12.11.2025, 10:52 ✶
To nie był w ogóle problem, gdyby zostawiła je w swoim pokoju u dziadków i musieliby na moment wrócić do państwa Figg. To nie byłby problem, gdyby skrzywiła się i powiedziała, że noże nie są odpowiednim narzędziem dla małej dziewczynki. To nie byłby. Teraz jednak Samuel głęboko wzruszył się faktem, że miała je przy sobie i bardzo konsekwentnie próbował myśleć o czymś innym. Odwrócił wzrok. Popatrzył na kota, którego wydarzenia Spalonej Nocy zdawały się… wyciszyć, choć Sam nie wiedział tak na prawdę, czy to rzeczywiście dobrze. Patrzył sobie jednak na Karla i myślał o spokoju. O tym, by magia, która na moment zawrzała w jego żyłach pozostała w nich niezmienna.
- Dobrze. Myślę, że moglibyśmy w wianku dać trochę kotków, co myślisz? - niby obojętnie wyciągnął klocek, a zaraz potem też grafit, po czym podał go dziewczynce. - Musisz…- podjął powoli, zbierając myśli na tę lekcje. Praca. To było coś w czym mogli spotkać się oboje. Coś co znał. Coś w czym czuł się bezpieczne. Bycie ojcem zdawało mu się nierealne. Nie kiedy nie było obok każącego wzroku matki za rozpieszczanie swojej latorośli.
- Rzęsy sobie dzisiaj odpuścimy, ale włosy jak najbardziej możesz próbować. Skoro jednak Ty decydujesz o jej fryzurze, myślę, że możesz naszkicować wstępnie twarz i ociosać klocek tak aby głowa miała kształt jaki chcesz. Potem pokażę Ci jak zrobić detal, a w tym czasie… Może dorobiłbym kilka kotków, które będą jej towarzyszyć? Kugucharów? - zapytał, gdy odkrył, że w plecaku w sumie walają się i inne drewienka, nieco trudniejsze w obsłudze, ale wcale nie takie trudne dla kogoś z wprawnymi palcami.
- Nie wieża, tylko więźba. To drewniana rama pod dach. Wiesz. Pod dach Warowni. Trzeba ją odbudować i powoli działamy w tym zakresie. Ja też. I dla cioci Bee będę robił stół. Chcesz zobaczyć projekt? Może… może pomożesz mi z pomysłem? Bo chciałem zrobić drewniane liście co oplatają nogi tego stołu, ale może powinienem… Może powinienem pomyśleć o czymś innym? To ma być duży stół. Ładny stół. Najładniejszy jaki widziałaś. - opowiadał jej cicho, gdy siedzieli na kawałku koca i strugali, zapominając na moment o jedzeniu. W przerwach między słowami poprawiał kąt nachylenia nożyka, prowadził małą rączkę płynnie, zawsze od siebie, gdy kosiła kolejne lipowe wiórki. I co jakiś czas czuł uścisk w klatce piersiowej, a wtedy się odsuwał, na moment, na chwilę, tak żeby nie czuć tego smutku, żeby klątwa nie wzięła góry. - Myślałaś o tym w jakie zwierzę chciałabyś móc się zamieniać? Wiesz… Im lepiej znasz jego wygląd i zachowanie, tym szybciej można się nauczyć. - dodał nieoczekiwanie, bo przecież i on miał taką rozmowę z matką, gdy był już odrośnięty od ziemi. Czy to nie było za szybko? Było, ale Sam nie rozpatrywał Mabel wiekiem mierzonym liczbami. W jego oczach, zwłaszcza teraz po Spalonej Nocy, wydawała się jeszcze starsza i jeszcze dojrzalsza niż siedmioletnia pannica.
- Dobrze. Myślę, że moglibyśmy w wianku dać trochę kotków, co myślisz? - niby obojętnie wyciągnął klocek, a zaraz potem też grafit, po czym podał go dziewczynce. - Musisz…- podjął powoli, zbierając myśli na tę lekcje. Praca. To było coś w czym mogli spotkać się oboje. Coś co znał. Coś w czym czuł się bezpieczne. Bycie ojcem zdawało mu się nierealne. Nie kiedy nie było obok każącego wzroku matki za rozpieszczanie swojej latorośli.
- Rzęsy sobie dzisiaj odpuścimy, ale włosy jak najbardziej możesz próbować. Skoro jednak Ty decydujesz o jej fryzurze, myślę, że możesz naszkicować wstępnie twarz i ociosać klocek tak aby głowa miała kształt jaki chcesz. Potem pokażę Ci jak zrobić detal, a w tym czasie… Może dorobiłbym kilka kotków, które będą jej towarzyszyć? Kugucharów? - zapytał, gdy odkrył, że w plecaku w sumie walają się i inne drewienka, nieco trudniejsze w obsłudze, ale wcale nie takie trudne dla kogoś z wprawnymi palcami.
- Nie wieża, tylko więźba. To drewniana rama pod dach. Wiesz. Pod dach Warowni. Trzeba ją odbudować i powoli działamy w tym zakresie. Ja też. I dla cioci Bee będę robił stół. Chcesz zobaczyć projekt? Może… może pomożesz mi z pomysłem? Bo chciałem zrobić drewniane liście co oplatają nogi tego stołu, ale może powinienem… Może powinienem pomyśleć o czymś innym? To ma być duży stół. Ładny stół. Najładniejszy jaki widziałaś. - opowiadał jej cicho, gdy siedzieli na kawałku koca i strugali, zapominając na moment o jedzeniu. W przerwach między słowami poprawiał kąt nachylenia nożyka, prowadził małą rączkę płynnie, zawsze od siebie, gdy kosiła kolejne lipowe wiórki. I co jakiś czas czuł uścisk w klatce piersiowej, a wtedy się odsuwał, na moment, na chwilę, tak żeby nie czuć tego smutku, żeby klątwa nie wzięła góry. - Myślałaś o tym w jakie zwierzę chciałabyś móc się zamieniać? Wiesz… Im lepiej znasz jego wygląd i zachowanie, tym szybciej można się nauczyć. - dodał nieoczekiwanie, bo przecież i on miał taką rozmowę z matką, gdy był już odrośnięty od ziemi. Czy to nie było za szybko? Było, ale Sam nie rozpatrywał Mabel wiekiem mierzonym liczbami. W jego oczach, zwłaszcza teraz po Spalonej Nocy, wydawała się jeszcze starsza i jeszcze dojrzalsza niż siedmioletnia pannica.