Panna Yaxley bardzo często lądowała w miejscach jak to popołudniami. Nie znosiła siedzieć w czterech ścianach, miała wtedy zbyt wiele czasu na myślenie o wszystkim i niczym, co nie przynosiło jej ukojenia i spokoju, wręcz przeciwnie tylko niepotrzebnie powodowało, że pojawiały się kolejne pytania bez odpowiedzi. Wolała więc wyjść, zamoczyć usta w szklance z alkoholem i wdać się w dyskusję z kolejnym obcym człowiekiem. Rozmowy o niczym, luźne, zupełnie nie zmuszające do zastanawiania się nad kwestiami jakże niełatwej w dzisiejszych czasach ezgsytencji. Tego jej było trzeba, odsapnąć, złapać oddech.
Zamawiała kolejną szklankę ognistej, kiedy zobaczyła ciekawą twarz. Nie był tutejszy, tego była pewna, dałaby sobie za to rękę obciąć. Potrafiła dopasować ludzi do miejsc, w końcu zwiedziła już kawał świata, i ten mężczyzna zdecydowanie nie był stąd. Wzbudziło to jej zainteresowanie, ciekawiło ją, co go tutaj sprowadza, może miał jakieś ciekawe historie do opowiedzenia? Lubiła słuchać, o ludziach, o miejscach, przyjemnie wtedy płynął czas.
Jakoś tak się złożyło, fortunnie chyba, że ten też zwrócił na nią uwagę. Wszystko więc szło po jej myśli, nie powinna się dzisiaj nudzić, może dowie się czegoś ciekawego. Słuchała, jak zaczął tłumaczyć zasady, zdarzyło jej się przy tym ziewnąć z dwa razy. Ileż to w swoim krótkim życiu czasu w karty przegrała? Dużo, za dużo, zdecydowanie nie służyło to niczemu poza tym, żeby wyciągnąc co nieco od miejscowych w różnych miejscach na świecie. Jakoś łatwiej im przychodziło rozplątanie języka przy alkoholu i kartach. Czy była dobrym graczem? Tutaj chyba najwięcej zależało od losu, prawda? Ewentualnie ktoś mógł mieć bardzo zwinne palce, nie żeby Yaxley nie miała...
- Pewna, czy nie, jakie to w ogóle ma znaczenie? - Spoglądała uważnie na dłonie Jamila kiedy tasował karty. Upiła przy tym spory łyk ognistej, a po chwili zbliżyła palącego się papierosa do ust, aby zaciągnąć się dymem. Nie musiał tłumaczyć jej zasad, jakoś by sobie pewnie poradziła, jednak skoro chciał... pozwoliła mu je przypomnieć, nie sądziła jednak, że będzie to takie monotonne, jeszcze chwila, moment i zaśnie.
Oczy jej się zaświeciły, kiedy wypowiedział kolejne słowa. Cóż, zawsze przyjemniej było grać o coś, rozrywka stawała się wtedy bardziej zaciekła. Jeśli w ten sposób chce się bawić, to ona w to pójdzie, bardzo chętnie. - Przysługę bym chciała. - Nie zastanowiła się ani chwili, bardzo szybko powiedziała o co chce grać. Przysługa zawsze wydawała się najlepszą opcją, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy może potrzebować pomocy. - Ty Jamil, o co chciałbyś zagrać, masz jakieś marzenie, które mogłabym spełnić, gdybyś ze mną wygrał? - Uważnie przyglądała się mężczyźnie ciekawa odpowiedzi.