15.11.2025, 20:28 ✶
- Nie wiem. Nigdy nie wariowałam. Chyba. - Może to właśnie był ten pierwszy raz? Ale tak od razu z kimś? To wydawało jej się już całkowicie niepasujące do czegokolwiek, nawet do wariactwa. I chętnie by się zastanawiała nieco dłużej nad tym faktem, ale niestety, musiała skupić się na tej nowej rzeczywistości, w której obydwie się znalazły. Czy też raczej, na osobniku, który zdawał się być częścią tego dziwnego snu lub wymiaru, a który wyglądał jak żywcem wyjęty z jakiegoś koszmaru. Ewidentnie ktoś tu był szalony i to zdecydowanie nie była ani ona, ani Hestia. O tak, dziwny mężczyzna, chociaż wyglądał jak człowiek, był dziwny i wcale by się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że jednak człowiekiem nie jest. A ten uśmiech... Gdyby nie to, że jej strach miał już konkretny wygląd, to z pewnością obecna mina nieznajomego znalazłaby się na pierwszym miejscu rzeczy, w które mógłby zmienić się bogin, by ją skutecznie przerazić. I jeszcze ośmielał się macać jej różdżkę.
Tak, puściły jej nerwy, ale naprawdę miała dość tego, w czym się znalazła. Chciała się stąd jak najszybciej wydostać, a podejrzewała, że bez różdżki całkowicie jej się to nie uda. Podejrzewała też, że musi jakoś unicestwić szalonego mężczyznę, a do tego również była jej różdżka bardzo potrzebna. Może i znała się nieco na mugolskiej walce, to jednak mężczyzna okazywał się zbyt silny, by mogła go pokonać własnymi rękoma. Nie wiedziała nawet, czy z pomocą Hestii to także będzie możliwe. I co się z nimi stanie, gdy jednak im się nie uda? Utkną tu na zawsze? Miała szczerą nadzieję, że nie.
Syknęła z bólu, gdy nastąpił atak. Mężczyzna uczepił się jej pleców, jak jakiś karykaturalny pająk i coraz mocniej zaciskał swoje kończyny na jej ciele. Czuła, jak jego paznokcie wbijają się w jej ciało, z pewnością pozostawiając okropne ślady. Uderzenie o regał niewiele dało, w zasadzie, to nie zmieniło kompletnie niczego. Z daleka tylko, powoli, zaczął docierać do niej głuchy hałas, jakby kolejne wielkie kostki domina uderzały o siebie. Ale to przecież nie miało żadnego sensu, przecież wyraźnie czuła, że regał za jej plecami stoi twardo i stabilnie, a przecież musiałby przewrócić się jako pierwszy, by pociągnąć za sobą inne. Przez chwilę trwała w bezruchu, a to kosztowało ją kolejną ranę - mężczyzna ugryzł ją w ramię, na tyle mocno, że zaskoczona aż krzyknęła.
- Weź... się... odczep...! - Z każdym słowem ponownie uderzała w regał, ignorując fakt, że i na niej te uderzenia odbijały się dość boleśnie. Naprawdę jednak miała dość i chciała się przede wszystkim uwolnić, w czym również starała się pomóc Hestia. Mężczyzna jednak zdawał się nie zwracać żadnej uwagi na drugą kobietę, chociaż jej działania skutecznie przeszkadzały mu w osiągnięciu celu. Dopiero przy trzecim uderzeniu regał zachwiał się lekko, a kilkanaście pudełek spadło, obijając się o całą trójkę. Największe jednak zamieszanie dopiero się pojawiło. Głuche łupnięcia były coraz bliżej, aż wreszcie można było dostrzec, że kolejne regały faktycznie się walą, uderzając w kolejne i zasypując wszystko tonami pudełek. Mężczyzna na jej plecach roześmiał się szaleńczo i zniknął, zostawiając je same w walącym się pokoju.
- Hestia! - Złapała przyjaciółkę i przyciągnęła do siebie, próbując ją osłonić przed wszystkimi regałami, które właśnie miały się na nie zwalić. Znów zostały obsypane pudełkami, które boleśnie obijały się o ich ciała, ale gdy tylko przechylający się regał zaczął rzucać coraz większy cień, mogły poczuć, jak wszystko znów się oddala, cichnie i rozmazuje. A po krótkiej chwili znalazły się w sklepie ze sprzętem do Quidditcha. I o ile tutaj, jeszcze, wszystko wyglądało normalnie, to znów panowała tutaj cisza, która aż kłuła w uszy. Chociaż nie, ewidentnie nie było żadnych drzwi, a krajobraz ulicy Pokątnej za oknami był mocno niewyraźny.
