12.11.2025, 12:25 ✶
-Auć przestań! Hahaha, no już, już…! - Moment który Nikolai wybrał na oddanie niedźwiedziej przysługi okazał się tym, gdy Samuel postanowił wreszcie zrzucić słodkie rozleniwienie z barków na rzecz czekającego na nich śniadania. Niedźwiedzie kły szczęśliwie nie wyrządziły krzywdy całkiem ludzkiemu uchu, ale też dla obojga mogło być sporym zaskoczeniem ta zmiana układu sił, gdy nagle niemal tonowe cielsko leżało w jakimś dziwacznym preclowatym ułożeniu z patykowatym mężczyzną o włosach jasnych jak rżnięty łan zboża. Obecnie ów mężczyzna zaśmiewał się od łaskoczącego oddechu drugiego miśka, nieco mniejszego, ale bardziej przysadzistego, którego wilgotny nos ukrwiony był w okolicach skroni. Palce tonęły w futrze, gdy Sam się śmiał próbując - początkowo bezskutecznie - odsunąć go od siebie, zaraz potem obejmując go wokół zdecydowanie przerośniętej szyi i drapiąc za uchem. Wciąż się uśmiechał przy tym, wciąż chłonął spokój, wciąż czerpał z bliskości, którą otrzymywał bez większych w sumie zasług ze swojej strony.
Przeżycie było małą chlubą choć zwłoki tych, którzy nie dali rady żywiołowi byłī już uprzątnięte i pochowane.
- Chodź, wczoraj nie mogłem zasnąć i wymyśliłem kilka usrapwnień, które pozwolą zaoszczędzić nam materiały. Musiałbym porozmawiać z moim - szwagrem - utknęło mu w gardle. Nieaktualne. Już nie szwagrem. Już nie. - Znajomym, który zna się na pieczętowaniu. Część zabezpieczeń można byłoby założyć na złożone segmenty, nie tylko pojedyncze stragany. Może też wymyślił coś lepszego na ogień? Lovegoodzi mogliby być tym zainteresowani co Niko? Co o tym myślisz druchu? - potarmosił go znów i cóż, być może był jedyną osobą, która z podobną swobodą tarmosiłaby niedźwiadka, jak i człowieka. Czuł jednak w sercu dziwny spokój, czuł się inaczej niż wtedy gdy jego świat skończył się po raz pierwszy z odejściem rodziców i drugi, gdy widma przepędziły go z Kniei. Teraz stracił wiele, pręż moment miał poczucie że stracił niemal wszystko. Ale Niko trzymał go mocno i nie puszczał, całą swoją obecnością zdając się mruczeć niedźwiedzim bebzunem kojące zapewnienia.
Nie poświętał temu jednak za dużo myśli. Gdy w końcu obaj byli ludzcy zgarnął notes i wysłużoną torbę narzędziową. Pognali na dół napełnić brzuchy, przemyć twarz w lodowatej wodze z miedzy i ruszać w świat. Stado. Chciał przed miesiącem wierzyć, że było w Londynie, ale któż lepiej zrozumie niedźwiedzia jak drugi niedźwiedź?
- Projekt więźby dla Longbottomów niemal skończony. Bee ma mi zapewnić drewno, ale boje się, że nie będzie odpowiednio sezonowane. Niektórych procesów nie da się przyspieszyć magią. I jeszcze pan Garlick. Źle się czuję, że opuściłem nauki, trudno jednak robić różdżki gdy ludzie nie mają dachów i okien w domach. - opowiadał Vladowi ustami wypełnionymi jedzeniem.
Przeżycie było małą chlubą choć zwłoki tych, którzy nie dali rady żywiołowi byłī już uprzątnięte i pochowane.
- Chodź, wczoraj nie mogłem zasnąć i wymyśliłem kilka usrapwnień, które pozwolą zaoszczędzić nam materiały. Musiałbym porozmawiać z moim - szwagrem - utknęło mu w gardle. Nieaktualne. Już nie szwagrem. Już nie. - Znajomym, który zna się na pieczętowaniu. Część zabezpieczeń można byłoby założyć na złożone segmenty, nie tylko pojedyncze stragany. Może też wymyślił coś lepszego na ogień? Lovegoodzi mogliby być tym zainteresowani co Niko? Co o tym myślisz druchu? - potarmosił go znów i cóż, być może był jedyną osobą, która z podobną swobodą tarmosiłaby niedźwiadka, jak i człowieka. Czuł jednak w sercu dziwny spokój, czuł się inaczej niż wtedy gdy jego świat skończył się po raz pierwszy z odejściem rodziców i drugi, gdy widma przepędziły go z Kniei. Teraz stracił wiele, pręż moment miał poczucie że stracił niemal wszystko. Ale Niko trzymał go mocno i nie puszczał, całą swoją obecnością zdając się mruczeć niedźwiedzim bebzunem kojące zapewnienia.
Nie poświętał temu jednak za dużo myśli. Gdy w końcu obaj byli ludzcy zgarnął notes i wysłużoną torbę narzędziową. Pognali na dół napełnić brzuchy, przemyć twarz w lodowatej wodze z miedzy i ruszać w świat. Stado. Chciał przed miesiącem wierzyć, że było w Londynie, ale któż lepiej zrozumie niedźwiedzia jak drugi niedźwiedź?
- Projekt więźby dla Longbottomów niemal skończony. Bee ma mi zapewnić drewno, ale boje się, że nie będzie odpowiednio sezonowane. Niektórych procesów nie da się przyspieszyć magią. I jeszcze pan Garlick. Źle się czuję, że opuściłem nauki, trudno jednak robić różdżki gdy ludzie nie mają dachów i okien w domach. - opowiadał Vladowi ustami wypełnionymi jedzeniem.