Geraldine była konkretna, tego nigdy nie można było jej odmówić. Brakowało jej delikatności, z czego zdawała sobie sprawę, ale jakoś nigdy nie umiała owijać w bawełnę, wybierała szczerość, nawet jeśli mogła ona być odebrana jako wbijanie gwoździ. Tym razem nie mogło być inaczej. Nie robiło jej różnicy to, czy ktoś był jej bliski, czy obcy, wybierała prawdę, przez co dość często ludzie odbierali ją jako niezbyt przyjemną. Nie wszyscy bowiem rozumieli ten sposób bycia.
Wzruszyła jedynie ramionami. Z tym myśleniem... zależy jak na to patrzeć. Jedni byli całkiem nieźli w analizowaniu, potrafili odnaleźć się we własnych myślach, dochodzili do jakichś konkretnych wniosków. Inni? Skupiali się na tym, co było niepotrzebne, przeżywali ciągle swoje niepowodzenia. Niestety miała dziwne wrażenie, że Benjy, tak jak i ona był w tej drugiej grupie ludzi. Sama całkiem niedawno miała dość trudny okres, nie pomagało jej myślenie, wracanie do dnia, kiedy dość mocno spierdoliła, przeżywała to przez ponad pół roku i nie przyniosło to jej żadnych pozytywów, wiedziała więc, że było to zupełnie niepotrzebne. On pewnie też kiedyś to zrozumie, oby nie było zbyt późno.
- Wkurwiłeś mnie wtedy. - Powiedziała lekko, właściwie to stwierdziła fakt. Pamiętała ich pierwsze spotkanie, ciekawe, jakby on zareagował, jakby ktoś nagle próbował zupełnie z dupy odprawiać na nim jakieś rytuały. No, nie do końca z dupy, powód niby istniał, ale ich nie uprzedził, a ona nie znosiła takich sytuacji, co zresztą również mógł zobaczyć.
- Powiedzmy, że miałam nieco ograniczony punkt widzenia. Jak widzisz zmieniłam zdanie. - Czy to były przeprosiny za tamto niefortunne, pierwsze spotkanie? Być może, no na nic innego nie było jej stać. Geraldine nie była w tym najlepsza.
- Nie, to nie byłoby odwracanie wzroku tylko stawienie czoła rzeczywistości. - Również odwróciła się nieco. Nie podnosiła głosu, starała się mówić cicho, by nie obudzić Ambroise'a, chociaż on jako jedyny z nich wszystkich mógł się porządnie wyspać, nie zamierzała mu w tym przeszkadzać.
Prychnęła, nie mogła się przed tym powstrzymać, nie lekceważyła go, nie, ale to jestem problemem było całkiem dramatycznym stwierdzeniem. - Zastanów się chwilę nad faktyczną przyczyną, zanim uznasz siebie za problem, jako pani doktorowa dobrze Ci radzę. Nieodpowiednia diagnoza może okazać się zabójcza. - Najłatwiej było podejść do tego właśnie w ten sposób, uciec. Nie wydawało jej się, jednak aby to było odpowiednim rozwiązaniem, bo co dalej, ciągle będzie uciekał. - Naprawdę przez resztę życia chcesz spierdalać? Tak właściwie to przed sobą samym? Serio? - Nie wydawało jej się to najlepszą z możliwych opcji.
Nie mogła powstrzymać się od przewrócenia oczami. Nie uderzyło w nią wcale to, że mówił o tym, że gówno o nim wie, to była prawda. Zwyczajne stwierdzenie faktu. - Być może gówno o Tobie wiem, nie da się tego ukryć, jak widać nawet ja dostrzegam, że właśnie rozpierdalasz sobie życie. - Jak zawsze sięgała po proste słowa. - Nie jesteś pierwszym, który chciał być takim altruistą, tylko nie widzisz tego, że innych też to dotyka, to kurewsko egoistyczne. - Bardzo dobrze o tym wiedziała, już ona znała to całe ja jestem problemem, irytowała się na samo brzmienie tych słów, bo przez to na prawie dwa lata rozsypało się jej własne życie. Nie zamierzała gryźć się w język, wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że akurat w tym przypadku ma prawo mówić, co o tym myśli, bo przez podobne zachowanie sama dość mocno została poturbowana.