11.11.2025, 02:07 ✶
Czy była zła o odtrącenie jej pomocnej dłoni? No niekoniecznie. Trudno byłoby powiedzieć, że nie zauważyła odrzucenia oferty wsparcia, bowiem stojąca za nią kobieta kilka chwil później ponownie znalazła się na swoim dawnym miejscu, ale Alice zbyła to ledwie słyszalnym prychnięciem, które równie dobrze mogłoby być stłumionym kichnięciem.
Ach, ta pogoda. Już zdążyła zapomnieć, czemu tak bardzo nie lubiła Anglii. W przeciwieństwie do jej rodzinnych, bardziej wietrznych, ale też zdecydowanie bardziej słonecznych stron, Londyn zawsze wyglądał tak samo odpychająco. Było szaro, było ponuro, mżyło lub padało. Gdyby chciała policzyć te słoneczne dni, jakie zastały ją podczas zakupów na Pokątnej, z pewnością mogłaby użyć jednej dłoni. Może nawet tej, którą odtrąciła tamta panna.
No cóż, najwyraźniej niektórzy po prostu lubili być ofiarami. Z jakiegoś przedziwnego powodu, Aly nie miała ani cienia wątpliwości (może dlatego, że tu nie było słońca, więc i cień nie był zbyt wyraźny), że stojąca obok niej delikwentka miała w planach wkrótce wrócić do domu i pławić się we własnym nieszczęsnym losie dokładnie tak jak przed chwilą kąpała swoje butki w kałuży.
Może nawet byłoby jej trochę szkoda tej nieszczęsnej istoty. Mimo wszystko, była przecież bardzo empatycznym człowiekiem. Naprawdę starała się zmienić ten świat na lepszy. Tyle tylko, że kolejny raz przeszkodziły jej w tym wyjątkowo niefortunne okoliczności. Wystarczyła bowiem chwila, żeby nieznajoma spróbowała na pełnej bezczelności (zadziwiające) wepchać się z mokrymi pantofelkami w starannie przeprowadzane negocjacje.
Alice nie bez powodu zwróciła uwagę na kradzież. Nie bez powodu jej oczy napotkały oczy sprzedawcy. Ten zaś bez potrzeby skierował ku nim pytanie, które było stanowczo zbyt otwarte jak na standardy blondynki. Chciała tę pozytywkę, chciała ją, bo ją sobie wypatrzyła. Tymczasem teraz miała z kimś o nią walczyć?! Niedoczekanie. Słysząc odpowiedź sprzedawcy, prawie zazgrzytała zębami, tylko cudem nie rozmazując sobie bordowej szminki na całej twarzy, po czym bardzo dyskretnie spojrzała na swoją rywalkę. Kątem oka zlustrowała jej twarz, tym razem zyskując nań lepszy widok przez odsunięte mokre kosmyki i...
- Prudence? - Rzuciła nagle, głęboko zdziwiona, całkowicie obracając się do rywalki. - Prudence Bletchley? - Zaświergotała, z pozoru nagle całkowicie przekierowując swoje zainteresowanie z pozytywki na stojącą obok niej kobietę. - Zupełnie cię nie poznałam, wiesz? Kopę lat, no, naprawdę! - Kontynuowała, zupełnie nie dając po sobie poznać, że wewnątrz...
...wewnątrz wszystko w niej zalało uczucie, jakie ostatni raz odczuwała naprawdę dawno temu. Szczere i mocne. No naprawdę.
Ach, ta pogoda. Już zdążyła zapomnieć, czemu tak bardzo nie lubiła Anglii. W przeciwieństwie do jej rodzinnych, bardziej wietrznych, ale też zdecydowanie bardziej słonecznych stron, Londyn zawsze wyglądał tak samo odpychająco. Było szaro, było ponuro, mżyło lub padało. Gdyby chciała policzyć te słoneczne dni, jakie zastały ją podczas zakupów na Pokątnej, z pewnością mogłaby użyć jednej dłoni. Może nawet tej, którą odtrąciła tamta panna.
No cóż, najwyraźniej niektórzy po prostu lubili być ofiarami. Z jakiegoś przedziwnego powodu, Aly nie miała ani cienia wątpliwości (może dlatego, że tu nie było słońca, więc i cień nie był zbyt wyraźny), że stojąca obok niej delikwentka miała w planach wkrótce wrócić do domu i pławić się we własnym nieszczęsnym losie dokładnie tak jak przed chwilą kąpała swoje butki w kałuży.
Może nawet byłoby jej trochę szkoda tej nieszczęsnej istoty. Mimo wszystko, była przecież bardzo empatycznym człowiekiem. Naprawdę starała się zmienić ten świat na lepszy. Tyle tylko, że kolejny raz przeszkodziły jej w tym wyjątkowo niefortunne okoliczności. Wystarczyła bowiem chwila, żeby nieznajoma spróbowała na pełnej bezczelności (zadziwiające) wepchać się z mokrymi pantofelkami w starannie przeprowadzane negocjacje.
Alice nie bez powodu zwróciła uwagę na kradzież. Nie bez powodu jej oczy napotkały oczy sprzedawcy. Ten zaś bez potrzeby skierował ku nim pytanie, które było stanowczo zbyt otwarte jak na standardy blondynki. Chciała tę pozytywkę, chciała ją, bo ją sobie wypatrzyła. Tymczasem teraz miała z kimś o nią walczyć?! Niedoczekanie. Słysząc odpowiedź sprzedawcy, prawie zazgrzytała zębami, tylko cudem nie rozmazując sobie bordowej szminki na całej twarzy, po czym bardzo dyskretnie spojrzała na swoją rywalkę. Kątem oka zlustrowała jej twarz, tym razem zyskując nań lepszy widok przez odsunięte mokre kosmyki i...
- Prudence? - Rzuciła nagle, głęboko zdziwiona, całkowicie obracając się do rywalki. - Prudence Bletchley? - Zaświergotała, z pozoru nagle całkowicie przekierowując swoje zainteresowanie z pozytywki na stojącą obok niej kobietę. - Zupełnie cię nie poznałam, wiesz? Kopę lat, no, naprawdę! - Kontynuowała, zupełnie nie dając po sobie poznać, że wewnątrz...
...wewnątrz wszystko w niej zalało uczucie, jakie ostatni raz odczuwała naprawdę dawno temu. Szczere i mocne. No naprawdę.