miałaby zbyt wielkich oczekiwań związanych z kotem, który mieszkał w ich domu. Był stary i ślepy, już dawno znajdował się na emeryturze, przynajmniej w oczach Prue. John jednak... miał swoje zdanie na ten temat. Nie skomentowała tego jednak, gdyż zwracał się do jej brata, a raczej rzadko kiedy odzywała się niepytana. Nawet w domu, nawet wśród bliskich.
Poczuła dłoń Benjy'ego zaciskającą się na jej, robił to delikatnie, odwzajemniła ten gest, a właściwie sama mocniej złapała jego rękę. Nie miała pojęcia, które z nich w tej chwili bardziej potrzebowała wsparcia, chyba nie spodziewała się, aż takiego przesłuchania. Nie chciała, aby on czuł się niekomfortowo, a nie bardzo miała z tym co zrobić, bo jej ojciec był ojcem, tyle. Odezwała się na tyle stanowczo, na ile umiała. Wiedziała, że Benjy potrafi się zachować, przez wiele lat przecież musiał żyć w bardzo wymagającym świecie, a tego nie dało się tak po prostu zapomnieć, wolałaby jednak, aby mógł być tutaj zupełnie naturalny, nie musiał grać, naprawdę zależało jej na tym, by poczuł się dobrze w jej rodzinnym domu, nawet jeśli miała to być jego pierwsza i ostatnia wizyta w tym miejscu. Jednak nie wszystkie życzenia można było spełnić.
- Medycyna nie jest jedyną wartościową dziedziną. - Postanowiła się wtrącić, bo miała wrażenie, że John o tym zapominał, traktował ją jako najważniejszą, najbardziej istotną, jakby wszystkie inne mogły się nie liczyć. Prue nie miała takiego podejścia, mimo, że sama przecież podążała tą ścieżką. Wiedziała, że jest wiele fascynujących dziedzin, którymi warto było się zajmować.
Kiedy usiedli Prue była wyprostowana niczym struna, nie przeszkodziło jej to jednak w odnalezieniu dłoni Benjy'ego, którą chciała chwycić, nie wiedziała tylko, czy robiła to dla siebie, czy dla niego, chociaż może... Zdecydowanie dla siebie, on na pewno był w stanie sobie poradzić z jej ojcem, tymczasem kobieta sama nie czuła się najlepiej z tymi pytaniami, które zadawał.
Uniosła głowę znad talerza na krótką chwilę, niby próbowała zrozumieć działania brata, chciał w jakiś sposób ułatwić im wprowadzenie Fenwicka w to grono, jednak nie do końca wydawało jej się to słuszne, zwłaszcza, że przecież Benjy'emu zależało na tym, aby nikt nie połączył go z jego poprzednią osobą. Przełknęła głośno ślinę, bo wiedziała, że ojciec należał do osób, które umiały łączyć fakty, oby nie zrobił tego zbyt szybko.
Okno. Tak, na pewno świeże powietrze dobrze im zrobi.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control