11.11.2025, 02:06 ✶
Grupka młodych chłopców nawet nie próbowała symulować braku zainteresowania całą sytuacją. Wręcz przeciwnie, byli nią całkiem rozbawieni. Najwyraźniej cudza krzywda nie była dla nich niczym innym, jak tylko powodem do stłumionego rechotu i paru zbyt cichych komentarzy, żeby którąkolwiek z kobiet mogła zrozumieć ich treść. Z pewnością nie były jednak przychylne ani miłe.
Dokładnie tak jak spojrzenie, które zostało posłane wpierw w kierunku jednej, później drugiej z kobiet, gdy tylko padło to obrzydliwe oskarżenie o kradzież. Teoretycznie nie spotkało się z żadną jawną reakcją. W teorii zostało zbyte wzruszeniem ramion. Ale wzrok najwyższego z uczniaków zdecydowanie stwardniał, gdy Prudence drugi raz nazwała rzeczy po imieniu. I nie, nie chodziło o samą srebrną pozytywkę.
- I? - Powtórzył dokładnie ten sam chłopak, co wcześniej (a może inny? w końcu zlewali się w jedną grupę), wzruszając ramionami i posyłając całkowicie obojętne spojrzenie w kierunku Prudence. - Jesteś z psiarni czy coś? - Tak, teoretycznie mógł po prostu spytać: a co cię to obchodzi? albo wybrać jakąś milszą opcję zorientowania się w sytuacji, jednakże bez wątpienia nie zamierzał bawić się w podchody.
W jego jasnoszarych oczach pojawiło się coś na kształt podejrzliwości, jednakże najwyraźniej nie na tyle głębokiej, żeby przestał wietrzyć możliwość dokonania naprawdę lukratywnej transakcji. Szczególnie, że bez wątpienia zdążył wyłapać zainteresowanie przedmiotem ze strony obu pań, wymieniając spojrzenie z kumplami, a następnie wychylając się trochę w kierunku klientek.
- Wiecie - zaczął porozumiewawczo, nawet jeśli w jego tonie głosu bez wątpienia pojawiła się przy tym zbyt duża śliskość, może nawet dosyć mocne samozadowolenie, no, bo w końcu niecodziennie można było ubić większy biznes niż przewidziany. - To naprawdę wyjątkowy przedmiot, jedyny w swoim rodzaju. Można nawet powiedzieć, że praktycznie bezcenny - uśmiechnął się do siebie, przygryzając wnętrza kącików ust, żeby nie okazać tego aż nazbyt dostrzegalnie.
Pauza, jaką zrobił młodzieniec, równie dobrze mogłaby być zastąpiona zabraniem przedmiotu z widoku i przesunięciem go dopiero po trzech, może czterech sekundach. Jeśli nie później.
- Na szczęście, żaden z nas nie jest materialistą - tak, tak, z pewnością. - Bardzo chętnie przyjmiemy oferty. Na pewno się dogadamy - kolejny raz uśmiechnął się pod nosem, wywierając ten rodzaj nieprzyjemnego wrażenia, który nakazywał sądzić, że zaraz mlaśnie i zatrze dłonie.
Na to trzeba było jednak jeszcze poczekać.
Dokładnie tak jak spojrzenie, które zostało posłane wpierw w kierunku jednej, później drugiej z kobiet, gdy tylko padło to obrzydliwe oskarżenie o kradzież. Teoretycznie nie spotkało się z żadną jawną reakcją. W teorii zostało zbyte wzruszeniem ramion. Ale wzrok najwyższego z uczniaków zdecydowanie stwardniał, gdy Prudence drugi raz nazwała rzeczy po imieniu. I nie, nie chodziło o samą srebrną pozytywkę.
- I? - Powtórzył dokładnie ten sam chłopak, co wcześniej (a może inny? w końcu zlewali się w jedną grupę), wzruszając ramionami i posyłając całkowicie obojętne spojrzenie w kierunku Prudence. - Jesteś z psiarni czy coś? - Tak, teoretycznie mógł po prostu spytać: a co cię to obchodzi? albo wybrać jakąś milszą opcję zorientowania się w sytuacji, jednakże bez wątpienia nie zamierzał bawić się w podchody.
W jego jasnoszarych oczach pojawiło się coś na kształt podejrzliwości, jednakże najwyraźniej nie na tyle głębokiej, żeby przestał wietrzyć możliwość dokonania naprawdę lukratywnej transakcji. Szczególnie, że bez wątpienia zdążył wyłapać zainteresowanie przedmiotem ze strony obu pań, wymieniając spojrzenie z kumplami, a następnie wychylając się trochę w kierunku klientek.
- Wiecie - zaczął porozumiewawczo, nawet jeśli w jego tonie głosu bez wątpienia pojawiła się przy tym zbyt duża śliskość, może nawet dosyć mocne samozadowolenie, no, bo w końcu niecodziennie można było ubić większy biznes niż przewidziany. - To naprawdę wyjątkowy przedmiot, jedyny w swoim rodzaju. Można nawet powiedzieć, że praktycznie bezcenny - uśmiechnął się do siebie, przygryzając wnętrza kącików ust, żeby nie okazać tego aż nazbyt dostrzegalnie.
Pauza, jaką zrobił młodzieniec, równie dobrze mogłaby być zastąpiona zabraniem przedmiotu z widoku i przesunięciem go dopiero po trzech, może czterech sekundach. Jeśli nie później.
- Na szczęście, żaden z nas nie jest materialistą - tak, tak, z pewnością. - Bardzo chętnie przyjmiemy oferty. Na pewno się dogadamy - kolejny raz uśmiechnął się pod nosem, wywierając ten rodzaj nieprzyjemnego wrażenia, który nakazywał sądzić, że zaraz mlaśnie i zatrze dłonie.
Na to trzeba było jednak jeszcze poczekać.