11.11.2025, 18:14 ✶
Babka podzieliła toast Alexandra, lecz zaraz oczy jej przesunęły się ku pustemu miejscu naprzeciw wnuka.
— Za nieobecnych — dodała, nim przechyliły się kielichy zgromadzonych. Kim był bowiem Donald? Żywym? Umarłym? Brakło dla niego, zawieszonego pomiędzy, miejsca w tym toaście.
Philomena nigdy nie pożądała siedziska głowy rodu. Co więcej, nie była ukontentowana i tym, że to ona zasiada po prawicy Alexandra, które to miejsce powinna zajmować ciężarna Loretta Mulciber.
Oto pater familias domu Mulciber — ojciec bez dzieci, które zabezpieczyłyby ich przyszłość. Mąż bez żony, bo cóż to za żona, której obok niego nie było, a dla Londynu wciąż pozostawała Lorettą Lestrange. Czyż można było się temu dziwić, gdy jedynymi świadkami owego małżeństwa byli bezimienni Cyganie, jeśli nie sam tylko wiatr — w miejsce tego, gdzie winny być papier i socjeta.
Oto, kto zasiadał do stołu: odpryski przypadkowych fragmentów drzewa genealogicznego. Pozbawione struktury, filarów, fundamentu, stabilnej linii dziedziczenia. Patchwork poszarpany przez waśnie i śmierć, pozszywany byle jak, na słowo honoru, którego tylu ze zgromadzonych nie miało.
Z jednej strony stołu siadali przebierańcy: Alexander naśladujący ojca, Lorien paradująca w szatach Seliny, Richard, który — dzięki bogom — nie musiał zerwać ze swojego trupa skóry, bo niechybnie by to w przeciwnym razie uczynił. Pozostałe miejsca zajmowały kobiety, a w każdej z nich ziarno niepokorności. Selina, która pod szatą pani domu nigdy nie przestała być nawiedzoną cygańską wieszczką szczepiącą pod angielską skórą jej wnuków coś obcego i nieprzewidywalnego. Scarlett, o której Philomena wierzyła, że zaciska wokół niej coraz mocniej swe szpony, podczas gdy serce dziewczyny pałętało się poza zasięgiem wzroku starej na Nokturnie. Charlotte, która odrzuciła starania Duncana, a kontroli nad nią nie miał nikt. Aktorzy i wolne duchy, gdy potrzebny był ktoś pomiędzy.
— Richardzie — ton Philomeny był formalny i wystudiowany, uprzejmy, lecz sama treść słów nie mogła nie być elegancko zaowalowanym napomnieniem — dlaczego nie ma wśród nas twoich synów? — Starucha przeniosła wzrok na siedzącą u boku ojca Scarlett. — Twoja córka pokazała się od znakomitej strony podczas pracy w mojej kancelarii. Masz powody, by być z niej dumnym. Sprawuje się niemal bez zarzutu i rokuje obiecującą karierę.
Mulciberowa skinieniem głowy okazała Scarlett aprobatę, która na co dzień, w warunkach kancelarii, była raczej oszczędna i surowa. Nie mogła dziewczyna liczyć na ulgi przez wzgląd na pokrewieństwo.
Farsę pomiędzy Alexandrem a Lorien wchodzącą w rolę pani domu Philomena oglądała bez przyjemności. Przypominało to perwersyjne podchody, w które zostali wciągnięci wszyscy członkowie rodu. Maskarada, której nie sposób byłoby zerwać bez zachwiania fundamentem całego spotkania. Spełniali tym bardziej fantazję umierającej dziewczynki czy chłopca, który nagle został sam z ciężarem władzy? Philomena wspomniała zabawki, które zamierzała im tego wieczora zwrócić — w swoich kostiumach przypominali jej teraz dzieci bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Patrzyła również na młodziutkie kuzynki usadzone obok siebie — która będzie miała wpływ na którą? Charlotte pobrudzi śliczną Scarlett Nokturnem czy to Scarlett wzbudzi w zbuntowanej Charlotte nostalgię za godnością czystokrwistych panien?
— Charlotte, skoro dziś zasiadamy tu wspólnie, pierwszy raz od tak dawna, rada byłabym, gdybyś dała nam się poznać. — Nie była to pułapka zastawiona na dziewczę, aby się nad nim pastwić. Była to zachęta do refleksji, sprawdzian. — Czy myślałaś, jakie miejsce w naszym świecie chciałabyś pewnego dnia zająć? — Nasz świat pozostał niezdefiniowany; sam jego bowiem zakres, jaki wytyczy Charlotte, mógł posłużyć za odpowiedź.
