17.11.2025, 08:49 ✶
– Lorraine – powtórzyła łagodnie, nie chcąc powodować u Hjalmara zakłopotania. Nie przeszkadzało jej, że mężczyzna zwracał się do niej po imieniu, sama zaoferowała mu przecież przejście na "ty". Gdyby Hjalmar był siwym starcem z brodą równie potężną co i jego młot, Lorraine sama z szacunku zachowałaby formę grzecznościową, ale wydawało jej się, że muszą być w zbliżonym wieku. Nie widziała więc powodu, dla którego mieliby zachowywać przesadny formalizm. Bogini nie faworyzowała żadnego ze swych dzieci, wszystkich i każdego z osobna przygarniając do swego życzliwego łona. Kimże byli, jeżeli nie braćmi i siostrami w wierze? A w wierze wszyscy byli równymi. Hjalmar zawsze zwracał się do niej z szacunkiem, dlatego na to samo mógł liczyć w zamian ze strony Lorraine. No i jakby nie dość tego wszystkiego, tak uroczo się przy tych "paniach" i "panienkach" rumienił! Musiałaby chyba nie mieć serca, żeby dłużej tak nieszczęsnego zawstydzać. Chociaż uśmiech sam wprosił się na jej twarz, gdy zobaczyła, jak się przy niej zaczerwienił. Może i dobrze, że nie skojarzył, że to jego odwołała dumnym mianem rycerza. Byłby bardziej rumiany niż późne odmiany jabłek porastające sady, które mijała w drodze do Doliny.
Ostatni już raz Lorraine przeprosiła za zamieszanie z listami, skruszeniem usprawiedliwiając swoje niedbalstwo.
– Jeżeli nie sprawi to problemu, czy mogłabym prosić o herbatę? – odpowiedziała z na rzuconą przez Hjalmara propozycję, zasiadłszy na wskazanym jej stołku. Z gracją zagarnęła najpierw suknie, aby się nie pogniotły, widać było jednak, że spoczynek sprawił jej ulgę. Nie była przyzwyczajona do wysiłku, a przez kilka ostatnich dni czuła się naprawdę podle. Miała jednak nadzieję, że ożywcze powietrze Doliny Godryka pozwoli jej podreperować nadwyrężone nieco siły. Może taka przebieżka wcale dobrze jej zrobi na samopoczucie? – Najzwyczajniejszą jaką masz, nie kłopocz się mną zanadto, proszę. Potrzebuję tylko odsapnąć, zwilżyć nieco gardło... Nigdy tutaj nie byłam, więc teleportowałam się bliżej centrum, niepotrzebnie nadłożywszy drogi. Ale ty, Hjalmarze, musisz się koniecznie napić razem ze mną. Widziałam, jak ciężko pracujesz. – Brodą wskazała na warsztat, gdzie jeszcze przed chwilą krzątał się, pochłonięty pracą. – Kiedy ostatnio zrobiłeś sobie przerwę, hm? – spytała w tonie życzliwej troski, z lekkim uśmiechem wykwitłym na ustach. Widziała przecież, z jakim przejęciem pochylał się nad kowadłem. Każdy ruch kowala, wprawnego w swym rzemiośle, zdawał się nosić znamię celu. Lorraine szczerze była zainteresowana jego robotą, bo nie miała kompletnie o niej pojęcia.
– Myślałam, żeby zacząć od projektu – zaczęła poważnie, z namysłem, zapytana o zdanie. – Z tego, co rozumiem, bogini poleciła nam wykonanie ołtarza na jej cześć i na chwałę jej imienia. Ja... Przyznam, że nie mam pojęcia, jak się robi ołtarze, choć ołtarzy widziałam wiele. Najprostsze składają się z postumentu i płyty, na której odprawia się właściwe obrzędy. Te bardziej strojne zaopatrzone są również w nastawę ołtarzową z rzeźbami lub malowidłami. Mój brat stryjeczny, Baldwin... Malował kiedyś taki ołtarz – pochwaliła się, momentalnie się rozpogadzając. Rzeczywiście, miała to szczęście przypatrywać się Baldwinowi przy pracy. Często mu w końcu pozowała. – Wiem, jak wiele zajęło mu to czasu. Myślałam więc o czymś prostym... Zwłaszcza, że nie wiem, jak wiele pieniędzy będę w stanie zebrać, żeby pokryć taki wydatek. Jeżeli powiesz mi, jak byś to wszystko widział, napiszę do jego ekscelencji Arcykapłana, może wspomoże naszą misję nie tylko dobrym słowem... Nie chciałam jednak nic robić bez uprzedniej konsultacji z tobą – pospieszyła z wyjaśnieniami Lorraine. – Bo jeżeli mówić mam szczerze, nie wiem, od czego zacząć, Hjalmarze. Więc przepraszam, jeżeli zaczęłam źle. Ale wzięłam ze sobą parę rysunków poglądowych, które na moją prośbę skreślił Baldwin.
