12.11.2025, 00:05 ✶
– Czy ty na serio obiecujesz mi nie przepowiedzieć ciąży? - Parsknęła śmiechem i to tak gwałtownym, że o mało nie spadła z miotły. Utrzymała się w ostatniej sekundzie i kolejne trzy sekundy spędziła na poprawianiu swojego dosiadu. Cóż, żeby zajść w ciążę, to zdecydowanie potrzebowałaby do tego jeszcze jednej osoby i to płci męskiej, a jej kontakty z tą płcią nie wychodziły ponadto, co nazywano koleżeństwem. Nie przeszkadzało jej to zbyt specjalnie, głównie przez to, że wolała sprawdzone towarzystwo i zdobywanie wiedzy. Ale kto wie, co będzie za kilka lat... - Najlepsze jednak nadal pozostaje to, że pomimo posiadania wewnętrznego oka, totalnie nie rozumiem tarota - dodała rozbawiona, ale obawiała się, że Millie i tak tego nie usłyszała, bo jej miotła akurat w tym momencie postanowiła wykonać dziwny, gwałtowny skręt. Na szczęście, kuzynka latała o wiele lepiej od niej, więc nie musiała się martwić tym, że będzie musiała ją nagle łapać.
- Nie możesz się doczekać, co? - Uniosła brew, bo podejrzewała coś zupełnie innego, ale było to tylko przeczucie, którego nie miała jak potwierdzić. A wątpiła, by dziewczyna chciała głębiej wchodzić w ten temat i zaraz to się zresztą potwierdziło, gdy tak nagle padł temat jabłka oraz wyścigu. I co jak co, ale teraz poczuła chęć rywalizacji. Może i latała o tyle, o ile, może i była wyłącznie Puchonem, ale to nie znaczyło, że będzie się poddawać zawsze i przy każdej osobie, która będzie w czymś od niej lepsza.
Obiekt był mały, Millie wprawna i przede wszystkim miała lepszą miotłę oraz sekundę cennej przewagi przy samym starcie. To całkiem dużo, ale dla niej niczego to nie zmieniało. Sama również skręciła i przylgnęła do miotły, by nabrać prędkości. Zamiast jednak walczyć z grawitacją, skierowała się w dół, bezpośrednio w stronę wskazanego wcześniej drzewa - gdzie i jak się zatrzyma, to pozostawiała na później. Liczyła jednak, że uda jej się nieco bardziej ściąć trasę obraną przez Millie i przez to ją nieco wyprzedzić. Co prawda, gdzieś w głębi siebie nie nastawiała się na wygraną, ale miło będzie trochę pokonkurować ze sobą.
- Nie możesz się doczekać, co? - Uniosła brew, bo podejrzewała coś zupełnie innego, ale było to tylko przeczucie, którego nie miała jak potwierdzić. A wątpiła, by dziewczyna chciała głębiej wchodzić w ten temat i zaraz to się zresztą potwierdziło, gdy tak nagle padł temat jabłka oraz wyścigu. I co jak co, ale teraz poczuła chęć rywalizacji. Może i latała o tyle, o ile, może i była wyłącznie Puchonem, ale to nie znaczyło, że będzie się poddawać zawsze i przy każdej osobie, która będzie w czymś od niej lepsza.
Obiekt był mały, Millie wprawna i przede wszystkim miała lepszą miotłę oraz sekundę cennej przewagi przy samym starcie. To całkiem dużo, ale dla niej niczego to nie zmieniało. Sama również skręciła i przylgnęła do miotły, by nabrać prędkości. Zamiast jednak walczyć z grawitacją, skierowała się w dół, bezpośrednio w stronę wskazanego wcześniej drzewa - gdzie i jak się zatrzyma, to pozostawiała na później. Liczyła jednak, że uda jej się nieco bardziej ściąć trasę obraną przez Millie i przez to ją nieco wyprzedzić. Co prawda, gdzieś w głębi siebie nie nastawiała się na wygraną, ale miło będzie trochę pokonkurować ze sobą.