18.11.2025, 00:35 ✶
O polityce się nie dyskutuje, choć dzisiaj to raczej był terror, no ale na takie tematy się nie rozmawia w towarzystwie i gabinecie lekarskim. Normalnie tego się nie robi, ale teraz było trudno. Sidonie, póki nie była w miarę pewna współpracowników to również unikała takich rozmów w trakcie dyżurów, gdy się znajdowało chwilę by posiedzieć w socjalnym, szczególnie, gdy ją wysłano do oślej ławki w Pogotowiu Magicznym. Co prawda ten epizod wynikał z jej skłonności do chodzenia na skróty, ale będąc półkrwi czasem lepiej się nie wychylać. Niby lepiej, bo znowu podważanie jej ze względu na status krwi czy płeć gotowało jej krew i zagryzało wnętrze policzków do krwi. A jednak nie zmilczała jak nakazywałby rozsądek, tylko przytaknęła Christopherowi: - trudno się nie zgodzić. - Ślepa siła, która miażdżyła wszystko przed sobą, kogoś przestraszą, ale część się sprzeciwi, tym bardziej, że konflikt narastał. I jak zwykle najbardziej będą poszkodowani najsłabsi, a zapracowani tutaj w Mungu.
- Myślę, że tak. Mało prawdopodobne jest rzucić klątwę nie do przełamania i to wielokrotnie, jednak oceniam to z doświadczenia zdejmowania klątw, którymi są obłożone żywe istoty. - Jeszcze niedawno w rozmowie z przyjaciółką opowiadała, że prawa magii to raczej służą, jako wskazówki, co jeszcze złamać, ale nie stykała się często z zaklęciem, z którym nie dało się nic zrobić. Owszem funkcjonowały klątwa żywiołów czy maledictus, ale to również coś innego od prozaicznych rzucanych czarów.
- Płuca pracują dobrze - może nie optymalnie i gorzej, niż u całkiem zdrowego dorosłego, ale Rosier nie kwalifikował się na przyjęcie na oddział. W normalnych warunkach pewnie by go zatrzymała i wylądował by pod tlenem, ale nie mieli tyle zapasów. Szmery były wyraźne i nie słyszała by, gdzieś się zbierał płyn.
Odsunęła się od pacjenta, tym samym Christopher mógł się doprowadzić do porządku i ubrać się z powrotem. Z przeszklonej gablotki wyciągnęła dwie fiolki z pojedynczymi dawkami leczniczego eliksiru oraz kilka ampułek z solą fizjologiczną.
- Jedną dawkę proszę o zażycie teraz, drugą za dwanaście godzin - zwróciła się do niego, jednocześnie podała leki. Na drugiej za pomocą zaklęcia naniosła datę i godzinę z terminem przyjęcia kolejnej porcji. Gdy przyjął eliksir, Sid odłamała końcówkę ampułki i lekko odchyliła jego głowę by zakropić i przepłukać oczy.
- To zakrapianie może pan powtórzyć tak często, jak będzie potrzebne. - Normalnie nie zaopatrywali pacjentów, tylko odsyłali do aptek, ale najbliższym czasie zapasy z londyńskich aptek trafią do Munga, więc poszkodowani, którzy nie musieli zostać w szpitalu dostawali minimum by przetrwać najbliższy dzień lub dwa bez pogorszenia.
- Dobrze, gdyby nie był pan w najbliższym czasie sam, gdyby doszło do pogorszenia, mało prawdopodobne, ale dobrze, żeby ktoś sprawdzał pana stan. I osobiście, jeśli jest taka możliwość, to lepiej opuścić Londyn, bo nie wygląda, jakby ten dym i popiół miał się szybko rozwiać.
- Myślę, że tak. Mało prawdopodobne jest rzucić klątwę nie do przełamania i to wielokrotnie, jednak oceniam to z doświadczenia zdejmowania klątw, którymi są obłożone żywe istoty. - Jeszcze niedawno w rozmowie z przyjaciółką opowiadała, że prawa magii to raczej służą, jako wskazówki, co jeszcze złamać, ale nie stykała się często z zaklęciem, z którym nie dało się nic zrobić. Owszem funkcjonowały klątwa żywiołów czy maledictus, ale to również coś innego od prozaicznych rzucanych czarów.
- Płuca pracują dobrze - może nie optymalnie i gorzej, niż u całkiem zdrowego dorosłego, ale Rosier nie kwalifikował się na przyjęcie na oddział. W normalnych warunkach pewnie by go zatrzymała i wylądował by pod tlenem, ale nie mieli tyle zapasów. Szmery były wyraźne i nie słyszała by, gdzieś się zbierał płyn.
Odsunęła się od pacjenta, tym samym Christopher mógł się doprowadzić do porządku i ubrać się z powrotem. Z przeszklonej gablotki wyciągnęła dwie fiolki z pojedynczymi dawkami leczniczego eliksiru oraz kilka ampułek z solą fizjologiczną.
- Jedną dawkę proszę o zażycie teraz, drugą za dwanaście godzin - zwróciła się do niego, jednocześnie podała leki. Na drugiej za pomocą zaklęcia naniosła datę i godzinę z terminem przyjęcia kolejnej porcji. Gdy przyjął eliksir, Sid odłamała końcówkę ampułki i lekko odchyliła jego głowę by zakropić i przepłukać oczy.
- To zakrapianie może pan powtórzyć tak często, jak będzie potrzebne. - Normalnie nie zaopatrywali pacjentów, tylko odsyłali do aptek, ale najbliższym czasie zapasy z londyńskich aptek trafią do Munga, więc poszkodowani, którzy nie musieli zostać w szpitalu dostawali minimum by przetrwać najbliższy dzień lub dwa bez pogorszenia.
- Dobrze, gdyby nie był pan w najbliższym czasie sam, gdyby doszło do pogorszenia, mało prawdopodobne, ale dobrze, żeby ktoś sprawdzał pana stan. I osobiście, jeśli jest taka możliwość, to lepiej opuścić Londyn, bo nie wygląda, jakby ten dym i popiół miał się szybko rozwiać.