- Powiedzmy, że Ci wierzę. - Mimo wszystko wolałaby jednak, żeby faktycznie się wyspał. Nawet kilka godzin snu potrafiło postawić na nogi. Wiedziała po sobie. Tak naprawdę nie sądziła, że mogło się jutro wydarzyć coś niespodziewanego, co będzie wymagało ich pełnego zaangażowania, ale był to dobry argument do tego, aby zasugerować mu by o siebie zadbał. Geraldine nie do końca umiała inaczej, nie należała do tych ciepłych osób, które potrafiły rozmawiać z każdym, nie była dobra w gadaniu o emocjach. Została wychowana w domu w którym tego nie robiono, raczej po prostu zachęcało się do tego, aby się ich pozbyć najlepiej wyładowując się na czymś fizycznie.
- A mówią, że warto myśleć. - Zapętlał się najwyraźniej. Miała świadomość, że nie zawsze dało się tak po prostu ignorować myśli, które potrafiły być bardzo głośne. Też kiedyś była w takim miejscu, wolała do tego nie wracać. Każdy miewał czasem gorsze momenty, nie do końca jednak umiała stwierdzić, co Benjy'ego do tego doprowadziło, bo jeszcze kilka dni temu wyglądał całkiem normalnie, dość szybko jednak się to zmieniło.
Nie zamierzała oczywiście go o to wypytywać, bo nie byli przyjaciółmi, nie chciała być wścibska, ale martwiło ją to, że się męczył. Miała w sobie odrobinę empatii wbrew temu, co mogło wydawać się na pierwszy rzut oka.
Uniosła pytająco brew, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Pewnie nawet tego nie zauważył, bo było ciemno, niby stali obok siebie, ale na siebie nie patrzyli, tak całkiem łatwo prowadziło się rozmowę, nie musząc patrzeć w oczy, nie można było bowiem próbować odczytać, co się w nich czai. Jest wyjście, nie zabrzmiało to szczególnie entuzjastycznie.
Deszcz nie przestawał padać, daszek jednak skutecznie chronił ich przed przemoknięciem, mogli więc tutaj jeszcze chwilę postać. Wsadziła sobie za ucho tego papierosa, którego jeszcze chwilę wcześniej rolowała, był dosyć mocno przez nią sponiewierany, ale już nie potrzebowała niczym zajmować rąk.
- Znowu wybierasz ucieczkę? Nie miałam Cię za tchórza. - Nie mogła powstrzymać się przed tym komentarzem, nie umiała ugryźć się w język. Ledwie tutaj wrócił i znowu zamierzał spierdolić? Wydawało jej się, że dość szybko się tu odnalazł. Spotykała go przecież, widziała, że jakoś układał sobie to wszystko. Mógł być jedną z tych osób, które nie potrafiły zakotwiczyć nigdzie na dłużej, tylko, że średnio w to wierzyła. Wbrew temu co sobie myślał, nie odczuła satysfakcji. Wiedziała, że jest blisko Z Roisem, a jego zniknięcie uderzy także w jej męża.
- Udawanie, że problem nie istnieje nie jest rozwiązaniem. - W jej oczach to poniekąd właśnie było to, miał zamiar się stąd zwinąć, uciec, i tyle. To nie powinno być rozwiązaniem.
- Wydawałeś się być całkiem zadowolony przez te ostatnie kilka tygodni. - Dodała jeszcze, nie wiedziała, czy powinna to robić, było to zwykłe stwierdzenie faktu, coś nieszkodliwego. - Chcesz tak po prostu znowu wszystko rzucić i spierdolić? Na pewno da się coś zrobić. - Nie sądziła zresztą, aby to było najlepszym wyjściem.