15.11.2025, 13:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2025, 14:00 przez Bard Beedle.)
Myliła się. Wszystko było dokładnie na swoim miejscu. Selina podniosła czarne oczy na Lorien, gdy ta napełniła jej kielich winem. Nie było już przecież u jej boku męża, który by o to zadbał. Na ustach prorokini wykwitł delikatny, choć nieco nieobecny uśmiech, który zdawał się niepasującym do jej twarzy. A jednak wyglądała tak pięknie, gdy się uśmiechała. Wiek powoli zaczynał się odznaczać w subtelnych liniach zmarszczek na jej twarzy, przydając jej godności. Wdzięcznie przyjęła kielich. Przez chwilę mogłoby się zdawać, jak gdyby wszystko było... Tak jak wtedy, gdy jeszcze nie spędzała dni snując się w milczeniu po domu. Gdy jeszcze umiała podtrzymać rozmowę. Gdy odróżniała ludzi i miejsca, a czas nie był dla niej wyłącznie przyjacielską sugestią. Wszystko jest na swoim miejscu, pomyślała Selina, z ukontentowaniem podnosząc kielich do powleczonych szminką ust. Gdyby tylko wino było tak słodkim, jak wtedy, gdy nosiła suknię podarowaną Lorien. Och, nigdy już nie będzie tak słodkim. Gorycz żałoby po Duncanie czuła w każdym łyku.
– Myślę, że to wspaniały prezent, Philomeno – rzuciła w sposób kompletnie wyrwany z kontekstu Selina, nie zwracając uwagi na rozmowę przy stole. Przechyliła delikatnie swój kielich, jak gdyby łapała światło świecy odbijające się w tafli wina. Wciąż lekko się uśmiechała, już nie do Lorien, a sama do siebie. – Ale poślij go, proszę, drugiemu z mych synów. Dlaczego nie ma go wśród nas – powtórzyła jak echo wcześniej padłe przy stole słowa teściowej, a jej twarz na powrót przybrała obojętny wyraz.
Bo poza tym, wszystko było dokładnie na swoim miejscu.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut Symbol 1d258 - 169
Piłka (zmienne koleje losu)
Piłka (zmienne koleje losu)
– Myślę, że to wspaniały prezent, Philomeno – rzuciła w sposób kompletnie wyrwany z kontekstu Selina, nie zwracając uwagi na rozmowę przy stole. Przechyliła delikatnie swój kielich, jak gdyby łapała światło świecy odbijające się w tafli wina. Wciąż lekko się uśmiechała, już nie do Lorien, a sama do siebie. – Ale poślij go, proszę, drugiemu z mych synów. Dlaczego nie ma go wśród nas – powtórzyła jak echo wcześniej padłe przy stole słowa teściowej, a jej twarz na powrót przybrała obojętny wyraz.
Bo poza tym, wszystko było dokładnie na swoim miejscu.
bard by Lorraine Malfoy