15.11.2025, 12:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2025, 13:00 przez Alexander Mulciber.)
"Za nieobecnych".
W jednej chwili poczuł chęć wylania wina na podłogę. Na łamach homeryckiego eposu, Odyseusz podlewał ziemię krwią i winem, próbując wywołać duchy swych zmarłych. Czuwał przy tak przygotowanej uczcie, ogniem i mieczem odganiając nieproszone zjawy. Wszystkie bowiem pragnęły skosztować. Alexander dopuściłby do siebie wszystkie duchy, poza tym jednym. Duchem brata, którego nienawidził. Którego się bał. Gardło miał ściśnięte, a jednak podniósł kielich do ust. Postąpił tak, jak należało postąpić, a więc upił słodkiego wina, choć było mu gorzkim na języku. Nie patrzył przy tym na babkę. Potrzebował widzieć ją samym tylko kątem oka, bo zbyt wielką pokusą byłoby zajrzeć do wnętrza jej głowy. Czy wiedziała, zapytywał się wciąż. Czy wiedziała o...? Odstawił pusty kielich na stół. Przez chwilę po prostu milczał, wpatrzony w krzesło na drugim końcu stołu.
Jeżeli Richard odniósł wrażenie, że Alexander próbuje być swoim ojcem, cóż, właśnie takie wrażenie miał odnieść. W końcu wszyscy na tej kolacji udawali, z nim samym na czele. Czym bowiem różniła się potrzeba noszenia twarzy ojca od noszenia twarzy brata? Alexander skupił spojrzenie na kuzynie, próbując przeniknąć protektywną osłonę oklumencji. Wszędzie tylko pieprzeni oklumenci, miał ochotę przewrócić oczami. Żeby się czegoś o nich dowiedzieć, trzeba było nawiązać rozmowę, zamiast normalnie zajrzeć do głowy. Jakież to było... Alexander szukał w myślach odpowiedniego słowa. Nienaturalne, zdecydował się wreszcie, nałożywszy na talerz porcję jedzenia, zanim podjął się kontynuacji nawiązanej przez babkę rozmowy.
– I ja muszę pochwalić Scarlett – odezwał się Alexander. – Wzięła na siebie organizację dzisiejszej kolacji i wysiłek zgromadzenia nas wszystkich przy jednym stole. Za co jestem, rzecz jasna, wdzięczny. – Trudno było wyczuć, czy nawiązuje do rodzinnych niesnasek, czy może mówi to, co powiedzieć wypada, absolutnie niepomny przy tym na reakcję zebranych. W bardziej niż zwykle monotonnie jednostajnym tonie Alexandra nie sposób było przecież odróżnić prawdy od kłamstwa. A jednak, chociaż wciąż miał poważną twarz, gdy zwrócił się bezpośrednio do Scarlett, wydawał się... Żartować. – To kiedy pokojowy order Merlina? – Brakowało jeszcze wujasowego puszczenia oczka, żeby nieco ośmielić postawioną w centrum uwagi małolatę, ale nie miał na to, niestety, nastroju. Myślami wciąż był daleko, przy łóżku Donalda w Lecznicy Dusz. Powinienem skończyć list do niego, przypomniał sobie nagle o liście, który leżał, napoczęty, na ojcowskim biurku. Natychmiast poprawiło mu to nastrój. Znajdował coś na kształt perwersyjnej przyjemności w pisaniu cotygodniowego sprawozdania, które na jego życzenie dostarczano pogrążonemu w śpiączce bratu. Jakikolwiek sen śnił Donald Mulciber, nie pozwolił mu śnić go spokojnie. Następnie Alexander skupił uwagę na Charlotte, siedzącej obok Scarlett. A więc babka uskuteczniła swoje przesłuchanie poczynając od najmłodszych. Niemal słyszał rozbrzmiewające w tle: "doprowadzić oskarżonych przed oblicze sądu", gdy Philomena zapytała o nieobecnych na kolacji Charlesa i Leopolda.
Alexander zaczął kroić sztukę mięsa na swym talerzu.
