12.11.2025, 12:14 ✶
Herbata czekała, aż woda się zagrzeje, zostały wyciągnięte jeszcze cukier, miód i dżem i Jessiemu wymsknął się krótki śmiech, bo przypomniała mu się herbatka z jego mamą, wujkiem Tonym i Electrą. Zaraz potem jego mina zrzedła, bo jedno miłe wspomnienie sprawiło, że za nim pojawiały się kolejne, nie wszystkie takie miłe. Dzień po tym pomagał Morpheusowi pozbyć się klątwy z jego nowego domu. Dzień po tym był koncert Muzy, na którym występowała Rita. Niedługo potem wyjechali z wujkami do Egiptu, gdzie podpisano umowę handlową. On i Anthony zostali uwięzieni w dziwnym, lustrzanym świecie, z którego mogli się wydostać, oddając jedno wspomnienie. Potem miał "randkę" z Electrą, która ostatecznie była przyjacielskim spotkaniem z psami i tego samego dnia, wieczorem, stracili mieszkanie w pożarze. To wszystko w tak krótkim czasie - dzień po dniu albo w odstępie kilku zaledwie dni. W pewien sposób było to przytłaczające.
Odkaszlnął, zebrał się w sobie i przeniósł wzrok na Hannibala, z gracją tańczącego nad jego psem.
-Ładnie - powiedział z uśmiechem, mając na myśli piruet.
Benji klapnął zadkiem na podłogę, jeszcze szybciej zamiatając ogonem podłogę, i nadstawił się bardziej, zachęcając drugiego czarodzieja do dalszego głaskania go. Jessie uśmiechnął się na ten widok.
-Czego innego można spodziewać się po jesieni, nie? - rzucił w odpowiedzi na pytanie o pogodę. -Jest trochę chłodno, trochę pada, nie jest tragicznie, ale tęsknię za latem. A jeszcze trzeba będzie przeżyć zimę - westchnął i sięgnął po paczkę psich smaczków, zostawioną w widocznym miejscu, jakby ktoś jeszcze chciał takiego smakołyka rzucić psiakowi, i rzucił jednego Benjiemu. -Więc jeśli nie masz w planach jakiegoś wyjścia w nocy, to lepiej zostań w domu. Nie warto wychodzić.
Woda się zagotowała, herbata została zalana i jedna z filiżanek została podana Hannibalowi, oczywiście, kiedy już wstał, a Benji poszedł na swój rutynowy obchód. Jessie zmarszczył brwi, obserwując oddalającego się psa - zaraz powinien wrócić, ale byłby potem niespokojny, gdyby nie sprawdził, czy wszyscy ludzie byli w domu i czy wszyscy byli cali i zdrowi.
-Przerwaliśmy ci jakąś próbę?
Jeśli dobrze kojarzył, to Han miał coś grać chyba nawet jutro, no i ten krótki układ i coś tam sobie nucił, i chociaż mogło być to również normalne zachowanie Selwyna, to jeśli faktycznie Han robił sobie powtórkę roli, Jessie nie chciał wybijać go z rytmu.
Odkaszlnął, zebrał się w sobie i przeniósł wzrok na Hannibala, z gracją tańczącego nad jego psem.
-Ładnie - powiedział z uśmiechem, mając na myśli piruet.
Benji klapnął zadkiem na podłogę, jeszcze szybciej zamiatając ogonem podłogę, i nadstawił się bardziej, zachęcając drugiego czarodzieja do dalszego głaskania go. Jessie uśmiechnął się na ten widok.
-Czego innego można spodziewać się po jesieni, nie? - rzucił w odpowiedzi na pytanie o pogodę. -Jest trochę chłodno, trochę pada, nie jest tragicznie, ale tęsknię za latem. A jeszcze trzeba będzie przeżyć zimę - westchnął i sięgnął po paczkę psich smaczków, zostawioną w widocznym miejscu, jakby ktoś jeszcze chciał takiego smakołyka rzucić psiakowi, i rzucił jednego Benjiemu. -Więc jeśli nie masz w planach jakiegoś wyjścia w nocy, to lepiej zostań w domu. Nie warto wychodzić.
Woda się zagotowała, herbata została zalana i jedna z filiżanek została podana Hannibalowi, oczywiście, kiedy już wstał, a Benji poszedł na swój rutynowy obchód. Jessie zmarszczył brwi, obserwując oddalającego się psa - zaraz powinien wrócić, ale byłby potem niespokojny, gdyby nie sprawdził, czy wszyscy ludzie byli w domu i czy wszyscy byli cali i zdrowi.
-Przerwaliśmy ci jakąś próbę?
Jeśli dobrze kojarzył, to Han miał coś grać chyba nawet jutro, no i ten krótki układ i coś tam sobie nucił, i chociaż mogło być to również normalne zachowanie Selwyna, to jeśli faktycznie Han robił sobie powtórkę roli, Jessie nie chciał wybijać go z rytmu.