— Za nieobecnych — dodała, nim przechyliły się kielichy zgromadzonych. Kim był bowiem Donald? Żywym? Umarłym? Brakło dla niego, zawieszonego pomiędzy, miejsca w tym toaście.
Philomena nigdy nie pożądała siedziska głowy rodu. Co więcej, nie była ukontentowana i tym, że to ona zasiada po prawicy Alexandra, które to miejsce powinna zajmować ciężarna Loretta Mulciber.
Oto pater familias domu Mulciber — ojciec bez dzieci, które zabezpieczyłyby ich przyszłość. Mąż bez żony, bo cóż to za żona, której obok niego nie było, a dla Londynu wciąż pozostawała Lorettą Lestrange. Czyż można było się temu dziwić, gdy jedynymi świadkami owego małżeństwa byli bezimienni Cyganie, jeśli nie sam tylko wiatr — w miejsce tego, gdzie winny być papier i socjeta.
Oto, kto zasiadał do stołu: odpryski przypadkowych fragmentów drzewa genealogicznego. Pozbawione struktury, filarów, fundamentu, stabilnej linii dziedziczenia. Patchwork poszarpany przez waśnie i śmierć, pozszywany byle jak, na słowo honoru, którego tylu ze zgromadzonych nie miało.
Z jednej strony stołu siadali przebierańcy: Alexander naśladujący ojca, Lorien paradująca w szatach Seliny, Richard, który — dzięki bogom — nie musiał zerwać ze swojego trupa skóry, bo niechybnie by to w przeciwnym razie uczynił. Pozostałe miejsca zajmowały kobiety, a w każdej z nich ziarno niepokorności. Selina, która pod szatą pani domu nigdy nie przestała być nawiedzoną cygańską wieszczką szczepiącą pod angielską skórą jej wnuków coś obcego i nieprzewidywalnego. Scarlett, o której Philomena wierzyła, że zaciska wokół niej coraz mocniej swe szpony, podczas gdy serce dziewczyny pałętało się poza zasięgiem wzroku starej na Nokturnie. Charlotte, która odrzuciła starania Duncana, a kontroli nad nią nie miał nikt. Aktorzy i wolne duchy, gdy potrzebny był ktoś pomiędzy.
— Richardzie — ton Philomeny był formalny i wystudiowany, uprzejmy, lecz sama treść słów nie mogła nie być elegancko zaowalowanym napomnieniem — dlaczego nie ma wśród nas twoich synów? — Starucha przeniosła wzrok na siedzącą u boku ojca Scarlett. — Twoja córka pokazała się od znakomitej strony podczas pracy w mojej kancelarii. Masz powody, by być z niej dumnym. Sprawuje się niemal bez zarzutu i rokuje obiecującą karierę.
Mulciberowa skinieniem głowy okazała Scarlett aprobatę, która na co dzień, w warunkach kancelarii, była raczej oszczędna i surowa. Nie mogła dziewczyna liczyć na ulgi przez wzgląd na pokrewieństwo.
Farsę pomiędzy Alexandrem a Lorien wchodzącą w rolę pani domu Philomena oglądała bez przyjemności. Przypominało to perwersyjne podchody, w które zostali wciągnięci wszyscy członkowie rodu. Maskarada, której nie sposób byłoby zerwać bez zachwiania fundamentem całego spotkania. Spełniali tym bardziej fantazję umierającej dziewczynki czy chłopca, który nagle został sam z ciężarem władzy? Philomena wspomniała zabawki, które zamierzała im tego wieczora zwrócić — w swoich kostiumach przypominali jej teraz dzieci bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Patrzyła również na młodziutkie kuzynki usadzone obok siebie — która będzie miała wpływ na którą? Charlotte pobrudzi śliczną Scarlett Nokturnem czy to Scarlett wzbudzi w zbuntowanej Charlotte nostalgię za godnością czystokrwistych panien?
— Charlotte, skoro dziś zasiadamy tu wspólnie, pierwszy raz od tak dawna, rada byłabym, gdybyś dała nam się poznać. — Nie była to pułapka zastawiona na dziewczę, aby się nad nim pastwić. Była to zachęta do refleksji, sprawdzian. — Czy myślałaś, jakie miejsce w naszym świecie chciałabyś pewnego dnia zająć? — Nasz świat pozostał niezdefiniowany; sam jego bowiem zakres, jaki wytyczy Charlotte, mógł posłużyć za odpowiedź.
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia