13.11.2025, 02:06 ✶
na parkiecie z Brenną
- Cóż... nie jest to metoda idealna i chyba nigdy nie będzie - pokiwał głową na boki, wyraźnie zaznaczając jej nieścisłość. Może i czerń wydawała się mroczna czy niepokojąca, ale nie oznaczała tylko tych złych naleciałości. Mogła wiązać się także wycofaniem i trzymaniem prawdy dla siebie, ale Atreus był chyba już na etapie, kiedy i te aspekty cuchnęły mi w pewien alarmujący sposób. Pewnie gdyby nie spotkanie z Fawleyową na Perle Morza, wciąż zapatrywałby się na to wszystko nieco luźniej. Nigdy też specjalnie nie robił tajemnicy z tego jak działały jego umiejętności; a przynajmniej nie w przypadkach kiedy pytały o to osoby, którym chciało mu się odpowiadać, albo nie miał interesu w tym, żeby zwyczajnie kłamać. Gdyby Brenna tylko chciała wiedzieć, to mógłby jej zrobić i cały wykład na ten temat, dokładnie tak samo jak nie tak dawno robił go Victorii.
Bardzo chciał jej odpowiedzieć, że nie. Zbyć jej pytanie z szelmowskim uśmiechem, we właściwy dla siebie sposób, co w pierwszym odruchu zwyczajnie zinterpretował to jako podbieg do czegoś - czego, to jeszcze nie wiedział. Brakowało jednak w tych słowach złośliwości czy chociażby uszczypliwości, więc przez moment milczał, wsłuchując się w dźwięki muzyki, która towarzyszyła tańcowi dobranych par.
- Może trochę - odparł wreszcie. - Ale nie powiedziałbym że to takie proste, żeby zawsze wiedzieć co inni faktycznie myślą. - Trzeba było się nad tym nieźle momentami napracować, rozszyfrowując pulsowanie kolorów, a najlepiej jeszcze zestawiając je z tym, co dało się wyczytać z twarzy. Barwy nie mogły powiedzieć wprost, że ktoś kłamał albo mówił samą prawdę i Atreusowi bardzo długo zajęło uczenie się, jak to wszystko rozpracowywać, a i tak wciąż nie był przecież do końca pewny tego, co widział. - A jeśli męczy, cóż... wystarczy nie patrzeć - dodał na koniec, już z przyklejonym do ust, charakterystycznym dla siebie uśmiechem.
Czyli powtórzenie tego, co dało się usłyszeć po Spalonej Nocy - odpowiedział falami, kolebiąc się w tańcu z pewnym roztargnieniem. To nie było nic nowego, ale zastanawiał się czy była to dokładnie ta sama informacja, czy może napływała z jakiegoś innego źródła. Niemniej jednak, cóż, zdawała się być potwierdzeniem, że Raphaela pozostawała poza ich bezpośrednim zasięgiem.
- Cóż... nie jest to metoda idealna i chyba nigdy nie będzie - pokiwał głową na boki, wyraźnie zaznaczając jej nieścisłość. Może i czerń wydawała się mroczna czy niepokojąca, ale nie oznaczała tylko tych złych naleciałości. Mogła wiązać się także wycofaniem i trzymaniem prawdy dla siebie, ale Atreus był chyba już na etapie, kiedy i te aspekty cuchnęły mi w pewien alarmujący sposób. Pewnie gdyby nie spotkanie z Fawleyową na Perle Morza, wciąż zapatrywałby się na to wszystko nieco luźniej. Nigdy też specjalnie nie robił tajemnicy z tego jak działały jego umiejętności; a przynajmniej nie w przypadkach kiedy pytały o to osoby, którym chciało mu się odpowiadać, albo nie miał interesu w tym, żeby zwyczajnie kłamać. Gdyby Brenna tylko chciała wiedzieć, to mógłby jej zrobić i cały wykład na ten temat, dokładnie tak samo jak nie tak dawno robił go Victorii.
Bardzo chciał jej odpowiedzieć, że nie. Zbyć jej pytanie z szelmowskim uśmiechem, we właściwy dla siebie sposób, co w pierwszym odruchu zwyczajnie zinterpretował to jako podbieg do czegoś - czego, to jeszcze nie wiedział. Brakowało jednak w tych słowach złośliwości czy chociażby uszczypliwości, więc przez moment milczał, wsłuchując się w dźwięki muzyki, która towarzyszyła tańcowi dobranych par.
- Może trochę - odparł wreszcie. - Ale nie powiedziałbym że to takie proste, żeby zawsze wiedzieć co inni faktycznie myślą. - Trzeba było się nad tym nieźle momentami napracować, rozszyfrowując pulsowanie kolorów, a najlepiej jeszcze zestawiając je z tym, co dało się wyczytać z twarzy. Barwy nie mogły powiedzieć wprost, że ktoś kłamał albo mówił samą prawdę i Atreusowi bardzo długo zajęło uczenie się, jak to wszystko rozpracowywać, a i tak wciąż nie był przecież do końca pewny tego, co widział. - A jeśli męczy, cóż... wystarczy nie patrzeć - dodał na koniec, już z przyklejonym do ust, charakterystycznym dla siebie uśmiechem.
Czyli powtórzenie tego, co dało się usłyszeć po Spalonej Nocy - odpowiedział falami, kolebiąc się w tańcu z pewnym roztargnieniem. To nie było nic nowego, ale zastanawiał się czy była to dokładnie ta sama informacja, czy może napływała z jakiegoś innego źródła. Niemniej jednak, cóż, zdawała się być potwierdzeniem, że Raphaela pozostawała poza ich bezpośrednim zasięgiem.