Ostatni już raz Lorraine przeprosiła za zamieszanie z listami, skruszeniem usprawiedliwiając swoje niedbalstwo.
– Jeżeli nie sprawi to problemu, czy mogłabym prosić o herbatę? – odpowiedziała z na rzuconą przez Hjalmara propozycję, zasiadłszy na wskazanym jej stołku. Z gracją zagarnęła najpierw suknie, aby się nie pogniotły, widać było jednak, że spoczynek sprawił jej ulgę. Nie była przyzwyczajona do wysiłku, a przez kilka ostatnich dni czuła się naprawdę podle. Miała jednak nadzieję, że ożywcze powietrze Doliny Godryka pozwoli jej podreperować nadwyrężone nieco siły. Może taka przebieżka wcale dobrze jej zrobi na samopoczucie? – Najzwyczajniejszą jaką masz, nie kłopocz się mną zanadto, proszę. Potrzebuję tylko odsapnąć, zwilżyć nieco gardło... Nigdy tutaj nie byłam, więc teleportowałam się bliżej centrum, niepotrzebnie nadłożywszy drogi. Ale ty, Hjalmarze, musisz się koniecznie napić razem ze mną. Widziałam, jak ciężko pracujesz. – Brodą wskazała na warsztat, gdzie jeszcze przed chwilą krzątał się, pochłonięty pracą. – Kiedy ostatnio zrobiłeś sobie przerwę, hm? – spytała w tonie życzliwej troski, z lekkim uśmiechem wykwitłym na ustach. Widziała przecież, z jakim przejęciem pochylał się nad kowadłem. Każdy ruch kowala, wprawnego w swym rzemiośle, zdawał się nosić znamię celu. Lorraine szczerze była zainteresowana jego robotą, bo nie miała kompletnie o niej pojęcia.
– Myślałam, żeby zacząć od projektu – zaczęła poważnie, z namysłem, zapytana o zdanie. – Z tego, co rozumiem, bogini poleciła nam wykonanie ołtarza na jej cześć i na chwałę jej imienia. Ja... Przyznam, że nie mam pojęcia, jak się robi ołtarze, choć ołtarzy widziałam wiele. Najprostsze składają się z postumentu i płyty, na której odprawia się właściwe obrzędy. Te bardziej strojne zaopatrzone są również w nastawę ołtarzową z rzeźbami lub malowidłami. Mój brat stryjeczny, Baldwin... Malował kiedyś taki ołtarz – pochwaliła się, momentalnie się rozpogadzając. Rzeczywiście, miała to szczęście przypatrywać się Baldwinowi przy pracy. Często mu w końcu pozowała. – Wiem, jak wiele zajęło mu to czasu. Myślałam więc o czymś prostym... Zwłaszcza, że nie wiem, jak wiele pieniędzy będę w stanie zebrać, żeby pokryć taki wydatek. Jeżeli powiesz mi, jak byś to wszystko widział, napiszę do jego ekscelencji Arcykapłana, może wspomoże naszą misję nie tylko dobrym słowem... Nie chciałam jednak nic robić bez uprzedniej konsultacji z tobą – pospieszyła z wyjaśnieniami Lorraine. – Bo jeżeli mówić mam szczerze, nie wiem, od czego zacząć, Hjalmarze. Więc przepraszam, jeżeli zaczęłam źle. Ale wzięłam ze sobą parę rysunków poglądowych, które na moją prośbę skreślił Baldwin.