15.11.2025, 12:56 ✶
– Tylko te najpopularniejsze od Potterów – wyjaśniła Brenna. Miała do głowy wbite kilka zapachów, bo niektórych używała sama albo jej krewni, ewentualnie matka pokazywała jej próbki podczas pracy nad nimi i zadawała straszliwe pytania takie jak „czy uważasz, że należałoby dodać tutaj nutkę bergamotki”? – Och, co powiesz na perfumy z cytryną, koniczyną, zieloną herbatą i miętą? Nie pytaj jak, ale jakoś z tym uzyskali efekt, który przypomina zapach lasu, chociaż nie ma w tym ani trochę mchu i innych takich – oświadczyła, posyłając pannie młodej uśmiech. Cóż, pod pewnymi względami bardzo przypominała swojego ojca i mogło się zdawać, że to w niego wdała się najbardziej, ale to nie znaczyło, że nie jest córką swojej matki.
– No cóż, pewnie nie spodziewali się, że ktoś tutaj też zawędruje – odparła biednemu, oburzonemu Sebastianowi, unosząc na moment spojrzenie ku niebu. Mina trochę jej stężała, ale po prostu westchnęła, postanawiając, że potem się teleportuje, zanim wróci na teren imprezy. Oczywiście, gdy upewnią się, że wujek z Ameryki na pewno nie znalazł żadnego złotego smoka. A do głowy przyszło jej, że Sebastian chyba powinien częściej wychodzić z domu. I z siedziby kowenu. Tak pomiędzy prawdziwych ludzi. – Hej, Sebastianie, kiedy ostatni raz wyszedłeś z domu tylko po to, żeby spotkać się z kimś znajomym? – spytała nagle, a potem, nawet nie czekając na odpowiedź, wysforowała nieco na przód, gdy Ambroise i Benjy ruszyli dalej, rozglądając się za śladami.
Nie, nie pchała się jako pierwsza. Po prostu znaleźli się pośród krzewów, w których nie tak dawno miłosne gniazdko wiła sobie ta biedna, spłoszona dwójka. Brenna pochyliła się więc i chwyciła po prostu poły sukni Geraldine z tyłu, by ta nie podarła się kompletnie, kiedy będą przechodzić przez teren.
– Wygląda na to, że zostałam twoją dziewczynką od trenu. Jeszcze powinnaś mieć jakąś od sypania kwiatków – oceniła, rzucając przy okazji okiem na ślady, które wskazywał Benjy. Po prawdzie mogła je zostawić ta dwójka, gdy tu przychodzili, ale nie dało się tego ocenić, więc… kierunek do sprawdzenia równie dobry jak każdy inny.
Kostki – rzucam po ustaleniu z Pasku na jej efekt, by od razu go mogła opisać
– No cóż, pewnie nie spodziewali się, że ktoś tutaj też zawędruje – odparła biednemu, oburzonemu Sebastianowi, unosząc na moment spojrzenie ku niebu. Mina trochę jej stężała, ale po prostu westchnęła, postanawiając, że potem się teleportuje, zanim wróci na teren imprezy. Oczywiście, gdy upewnią się, że wujek z Ameryki na pewno nie znalazł żadnego złotego smoka. A do głowy przyszło jej, że Sebastian chyba powinien częściej wychodzić z domu. I z siedziby kowenu. Tak pomiędzy prawdziwych ludzi. – Hej, Sebastianie, kiedy ostatni raz wyszedłeś z domu tylko po to, żeby spotkać się z kimś znajomym? – spytała nagle, a potem, nawet nie czekając na odpowiedź, wysforowała nieco na przód, gdy Ambroise i Benjy ruszyli dalej, rozglądając się za śladami.
Nie, nie pchała się jako pierwsza. Po prostu znaleźli się pośród krzewów, w których nie tak dawno miłosne gniazdko wiła sobie ta biedna, spłoszona dwójka. Brenna pochyliła się więc i chwyciła po prostu poły sukni Geraldine z tyłu, by ta nie podarła się kompletnie, kiedy będą przechodzić przez teren.
– Wygląda na to, że zostałam twoją dziewczynką od trenu. Jeszcze powinnaś mieć jakąś od sypania kwiatków – oceniła, rzucając przy okazji okiem na ślady, które wskazywał Benjy. Po prawdzie mogła je zostawić ta dwójka, gdy tu przychodzili, ale nie dało się tego ocenić, więc… kierunek do sprawdzenia równie dobry jak każdy inny.
Kostki – rzucam po ustaleniu z Pasku na jej efekt, by od razu go mogła opisać
Rzut 1d4 - 3
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Spoiler