Istniały osoby, które były głównymi aktorami, inne jak Prue zawsze przyjmowały role statystów. Nie, żeby jakoś specjalnie jej to przeszkadzało. Wolała wtapiać się w tło, obserwować wszystko z odpowiedniego dystansu, udawać, że nie istnieje. Tym razem jednak ta rola wiązała się z nieco większym poświęceniem. Była mokra, od stóp do głów, jej skóra zrobiła się jeszcze bledsza niż zazwyczaj, przynajmniej czuła ten chłód, który wypełniał ją do szpiku kości. Na nim się skupiła, może nie był przyjemny, ale dzięki niemu nie myślała zbyt wiele. Wszystko co odsuwało od niej niezbyt przyjemne przemyślenia aktualnie należało do jej sprzymierzeńców, nawet jeśli nie było to specjalnie miłym uczuciem.
Wiedziała, że wygląda źle. Jak niby miałaby wyglądać dobrze, albo względnie dobrze, gdy jej nowy świat, nowa rzeczywistość zaczęła się rozsypywać? To nie było możliwe, mimo tych ubrań, wyprasowanych, idealnie dobranych jak zawsze, które aktualnie były całkowicie przemoczone. Stawała się swoim własnym cieniem, czy tego chciała, czy nie, nie umiała jeszcze nic z tym zrobić. Potrzebowała czasu, zdawała sobie z tego sprawę, chociaż nie wiedziała czy i on przyniesie ukojenie, bo było zbyt dobrze, przez ostatnie tygodnie było tak, jak nigdy wcześniej i trudno było jej się pogodzić z tym, że tak nagle to się skończyło. Odgarnęła dłonią kilka pasm mokrych włosów, które znajdowały się na jej twarzy, bo utrudniały jej widzenie, to mogło przynieść kolejne drobne katastrofy, których wolała uniknąć.
Widziała dłoń wyciągniętą w jej kierunku, udała jednak, że jest zupełnie inaczej. Musiała radzić sobie sama, tamta mogła być bardziej uważna, gdy się tutaj pojawiła. Zrobiła krok do przodu, by opuścić kałużę. Udało jej się to zrobić bez kolejnych rewelacji. Ponownie spojrzała na pozytywkę, naprawdę chciała ją kupić.
Kobieta jednak również wskazała na przedmiot, który interesował Prue. Miała okropne wrażenie, że nie uda jej się przez nią przebić, mimo, że to ona pierwsza wypatrzyła przedmiot. Ta obok niej wydawała się być bardzo pewna siebie, Bletchley pewnie musiała odpuścić, bo nie była gotowa na konfrontację, nie w takim stanie. Musiała się pogodzić z klęską. Brakowało tylko, żeby w tej chwili ktoś ją zdeptał, a chyba mogłaby stwierdzić, że przydarzyły jej się wszystkie nieszczęścia świata.
- Czy właśnie przyznałeś, że to jest kradzione? - Nie zaprzeczyli, nawet nie próbowali udawać, że jest inaczej. Musiała zadać to pytanie, w sumie po co? Nie była w najlepszej formie, mogłaby się tym zainteresować, w końcu pracowała w biurze przestrzegania prawa, ale czy miała siłę to zrobić?
- Wezmę ją. - Dodała w końcu licząc na to, że będzie pierwsza, naprawdę chciała postawić tę pozytywkę na jednej ze swoich szafek.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control