Taka była decyzja Delilah. To była możliwe wyjątkowa sytuacja, w której zdecydowała się na zorganizowanie rodzinnej kolacji, po tym jak Londyn został zaatakowany. Chciała zobaczyć dzieci i wnuków. Upewnić się, że dają sobie radę, mają gdzie mieszkać, dobrze się odżywiają, mają poważne plany na przyszłość.
Jak tylko Faye pojawiła się w rezydencji, jeden ze skrzatów przywitał ją należycie i przejął bagaż, aby dostarczyć go do jej dawnego pokoju. Pod jej nieobecność, zawsze zachowanego w czystości. Pokoje z sypialniami, należące do członków rodziny, którzy się wyprowadzali, pozostawały nienaruszone. Na wypadek, gdyby los sprawił, że musieliby wrócić. Mieli gdzie się zatrzymać. Inna wyglądała sytuacja, po śmierci kogoś, kto tutaj mieszkał. Wtedy jego pokój przeznaczony był dla gościa lub nowego członka rodziny.
- Faye.Odezwał się pierw Nevan, a Tarah wychyliła się trochę z fotela, posyłając blady uśmiech szczęścia, widząc córkę całą i zdrową. Nevan przyjął prezenty, ale nie spodziewał się ich. Podziękował jednocześnie witając córkę. Whisky jak i spinki odłożył na razie na ławę. Tarah podniosła się, aby córkę przytulić do siebie.
- Cieszę się widząc Cię całą i zdrową.
Rzekła, również przy okazji dziękując za prezent. Który oczywiście obejrzała. Nie spodziewała się dostać biżuterii. A też niczego na siebie nie zakładała. Poprosiła męża i założenie naszyjnika. Chcąc, aby tego wieczoru jej towarzyszył.
Z jadalni wyszła Delilah słysząc głosy i chcąc zakomunikować, że mogą siadać do stołu, a spóźnialskim wygłosi odpowiednie kazanie upominające o kulturze. Widząc Faye, zmrużyła oczy.
- Niech ci się przyjrzę dziecko.
Zlustrowała dziewczynę swoim czujnym okiem. Jej sylwetkę, twarz, ubiór.
- Chuda coś jesteś. Zaraz coś zjesz porządnie. I też cieszę się że przyjechałaś. Choć jedno dziecko masz ułożone synu.
Skomentowała i skarciła trochę syna. A dopiero potem odebrała prezent od wnuczki, ucałowawszy ją w policzki jak to babcia. Nie zaglądała jeszcze do pudełeczka.
- Sebastian i Vera napisali mi, że nie zjawią się.
Odpowiedź na pytanie Faye, udzielił Nevan.
- Jeżeli chodzi o Twoich braci…
Tutaj nie dokończył. W tym momencie mogli usłyszeć, że ktoś pojawił się w głównym holu.
Z dnia na dzień, było dużo spotkań, planów i działania. List jaki Nicholas otrzymał od ojca, wymusił na nim westchnięcie. Nie odpisał jednak czy się pojawi, czy też nie. Dopisek o tym, że może znów dostać wyjca od babki, jeżeli nie stawi się w rodzinnej rezydencji na kolacji, był chyba jedyną wymowną siłą zmuszenia go do stawienia tego dnia w domu.
Nicholas nie obchodził świąt. Nie organizował od siebie żadnych prezentów. Mabon według niego, do takich nie należało. Najszybciej, Yule. Stojąc przed lustrem swojej sypialni w domu mieszczącym się na Little Hangleton, przyglądał swojej czarnej szacie, której marynarka sięgała kolan. Granatowa koszula, jako jedna wyróżniała się w czerni, jaką na sobie miał. Wyjątkowo na tę kolację, przełamał całkowitą czerń na sobie. Upewnił się, że mroczny znak jest bezpiecznie ukryty pod zaklęcie maskującym. Sprawił, czy spakował do podręcznej torby eliksiry, które musi zażywać. Spakował kilka innych potrzebnych rzeczy jak ubranie na zmianę czy kosmetyki. Nie często się zdarza, aby święta tego pokroju, były w terminie bardzo blisko pełni księżyca. Nie planował zostawać tam na noc, ale tym razem najpewniej to uczyni. Choćby pod względem własnych badań, czy Faye może nadal swobodnie się przemieniać czy znów wbrew własnej woli.
Zamknął torbę, lecz w tym czasie znów zaatakował go kaszel. Eliksir już wziął, ale go informowano, kaszel nie zniknie nagle. Będzie musiał się z tym trochę pomęczyć, a eliksiry mają złagodzić objawy i wyciszać, stopniowo niwelować.
Jak tylko mu przeszło, ubrał płaszcz i zabezpieczył swój dom zaklęciami. Za pomocą świstoklika, teleportował się przed Rezydencję Traversów. Otworzył drzwi wchodząc do środka. Najwyraźniej przerywając rozmowy rodzinne.
- Pan Nicholas. Rodzina już czeka.Skrzat od razu do niego podbiegł z komunikatem, aby tym samym przejąć bagaż. Bez oporu, Nicholas mu oddał, aby zabrał go do jego pokoju, w tym czasie zmierzając do salonu.
- Wybaczcie lekkie spóźnienie.
Nie tłumaczył się, bo uważał, że nie musiał. Był może o minutę spóźniony, ale prawie punktualny.
- Nareszcie. Już miałam szykować dla ciebie kazanie…
Odezwała się nagle Delilah, krytycznie oceniając Nicholasa, który zdejmował przy okazji swój płaszcz.
- Też chudy.
Skrytykowała go, po czym spojrzała po pozostałych.
- Do jadalni. Bo wszystko zaraz wystygnie.
Ponaglała, gdyż powinni już kolację zacząć. a wnuki się onijają. Od razu nie czekając na nikogo, podeszła do swojego szczytowego miejsca odkładając prezent od Faye obok swojego talerza.
Nevan pomógł wstać Tarah i podeszli do Nicholasa, aby się przywitać.
- Dobrze że już jesteś.
Powiedziała Tarah i objęła syna, niezależnie od tego, czy tego chciał czy nie. Pozwolił na to.
- Chodźmy już, porozmawiamy przy stole.
Ponaglił trochę Nevan słowa kierując do dzieci. Nicholas nim ruszył za nimi, oddał płaszcz skrzatowi, który czekał na to, a następnie spojrzał na Faye. Gestem ręki wskazał kierunek jadalni, aby pierwsza weszła.
Gdy znaleźli się wszyscy w jadalni, Delilah palcem wskazującym przywołała do siebie wnuka, jakby chciała mu przypomnieć zasady kultury. Nicholas nie wyglądał na zadowolonego, ale podszedł, odsunął jej krzesło i zasunął, kiedy usiadła. Nevan z kolei pomógł z tym swojej żonie Tarah. Nicholas nim zajął swoje miejsce, które wskazała mu babka, spojrzał na Faye.
- Tobie też odsunąć?Zapytał trochę z grzeczności i zachowania odpowiedniej kultury, a trochę jakby zaczepnie, w końcu lubiła się z nim droczyć.