To, co połączyło ich tej nocy wydawało jej się być bardzo kruche. To nie była codzienność, chociaż jeśli tak miałaby wyglądać jej nowa codzienność, to nie miałaby nic przeciwko temu, by co rano budzić się w jego objęciach. Być może przez chwilę nawet uda jej się spełnić te marzenie. Wiedziała jednak, że to nie będzie trwać wiecznie, właśnie dlatego chciała się nacieszyć, tą całkiem prostą chwilą. To nie było niby nic nadzwyczajnego, choć miała wrażenie, że w ich przypadku wręcz przeciwnie. Nie byli tacy, jak wszyscy inni, zdawała sobie z tego sprawę, w ich przypadku ciężko było mówić o szczęśliwych zakończeniach, co nie zmieniało faktu, że mogli chociaż w pełni wykorzystać teraźniejszość, to też nie było najgorszą możliwością. Wreszcie dali sobie szansę, zobaczyli jak to jest, obawiała się tego, że mogło jej się to trochę za bardzo spodobać, że upadek zaboli bardziej niż powinien, jednak nie był to problem, którym powinna się przejmować w tej chwili, aktualnie mogła to ignorować.
Właśnie dlatego pozwoliła sobie jeszcze bardziej do niego przylgnąć, czerpać przyjemność z tego ciepła, które od niego biło. Wiedziała, że szybko nie wyprze ze swojej pamięci tego obrazu. Nie chciała tego robić, nie kiedy czuła przy nim taką ulgę. Niczym się nie przejmowała, nie martwiła się o jutro, bo znaczenie miało tylko tu i teraz, kiedy była z nim, z dala od całego świata, który swoją drogą nadal wydawał się tkwić w miejscu, nienaruszony, jakby chciał dać im więcej czasu.
Ich spojrzenia się spotkały, nie musieli nic mówić, wszystko dało się wyczytać z ich oczu. Udało im się w końcu sięgnąć po coś, co było nieuniknione, Prue nie miała najmniejszej wątpliwości, że nie mogli postąpić bardziej właściwie. Nie, żeby przez moment się wahała, po prostu czuła, że dokładnie do tego dążyli. Niczego nie była bardziej pewna. Nie dyskutował z nią, nie skomentował w żaden sposób jej słów, mieli jasność co do tego, że w tej grze, którą podjęli ostatniego wieczora nie miało być przegranych, nie dało się nie ulec pokusie, nie kiedy była taka silna. Zresztą kiedy raz już tego posmakowała, wiedziała, że nie będzie odwrotu, że pozwoli sobie na kolejne momenty zatracenia, nie było sensu z tym walczyć, nie gdy coś ich do siebie przyciągało niczym ćmy do światła.
Nie zastanawiała się nad tym, jak wygląda, czy jest naga, kiedy sięgała po książkę, która okazała się wcale nie być książką. To był odruch, bardzo naturalny w jej przypadku. Nie mogła z nim walczyć. Prue nie ignorowała treści dostępnych na wyciągnięcie ręki, chociaż może powinna. Nie spodziewała się jednak, że będzie to dotyczyło jego, że trafi na jego zapiski z tych bardzo zamierzchłych lat.
Nim zaczęła zagłębiać się w te notatki zdążyła jeszcze do niego przylgnąć, ponownie wtulić się w ciało mężczyzny, nie chciała być w tej chwili w żadnym innym miejscu, to nie miało żadnego sensu, kiedy on znajdował się na wyciągnięcie ręki, nie było nic przyjemniejszego od ciepła jego ciała, które mogło ją rozgrzewać.
W jednej dłoni trzymała notes, powoli zaczęła czytać jego treść, dosyć szybko do niej dotarło, kto zapisywał w nim swoje przemyślenia, to wcale nie było takie trudne, jak się mogło wydawać. Spojrzała jeszcze na niego, chciała upewnić się, że nie ma nic przeciwko temu, aby zagłębiła się w jego świecie, tak właściwie to świecie Aloysius'a, którego też przecież kiedyś znała.
