17.11.2025, 10:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2025, 10:01 przez Brenna Longbottom.)
– To był żart – uspokoiła Thomasa, zanim wyciągnęła różdzkę, by spróbować rzucić zaklęcie kameleona na Erika i Heather: bo nie wiedzieli, na ile bystry jest wzrok kwintoped. Prawdopodobnie nikt tego nie wiedział, skoro te stwory żyły tylko tutaj, stworzone przez klątwę. – Hm, wiem, że zżerają ludzi, i według legend zjadły McClivertów… obawiam się, że żeby sprawdzić, czy zjedzą siebie nawzajem, musielibyśmy złapać dwie i wrzucić do jakiegoś dołu, ale wolę tego nie próbować – odparła Jonathanowi, obserwując jak Erik i Heather wzbijają się w górę. – Taki jest plan. W sensie ruszenie do zamku, jeśli Erik i Heather niczego nie zauważą. Ale jeśli na dziedzińcu jest pełno kwintoped…
Urwała, bo nawet nie chciała kończyć, ale chyba było jasnym dla wszystkich, co oznaczałby taki stan rzeczy.
Jeśli roiło się tam od potworów, nie tylko nie bardzo mogli wejść do środka, ale prawdopodobnie Finn i Cormac już nie żyli. Nie byłoby kogo ratować, a wiedza zostałaby stracona.
– Obawiam się, że nie dostałam informacji o żadnych przejściach. Ale sądzę, że Cormac i Finn zabezpieczyli jakieś pomieszczenia, bo przebywali tutaj przez trzy dni, zanim posłali wiadomość. Trzeba je po prostu znaleźć. Gdyby Thomas i Dora dali radę dodatkowo nanieść kilka run czy przygotować prostą pułapkę, mielibyśmy bazę wypadową… Chociaż naprawdę liczę na to, że przynajmniej jeden z nich jest w zamku. Inne budynki, jakie udało mi się znaleźć na mapie, to zamek McBoonów, ale biorąc pod uwagę, że oni zamienili się w te potwory, pójście tam chyba byłoby trochę samobójstwem, i latarnia morska, po drugiej stronie wyspy.
Nie oznaczało to jednak, że nie było tu niczego innego. Mapa była stara, mogła być niedokładna. Z drugiej strony Brenna wątpiła, aby ktokolwiek później miał szansę coś tutaj wybudować.
Heather i Erik nie dostrzegli niczego w przestworzach – najbliższa okolica zdawała się pusta. Widzieli głównie klify, liczne kamienie – czy coś lub ktoś mógł chować się pośród nich? – a sam zamek zdawał się opustoszały, podobnie jak jego dziedziniec. Może kwintopedy naprawdę nie włóczyły się w okolicy, gdzie ciężko było o potencjalne ofiary. A może tylko je przegapili?
– Zostańcie na razie na miotłach, proszę – rzuciła Brenna, gdy wrócili, bo krążąc nad nimi mieli większe pole widzenia i w razie czego mogli osłaniać ucieczkę z powrotem na brzeg tych z dołu. Nie było też potrzeby, by wszyscy męczyli się, wchodząc po stromej ścieżce ku budynkowi. A potem przerzuciła sobie przez ramię plecak z podstawowymi zapasami, i z różdżką w ręku, zaczęła się wspinać.
Kilka minut później zbliżyli się do budowli: imponującej, ale noszącej ślady wielu lat zaniedbania. Kiedyś wejścia do zamku z pewnością broniła solidna brama, ale po niej pozostało tylko wspomnienie. Były tu resztki krat, uniesionych i przerdzewiałych, nic jednak nie broniło im wejścia na dziedziniec, pokryty częściowo roślinnością, która wdarła się tu po tym, jak przestali go przemierzać członkowie klanu.
Odpisy do 8 rano 21.11. Bardzo proszę, aby każdy z was wykonał jeden rzut na percepcję – możecie rzucić ogólnie i ja wybiorę, co zauważycie w przypadku sukcesu albo napisać, co szczególnie ich interesuje, np. coś po drodze do zamku, obejrzenie bramy, dziedziniec, etc.
Transmutacja, próbuję z kameleonem.
Dodatkowo percepcja Bren:
Urwała, bo nawet nie chciała kończyć, ale chyba było jasnym dla wszystkich, co oznaczałby taki stan rzeczy.
Jeśli roiło się tam od potworów, nie tylko nie bardzo mogli wejść do środka, ale prawdopodobnie Finn i Cormac już nie żyli. Nie byłoby kogo ratować, a wiedza zostałaby stracona.
– Obawiam się, że nie dostałam informacji o żadnych przejściach. Ale sądzę, że Cormac i Finn zabezpieczyli jakieś pomieszczenia, bo przebywali tutaj przez trzy dni, zanim posłali wiadomość. Trzeba je po prostu znaleźć. Gdyby Thomas i Dora dali radę dodatkowo nanieść kilka run czy przygotować prostą pułapkę, mielibyśmy bazę wypadową… Chociaż naprawdę liczę na to, że przynajmniej jeden z nich jest w zamku. Inne budynki, jakie udało mi się znaleźć na mapie, to zamek McBoonów, ale biorąc pod uwagę, że oni zamienili się w te potwory, pójście tam chyba byłoby trochę samobójstwem, i latarnia morska, po drugiej stronie wyspy.
Nie oznaczało to jednak, że nie było tu niczego innego. Mapa była stara, mogła być niedokładna. Z drugiej strony Brenna wątpiła, aby ktokolwiek później miał szansę coś tutaj wybudować.
Heather i Erik nie dostrzegli niczego w przestworzach – najbliższa okolica zdawała się pusta. Widzieli głównie klify, liczne kamienie – czy coś lub ktoś mógł chować się pośród nich? – a sam zamek zdawał się opustoszały, podobnie jak jego dziedziniec. Może kwintopedy naprawdę nie włóczyły się w okolicy, gdzie ciężko było o potencjalne ofiary. A może tylko je przegapili?
– Zostańcie na razie na miotłach, proszę – rzuciła Brenna, gdy wrócili, bo krążąc nad nimi mieli większe pole widzenia i w razie czego mogli osłaniać ucieczkę z powrotem na brzeg tych z dołu. Nie było też potrzeby, by wszyscy męczyli się, wchodząc po stromej ścieżce ku budynkowi. A potem przerzuciła sobie przez ramię plecak z podstawowymi zapasami, i z różdżką w ręku, zaczęła się wspinać.
Kilka minut później zbliżyli się do budowli: imponującej, ale noszącej ślady wielu lat zaniedbania. Kiedyś wejścia do zamku z pewnością broniła solidna brama, ale po niej pozostało tylko wspomnienie. Były tu resztki krat, uniesionych i przerdzewiałych, nic jednak nie broniło im wejścia na dziedziniec, pokryty częściowo roślinnością, która wdarła się tu po tym, jak przestali go przemierzać członkowie klanu.
Odpisy do 8 rano 21.11. Bardzo proszę, aby każdy z was wykonał jeden rzut na percepcję – możecie rzucić ogólnie i ja wybiorę, co zauważycie w przypadku sukcesu albo napisać, co szczególnie ich interesuje, np. coś po drodze do zamku, obejrzenie bramy, dziedziniec, etc.
Transmutacja, próbuję z kameleonem.
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Dodatkowo percepcja Bren:
Rzut PO 1d100 - 36
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.