W jednej chwili poczuł chęć wylania wina na podłogę. Na łamach homeryckiego eposu, Odyseusz podlewał ziemię krwią i winem, próbując wywołać duchy swych zmarłych. Czuwał przy tak przygotowanej uczcie, ogniem i mieczem odganiając nieproszone zjawy. Wszystkie bowiem pragnęły skosztować. Alexander dopuściłby do siebie wszystkie duchy, poza tym jednym. Duchem brata, którego nienawidził. Którego się bał. Gardło miał ściśnięte, a jednak podniósł kielich do ust. Postąpił tak, jak należało postąpić, a więc upił słodkiego wina, choć było mu gorzkim na języku. Nie patrzył przy tym na babkę. Potrzebował widzieć ją samym tylko kątem oka, bo zbyt wielką pokusą byłoby zajrzeć do wnętrza jej głowy. Czy wiedziała, zapytywał się wciąż. Czy wiedziała o...? Odstawił pusty kielich na stół. Przez chwilę po prostu milczał, wpatrzony w krzesło na drugim końcu stołu.
Jeżeli Richard odniósł wrażenie, że Alexander próbuje być swoim ojcem, cóż, właśnie takie wrażenie miał odnieść. W końcu wszyscy na tej kolacji udawali, z nim samym na czele. Czym bowiem różniła się potrzeba noszenia twarzy ojca od noszenia twarzy brata? Alexander skupił spojrzenie na kuzynie, próbując przeniknąć protektywną osłonę oklumencji. Wszędzie tylko pieprzeni oklumenci, miał ochotę przewrócić oczami. Żeby się czegoś o nich dowiedzieć, trzeba było nawiązać rozmowę, zamiast normalnie zajrzeć do głowy. Jakież to było... Alexander szukał w myślach odpowiedniego słowa. Nienaturalne, zdecydował się wreszcie, nałożywszy na talerz porcję jedzenia, zanim podjął się kontynuacji nawiązanej przez babkę rozmowy.
wykaz intencji/jasnowidzenie Richarda, percepcja (4k)
Rzut PO 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
– I ja muszę pochwalić Scarlett – odezwał się Alexander. – Wzięła na siebie organizację dzisiejszej kolacji i wysiłek zgromadzenia nas wszystkich przy jednym stole. Za co jestem, rzecz jasna, wdzięczny. – Trudno było wyczuć, czy nawiązuje do rodzinnych niesnasek, czy może mówi to, co powiedzieć wypada, absolutnie niepomny przy tym na reakcję zebranych. W bardziej niż zwykle monotonnie jednostajnym tonie Alexandra nie sposób było przecież odróżnić prawdy od kłamstwa. A jednak, chociaż wciąż miał poważną twarz, gdy zwrócił się bezpośrednio do Scarlett, wydawał się... Żartować. – To kiedy pokojowy order Merlina? – Brakowało jeszcze wujasowego puszczenia oczka, żeby nieco ośmielić postawioną w centrum uwagi małolatę, ale nie miał na to, niestety, nastroju. Myślami wciąż był daleko, przy łóżku Donalda w Lecznicy Dusz. Powinienem skończyć list do niego, przypomniał sobie nagle o liście, który leżał, napoczęty, na ojcowskim biurku. Natychmiast poprawiło mu to nastrój. Znajdował coś na kształt perwersyjnej przyjemności w pisaniu cotygodniowego sprawozdania, które na jego życzenie dostarczano pogrążonemu w śpiączce bratu. Jakikolwiek sen śnił Donald Mulciber, nie pozwolił mu śnić go spokojnie. Następnie Alexander skupił uwagę na Charlotte, siedzącej obok Scarlett. A więc babka uskuteczniła swoje przesłuchanie poczynając od najmłodszych. Niemal słyszał rozbrzmiewające w tle: "doprowadzić oskarżonych przed oblicze sądu", gdy Philomena zapytała o nieobecnych na kolacji Charlesa i Leopolda.
Alexander zaczął kroić sztukę mięsa na swym talerzu.
Proszę o odpisy do 20 listopada do godziny 23:59. Wszystko tak jak wcześniej, kolejka nie obowiązuje, standardowo 1 post na turę, jak gdyby ktoś chciał więcej, kontaktujmy się na discord, żeby spoko wyszło.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat