18.11.2025, 00:23 ✶
Hjalmar czekał niemal do rana, aby upewnić się, że wszystko będzie w porządku. Kuźnia wraz z domem ucierpiały w znaczącym stopniu, ale dalej mogły służyć jako budynek mieszkalny i warsztat pracy. Najbardziej ucierpiały okiennice, których już nie było, a rozsypane szkło wskazywało jasno - okna były przeszłością.
Cały budynek został też osmolony, a część materiałów, które były przygotowane na kolejne zamówienia, uległa zniszczeniu. Ogień był prawdziwie śmiertelnym i niszczycielskim żywiołem. Nie oszczędzał nikogo.
Jednak to nie Nordgersim ucierpiał najbardziej. Jego sąsiedzi czy ludzie dobrej woli z Doliny Godryka byli tymi, którzy potracili całe majątki i swoich bliskich. Hjalmar miał szczęście - Dagur i Njala wraz z rodzinami byli na Islandii, a Pandora wysłała list, który wskazywał, że przeżyła - co bardzo budowało Islandczyka do dalszego działania.
Piec, mimo wszystkiego, co się wydarzyło, dalej żarzył się nieśmiałym żarem, chociaż okolica zakładu nie przypominała tego, co można było uświadczyć na kilka dni przed tą całą pożogą. W środku panował względny nieład, ponieważ część rzeczy była już posprzątana, a raczej uprzątnięta w jedno zwarte składowisko odpadów. Narzędzia były porozrzucane, a szkice i księgi - ponadpalane. Cały warsztat mówił jasno - był to obraz nędzy i rozpaczy.
Hjalmar krzątał się na zapleczu, próbując jakoś przygotować pomieszczenie do dalszego życia. Tam też wdarł się niszczycielski żywioł i wyrządził pomniejsze szkody.
Kiedy poczuł objęcie w talii, niemal podskoczył ze strachu. Nie słyszał ani kroku, ponieważ był zbytnio zamyślony nad swoją pracą.
- Hę - wymsknęło mu się z ust - Co... - chciał jeszcze rzucić, bo dalej nie rozumiał tego wszystkiego.
Dopiero kiedy usłyszał znajomy głos, serce zabiło mocniej, a Islandczyk od razu odrzucił trzymane w rękach przedmioty. Te powędrowały na podłogę z hukiem.
Hjalmar nie mógł dłużej czekać, więc czym prędzej odwrócił się w jej kierunku.
- Pandora. Maleństwo. Serce moje. Żyjesz, naprawdę żyjesz - niedowierzał, a przecież stała tuż przed nim - Nic ci nie jest? Jesteś cała? - bombardował ją pytaniami.
Nordgersim nie miał zamiaru czekać i czym prędzej po prostu ją podniósł i przytulił. Nie omieszkał jej mocno ścisnąć.
- Tak się bałem, że coś ci się stanie - przyznał, odstawiając ją na ziemię, ale dalej trzymał ją blisko siebie. Zupełnie jakby obawiał się tego, że może zniknąć w chwili wypuszczenia.
Hjalmar wpatrywał się w nią przez krótką sekundę, aby następnie zbliżyć swój nos do jej własnego i zrobić noski-eskimoski, tak jak to miewali w zwyczaju.
- Musiałaś mieć ciężką noc. Masz całe włosy w pyle - zauważył, próbując jakoś zgarnąć go z jej włosów. Jego usmolone ręce wcale nie pomagały w tym wszystkim, a może nawet powodowały więcej plam, niż było ich przedtem.
To też nie było tak, że Nordgersim wyglądał jakoś lepiej. Sam był umorusany w pyle, ubrania miał w sadzy, a oczy mógłby trzymać na zapałkach.
- Tak się cieszę, że żyjesz - uścisnął ją jeszcze, bo chyba śnił - Serce me stało się szczęśliwe jak nigdy, że mogę cię zobaczyć. Że żyjesz, że jesteś cała, że... - brakowało mu słów, więc po prostu przejechał palcami po jej policzkach.
Pandora mogła zauważyć, że z tego całego szczęścia na jego twarzy pojawiło się kilka pojedynczych łez, które zleciały po jego policzkach, odkrywając ich prawdziwy odcień.
To była prawdziwa kulminacja emocji z ostatnich kilkunastu godzin i Hjalmar musiał dać im po prostu upust.
Cały budynek został też osmolony, a część materiałów, które były przygotowane na kolejne zamówienia, uległa zniszczeniu. Ogień był prawdziwie śmiertelnym i niszczycielskim żywiołem. Nie oszczędzał nikogo.
Jednak to nie Nordgersim ucierpiał najbardziej. Jego sąsiedzi czy ludzie dobrej woli z Doliny Godryka byli tymi, którzy potracili całe majątki i swoich bliskich. Hjalmar miał szczęście - Dagur i Njala wraz z rodzinami byli na Islandii, a Pandora wysłała list, który wskazywał, że przeżyła - co bardzo budowało Islandczyka do dalszego działania.
Piec, mimo wszystkiego, co się wydarzyło, dalej żarzył się nieśmiałym żarem, chociaż okolica zakładu nie przypominała tego, co można było uświadczyć na kilka dni przed tą całą pożogą. W środku panował względny nieład, ponieważ część rzeczy była już posprzątana, a raczej uprzątnięta w jedno zwarte składowisko odpadów. Narzędzia były porozrzucane, a szkice i księgi - ponadpalane. Cały warsztat mówił jasno - był to obraz nędzy i rozpaczy.
Hjalmar krzątał się na zapleczu, próbując jakoś przygotować pomieszczenie do dalszego życia. Tam też wdarł się niszczycielski żywioł i wyrządził pomniejsze szkody.
Kiedy poczuł objęcie w talii, niemal podskoczył ze strachu. Nie słyszał ani kroku, ponieważ był zbytnio zamyślony nad swoją pracą.
- Hę - wymsknęło mu się z ust - Co... - chciał jeszcze rzucić, bo dalej nie rozumiał tego wszystkiego.
Dopiero kiedy usłyszał znajomy głos, serce zabiło mocniej, a Islandczyk od razu odrzucił trzymane w rękach przedmioty. Te powędrowały na podłogę z hukiem.
Hjalmar nie mógł dłużej czekać, więc czym prędzej odwrócił się w jej kierunku.
- Pandora. Maleństwo. Serce moje. Żyjesz, naprawdę żyjesz - niedowierzał, a przecież stała tuż przed nim - Nic ci nie jest? Jesteś cała? - bombardował ją pytaniami.
Nordgersim nie miał zamiaru czekać i czym prędzej po prostu ją podniósł i przytulił. Nie omieszkał jej mocno ścisnąć.
- Tak się bałem, że coś ci się stanie - przyznał, odstawiając ją na ziemię, ale dalej trzymał ją blisko siebie. Zupełnie jakby obawiał się tego, że może zniknąć w chwili wypuszczenia.
Hjalmar wpatrywał się w nią przez krótką sekundę, aby następnie zbliżyć swój nos do jej własnego i zrobić noski-eskimoski, tak jak to miewali w zwyczaju.
- Musiałaś mieć ciężką noc. Masz całe włosy w pyle - zauważył, próbując jakoś zgarnąć go z jej włosów. Jego usmolone ręce wcale nie pomagały w tym wszystkim, a może nawet powodowały więcej plam, niż było ich przedtem.
To też nie było tak, że Nordgersim wyglądał jakoś lepiej. Sam był umorusany w pyle, ubrania miał w sadzy, a oczy mógłby trzymać na zapałkach.
- Tak się cieszę, że żyjesz - uścisnął ją jeszcze, bo chyba śnił - Serce me stało się szczęśliwe jak nigdy, że mogę cię zobaczyć. Że żyjesz, że jesteś cała, że... - brakowało mu słów, więc po prostu przejechał palcami po jej policzkach.
Pandora mogła zauważyć, że z tego całego szczęścia na jego twarzy pojawiło się kilka pojedynczych łez, które zleciały po jego policzkach, odkrywając ich prawdziwy odcień.
To była prawdziwa kulminacja emocji z ostatnich kilkunastu godzin i Hjalmar musiał dać im po prostu upust.