- No nie... - Westchnęła ciężko, całkowicie bezradnie siadając na podłodze. - Ja naprawdę mam już dość - dodała, odchylając fragment bluzki, by spojrzeć na ugryzienie. Było głębokie, miejscami nawet lekko krwawiło i cholernie bolało. A różdżki jak nie odzyskała, tak nie odzyskała. - Jak myślisz, wydostaniemy się stąd wreszcie? Czy może znów trafimy na tego świra? - Podniosła spojrzenie na Hestię, mając nadzieję, że przyjaciółka jakoś się trzyma. I chyba nic poważnego jej nie było.
Tak, puściły jej nerwy, ale naprawdę miała dość tego, w czym się znalazła. Chciała się stąd jak najszybciej wydostać, a podejrzewała, że bez różdżki całkowicie jej się to nie uda. Podejrzewała też, że musi jakoś unicestwić szalonego mężczyznę, a do tego również była jej różdżka bardzo potrzebna. Może i znała się nieco na mugolskiej walce, to jednak mężczyzna okazywał się zbyt silny, by mogła go pokonać własnymi rękoma. Nie wiedziała nawet, czy z pomocą Hestii to także będzie możliwe. I co się z nimi stanie, gdy jednak im się nie uda? Utkną tu na zawsze? Miała szczerą nadzieję, że nie.
Syknęła z bólu, gdy nastąpił atak. Mężczyzna uczepił się jej pleców, jak jakiś karykaturalny pająk i coraz mocniej zaciskał swoje kończyny na jej ciele. Czuła, jak jego paznokcie wbijają się w jej ciało, z pewnością pozostawiając okropne ślady. Uderzenie o regał niewiele dało, w zasadzie, to nie zmieniło kompletnie niczego. Z daleka tylko, powoli, zaczął docierać do niej głuchy hałas, jakby kolejne wielkie kostki domina uderzały o siebie. Ale to przecież nie miało żadnego sensu, przecież wyraźnie czuła, że regał za jej plecami stoi twardo i stabilnie, a przecież musiałby przewrócić się jako pierwszy, by pociągnąć za sobą inne. Przez chwilę trwała w bezruchu, a to kosztowało ją kolejną ranę - mężczyzna ugryzł ją w ramię, na tyle mocno, że zaskoczona aż krzyknęła.
- Weź... się... odczep...! - Z każdym słowem ponownie uderzała w regał, ignorując fakt, że i na niej te uderzenia odbijały się dość boleśnie. Naprawdę jednak miała dość i chciała się przede wszystkim uwolnić, w czym również starała się pomóc Hestia. Mężczyzna jednak zdawał się nie zwracać żadnej uwagi na drugą kobietę, chociaż jej działania skutecznie przeszkadzały mu w osiągnięciu celu. Dopiero przy trzecim uderzeniu regał zachwiał się lekko, a kilkanaście pudełek spadło, obijając się o całą trójkę. Największe jednak zamieszanie dopiero się pojawiło. Głuche łupnięcia były coraz bliżej, aż wreszcie można było dostrzec, że kolejne regały faktycznie się walą, uderzając w kolejne i zasypując wszystko tonami pudełek. Mężczyzna na jej plecach roześmiał się szaleńczo i zniknął, zostawiając je same w walącym się pokoju.
- Hestia! - Złapała przyjaciółkę i przyciągnęła do siebie, próbując ją osłonić przed wszystkimi regałami, które właśnie miały się na nie zwalić. Znów zostały obsypane pudełkami, które boleśnie obijały się o ich ciała, ale gdy tylko przechylający się regał zaczął rzucać coraz większy cień, mogły poczuć, jak wszystko znów się oddala, cichnie i rozmazuje. A po krótkiej chwili znalazły się w sklepie ze sprzętem do Quidditcha. I o ile tutaj, jeszcze, wszystko wyglądało normalnie, to znów panowała tutaj cisza, która aż kłuła w uszy. Chociaż nie, ewidentnie nie było żadnych drzwi, a krajobraz ulicy Pokątnej za oknami był mocno niewyraźny.
- No nie... - Westchnęła ciężko, całkowicie bezradnie siadając na podłodze. - Ja naprawdę mam już dość - dodała, odchylając fragment bluzki, by spojrzeć na ugryzienie. Było głębokie, miejscami nawet lekko krwawiło i cholernie bolało. A różdżki jak nie odzyskała, tak nie odzyskała. - Jak myślisz, wydostaniemy się stąd wreszcie? Czy może znów trafimy na tego świra? - Podniosła spojrzenie na Hestię, mając nadzieję, że przyjaciółka jakoś się trzyma. I chyba nic poważnego jej nie było.