Prue nie spodziewała się, że sytuacja między nimi w tak krótkim czasie może się zmienić. To, co kiedyś traktowała za pewnik, zniknęło, miała wrażenie wręcz, że zaczęła stąpać po bardzo cienkim lodzie. Niby go znała, niby wiedziała, jak się zachowa, tylko, że teraz stał przed nią ktoś zupełnie obcy, to nie było takie oczywiste jakby się mogło wydawać. Musiała się dostosować, zacząć przewidywać, żeby nie dać sobie zrobić krzywdy, swoją drogą bardzo łatwo przyszło mu przestawienie się, a przynajmniej tak się jej wydawało, jakby ta zmiana w zachowaniu nie była niczym dziwnym, ale ona, gdzieś w głębi duszy wiedziała, że nigdy by jej tego nie zrobił, nie sam z siebie. Coś musiało się wydarzyć, albo ona coś zrobiła, albo pojawił się ktoś trzeci, który dodał coś od siebie. Tylko dlaczego się tym przejmował, tak nagle, przecież kiedyś tego nie robił.
- Najlepiej wcale. - Powiedziała nieco zbyt szybko, nie przemyślała swoich słów. Zaczęła się denerwować, kiedy był obok, czuła, że serce biło jej szybciej, łączyła to jednak raczej ze stresem spowodowanym tym, że stała mu się zupełnie obojętna, może nawet gorzej, wyglądało że nie miał najmniejszego problemu z tym, aby po niej deptać. Nie mogła mu na to pozwolić, miała w sobie zbyt wiele dumy, to, że kiedyś przez moment się przyjaźnili nie upoważniało go do tego, by teraz ją tak traktował. Zdecydowanie wolała jak udawał, że nie istnieje, niż kiedy zwracał się do niej tym tonem, którego nie znosiła, w którym nie było już ani grama radości, raczej miał być chłodny niczym ostrze noża, w zasadzie to ranił równie głęboko.
- Nie stoję Ci na drodze, stoję pod drzwiami do gabinetu profesora, bo tak jak i Ty mam do tego prawo. - Zaczęła mówić, nie mogła tego tak zostawić. Chciała mu uzmysłowić jak to wyglądało z jej strony - nie wiedziała po co, na pewno go to nie obchodziło. - Od kiedy niby macie treningi w te dni tygodnia? - Chcąc nie chcąc, znała jego plan dnia, bo kiedyś jej obecność wypełniała te puste miejsca, kiedy nie musiał nigdzie być, ani niczego robić. Uczyli się razem, plątali po szkole, czasem robili wiele, czasem nic. Musiała się pozbyć tych myśli, te wspomnienia powinny zostać zakopane bardzo głęboko.
Przeniosła wzrok na drzwi, nadal ani drgnęły, wiele by dała aby już się otworzyły, przynajmniej miałaby z głowy tę rozmowę, której wcale nie chciała odbywać. Powoli zaczynała tracić nadzieję, że w ogóle się otworzą. Miała wrażenie, że osoba, która weszła do środka znajduje się tam wieki. Mogłaby go nawet wpuścić przed sobą, byleby nie musieć dalej dusić się w jego obecności, czuła bowiem, że powietrze robi się bardzo gęste, niedługo nie będzie miała czym oddychać.
Uniosła pytająco brew, kącik dolnej wargi jej drgnął. Miała nie dramatyzować... Założyła sobie ręce na piersiach, jakby chciała tym gestem dodać sobie pewności siebie, do tego wyprostowała się niczym struna. Śmiał się jej w twarz.
- Nie przejmuję się obcymi, powinieneś o tym pamiętać. - Była szansa, że już o tym zapomniał, ale chciała podkreślić to, że kiedyś się znali, a teraz stał się jej zupełnie obojętny. Tak, tylko gdyby tak było, to nie gotowałaby się w środku i nie przeżywała tego tak bardzo intensywnie. Głowę miała zadartą w górę, nie wiedzieć czemu pomyślała o tym, że ostatnio znowu urósł, dawno nie znalazła się tak blisko niego, więc nie zwróciła na to uwagi. Poruszyła delikatnie głową by odsunąć od siebie te myśli.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control