13.11.2025, 19:35 ✶
– W sumie z widmowidzeniem jest podobnie. Czasem dosłownie ślepnę. Nie tak dawno temu pomyliłam przez to kubeł na śmieci ze ścianą i musiałam udawać, że tak miało być.
To dopiero było niedoskonałe narzędzie. Aurowidze mieli w sumie przynajmniej tę przewagę, że nikt nie wiedział, co akurat robią, póki nie stanęli naprzeciwko oklumenty. I nie musieli upychać po kieszeniach kompletu świec rytualnych.
Nie było złośliwości, nie było i żadnych ukrytych intencji ani nawet ciągu dalszego. To nie było jedno z pytań – pułapek, bo nawet jeżeli raz czy dwa zastanawiała się, czy pewnych rzeczy Atreus nie widział czy raczej nie chciał widzieć, nie kryło się to tym razem za jej słowami. Wiedziała i że aurowidz nie zawsze na pewno odgadnie, czy ktoś kłamie, bo inaczej praca w Ministerstwie wyglądałaby zupełnie inaczej, a Patrick mógł wyciągnąć o wiele więcej z ludzi. I chyba się trochę z tego akurat cieszyła. Ale w tłumie wirujących par, wśród jasnych świateł, przez moment była ciekawa, jak wygląda to w jego oczach, a stąd już blisko było o myśli o tym, jak to jest zawsze… wiedzieć albo móc wiedzieć. Kiedy ktoś ci zazdrości, kiedy cię nienawidzi, kiedy jest rozgniewany, kiedy jest smutny albo radosny. Bo przecież ludzie nie zawsze dawali upust swoim uczuciom z konkretnych powodów. Czasem tak było łatwiej im: czasem tak było łatwiej innym wokół.
– Niezależny ekspert ostatnio wspomniał mi, że jeśli ktoś twierdzi, że moja aura jest czerwona, to musi być strasznym bucem – rzuciła po prostu, nie drążąc dalej tematu, może dlatego, że się jej ot to przypomniało, a może, bo jego uśmiech, który wyłapała gdzieś przy obrocie, jakoś sprawiał, że postanowiła przejść na lżejsze tematy. Chociaż część o zaślepieniu negatywnymi odczuciami postanowiła zostawić dla siebie, podobnie jak imię niezależnego eksperta.
Dowiem się, chociaż wątpię, by wiedziała coś jeszcze.
Tak naprawdę zamierzała napisać do Jonathana głównie ze względu na samą Raphaelę: wątpiła, by dziewczyna doznała nagłego olśnienia i mogła powiedzieć im coś istotnego.
To dopiero było niedoskonałe narzędzie. Aurowidze mieli w sumie przynajmniej tę przewagę, że nikt nie wiedział, co akurat robią, póki nie stanęli naprzeciwko oklumenty. I nie musieli upychać po kieszeniach kompletu świec rytualnych.
Nie było złośliwości, nie było i żadnych ukrytych intencji ani nawet ciągu dalszego. To nie było jedno z pytań – pułapek, bo nawet jeżeli raz czy dwa zastanawiała się, czy pewnych rzeczy Atreus nie widział czy raczej nie chciał widzieć, nie kryło się to tym razem za jej słowami. Wiedziała i że aurowidz nie zawsze na pewno odgadnie, czy ktoś kłamie, bo inaczej praca w Ministerstwie wyglądałaby zupełnie inaczej, a Patrick mógł wyciągnąć o wiele więcej z ludzi. I chyba się trochę z tego akurat cieszyła. Ale w tłumie wirujących par, wśród jasnych świateł, przez moment była ciekawa, jak wygląda to w jego oczach, a stąd już blisko było o myśli o tym, jak to jest zawsze… wiedzieć albo móc wiedzieć. Kiedy ktoś ci zazdrości, kiedy cię nienawidzi, kiedy jest rozgniewany, kiedy jest smutny albo radosny. Bo przecież ludzie nie zawsze dawali upust swoim uczuciom z konkretnych powodów. Czasem tak było łatwiej im: czasem tak było łatwiej innym wokół.
– Niezależny ekspert ostatnio wspomniał mi, że jeśli ktoś twierdzi, że moja aura jest czerwona, to musi być strasznym bucem – rzuciła po prostu, nie drążąc dalej tematu, może dlatego, że się jej ot to przypomniało, a może, bo jego uśmiech, który wyłapała gdzieś przy obrocie, jakoś sprawiał, że postanowiła przejść na lżejsze tematy. Chociaż część o zaślepieniu negatywnymi odczuciami postanowiła zostawić dla siebie, podobnie jak imię niezależnego eksperta.
Dowiem się, chociaż wątpię, by wiedziała coś jeszcze.
Tak naprawdę zamierzała napisać do Jonathana głównie ze względu na samą Raphaelę: wątpiła, by dziewczyna doznała nagłego olśnienia i mogła powiedzieć im coś istotnego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.