- Jesteś pewien? - Mimo wszystko musiała zadać to pytanie, w końcu to były jego prywatne, osobiste notatki, po które sięgnęła z ciekawości, mimo, że wtedy jeszcze nie wiedziała, że dotyczą jego. Mogła to sobie odpuścić, nie musiała wchodzić w jego przeszłość ze swoimi buciorami, nie chciała przekroczyć granicy. Miała świadomość, że gdyby tego nie chciał, to nie miałby najmniejszego problemu z tym, aby o tym powiedzieć, mimo wszystko trochę czuła się jak intruz, przynajmniej dopóki nie usłyszała jego kolejnych słów.
- Nie zdziwiłoby mnie to, Twoje młodsze ja również było bardzo pomysłowe. - Bez względu na etap ich znajomości, nie mogła mu odmówić braku kreatywności. Nie sądziła jednak, żeby rozpisywał się tutaj na jej temat, bo przecież krótko się przyjaźnili, nie wydawało jej się, aby była wtedy dla niego kimś znaczącym, jasne niby wspominał z czego wynikała ta nienawiść, może nawet nie nienawiść, a raczej nieustanne próby dopiekanie sobie, jednak to nadal nie wydawało jej się być na tyle istotne, żeby musiał o tym pisać.
Miała jego zgodę, więc czytała to, co było zapisane w notesie kartka po kartce. Powoli, by nie pominąć niczego istotnego. Nie do końca spodziewała się, że będzie dane jej przeczytać coś podobnego. Notatki były może chaotyczne, wyrwane z kontekstu, pojedyncze, ale nie można im było zarzucić braku emocji.
Coś zaczęło ją ściskać w sercu, gdy czytała każdą, kolejną stronę. Nie miała pojęcia, nie wiedziała, docierało do niej, że prawie go nie znała. Nie mówił jej wtedy o tym, nigdy się przed nią, aż tak nie otwierał. Mimo, że przecież była obok. Nie powinno jej to dziwić, z pozoru wydawało się przecież, że pochodzi z dobrej rodziny, z dobrego domu, nikt tylko nie wiedział tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Zacisnęła usta, mimowolnie, widać było na jej twarzy konsternację, jakby nadal trawiła to wszystko. Nie czuła się z tym dobrze, miała do siebie pretensje, że nie zauważała znaków, że nie widziała tego, co przecież samo mogło się nasunąć. Może za dobrze się kamuflował, całkiem nieźle przychodziło mu granie roli gówniarza z dobrego domu, który mógł wszystko, teraz wiedziała, że to była maska, pod którą kryła się ludzka tragedia.
Jej oddech był bardzo cichy, jakby nie chciała w żaden sposób zakłócić tej chwili, oczy się nieco zaczerwieniły, bo nie do końca wiedziała, jak można sobie poradzić z czymś takim. Rodzina kojarzyła jej się z bezpieczeństwem, bez względu na wszystko, gdyby działo się w jej życiu coś naprawdę okropnego nadal mogła wrócić do rodziców, liczyć na miękki koc, herbatę i słowa pocieszenia, czy zupę, która miała ją rozgrzać albo ulubioną zapiekankę. On nigdy tego nie miał. Okropnie w nią to uderzyło. Nie spodziewała się tego, że mogło być, aż tak źle. Do tej pory nie miała pojęcia z czego wtedy wynikała ta jego nagła zmiana zachowania, ignorancja. Teraz obrazek zaczął składać się w całość, przyszło też zrozumienie.
- Nie wiedziałam. - Powiedziała w końcu cicho. Czego właściwie nie wiedziała? Że było tak źle, że coś takiego go spotykało? Że musiał ją porzucić? Że jego ojciec był kawałem chuja, a matka nie była w stanie stanąć w jego obronie? Zbyt wiele tego było, naprawdę nie wiedziała i trochę było jej głupio z tego powodu, że wtedy nie była bardziej dociekliwa, że nie zadawała pytań, jakby w ogóle mogło to coś zmienić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control