24.02.2023, 21:59 ✶
Musiał się poważnie zastanowić nad tym, co zrobić. Liczył na to, że kiedy zbliży się do dziewczyny, to wspomnienie syrenki zniknie w odmętach jego umysłu i wyzdrowieje z tęsknoty za nią. Najwyraźniej nie było to takie proste i to mimo tego, że ruda była nie tylko atrakcyjna, ale również wiedziała dokładnie, co i jak mu powiedzieć. Musiał spróbować jeszcze raz, tym razem z większą pasją i czułością, tak, jakby kończył się świat i była to ostatnia okazja, by się do kogoś zbliżyć. Inaczej już na zawsze utknie w tym stanie tęsknoty za istotą, która chciała go zjeść.
- Oczywiście, dla ciebie wszystko – zapewnił ją natychmiast, szczęśliwy, że się zgodziła. Nie była pierwszą osobą, której miał oddać bilet z przodu sali. Miejsca mieli już zaklepane jego ojciec, Fergus oraz znajoma jubilerka Ollivandera. Zapowiadało się więc na to, że Theodore będzie miał w trakcie swojego pierwszego występu ogromne wsparcie w pierwszych rzędach.
- Podeślę ci bilet sową. Nie będziesz żałować, to będzie świetne przedstawienie, a szaty Gryffindora świetnie do mnie pasują – obiecał jej szczerym tonem, po czym przyjrzał się uważnie jej sztuczce z miotłą, a następnie z krzywą miną, trochę mniej pewnie, sięgnął ku własnej. Jeśli czuła się na niej tak swobodnie, jak ją przyzwała, to czekała go ciężka przeprawa. W jego głowie pojawiły się wątpliwości, czy będzie w stanie ją pokonać. A jeśli nie wygra, to jak inaczej jej dzisiaj zaimponuje?
- Ścigamy się na wschód. Jakiś kilometr stąd jest polana. Łatwo ją rozpoznasz, pełna jest żółtych i czerwonych kwiatów. Pośrodku niej rośnie drzewo. Kto pierwszy go dotknie, wygrywa. Co ty na to? - powiedział po tym, jak wzniósł się w powietrze. Wskazał palcem kierunek, gdzie mniej więcej znajdował się cel ich podróży: bardzo estetyczny, kolorowy kawałek ziemi, z dala od ludzi, budzący romantyczne skojarzenia. Idealne miejsce według niego na dalszą część randki. Jeśli Heather zgodziła się na warunki, to zerknął przelotnie na nią, po czym przyjął skupiony wyraz twarzy i kiwnął głową na znak, że był gotowy do startu.
- Oczywiście, dla ciebie wszystko – zapewnił ją natychmiast, szczęśliwy, że się zgodziła. Nie była pierwszą osobą, której miał oddać bilet z przodu sali. Miejsca mieli już zaklepane jego ojciec, Fergus oraz znajoma jubilerka Ollivandera. Zapowiadało się więc na to, że Theodore będzie miał w trakcie swojego pierwszego występu ogromne wsparcie w pierwszych rzędach.
- Podeślę ci bilet sową. Nie będziesz żałować, to będzie świetne przedstawienie, a szaty Gryffindora świetnie do mnie pasują – obiecał jej szczerym tonem, po czym przyjrzał się uważnie jej sztuczce z miotłą, a następnie z krzywą miną, trochę mniej pewnie, sięgnął ku własnej. Jeśli czuła się na niej tak swobodnie, jak ją przyzwała, to czekała go ciężka przeprawa. W jego głowie pojawiły się wątpliwości, czy będzie w stanie ją pokonać. A jeśli nie wygra, to jak inaczej jej dzisiaj zaimponuje?
- Ścigamy się na wschód. Jakiś kilometr stąd jest polana. Łatwo ją rozpoznasz, pełna jest żółtych i czerwonych kwiatów. Pośrodku niej rośnie drzewo. Kto pierwszy go dotknie, wygrywa. Co ty na to? - powiedział po tym, jak wzniósł się w powietrze. Wskazał palcem kierunek, gdzie mniej więcej znajdował się cel ich podróży: bardzo estetyczny, kolorowy kawałek ziemi, z dala od ludzi, budzący romantyczne skojarzenia. Idealne miejsce według niego na dalszą część randki. Jeśli Heather zgodziła się na warunki, to zerknął przelotnie na nią, po czym przyjął skupiony wyraz twarzy i kiwnął głową na znak, że był gotowy do startu.