18.11.2025, 13:10 ✶
Londyn płonął. Płonęły zarówno magiczne dzielnice, jak i te mugolskie. Tam, gdzie mieszkali czarodzieje, panował jednak większy chaos, a przynajmniej tak się wydawało na pierwszy rzut oka. Pokątna, Horyzontalna, nawet Nokturn - wszystko spowijał dziwaczny, gryzący w gardło dym, który ranił krtań i wdzierał się do płuc, zmuszając wymęczone ciała do kaszlu. Magiczny Londyn spowijał chaos, a mugolski...?
Szli do Munga, w którym także panował chaos. Nie mogli tego wiedzieć, lecz mogli się domyślać. Jednak jaki wybór mieli? Szpital znajdował się najbliżej, również w niemagicznym Londynie, chociaż wciąż mieli spory kawałek do przejścia. Kolejny wybuch, całkiem niedaleko od nich, zmusił dwójkę czarodziejów do wciśnięcia się w jedną ze ścian. Jęzory ognia wychynęły z witryny, ktoś gdzieś krzyknął. Do ich uszu dobiegł płacz dziecka, a także nawoływania kobiety. Jednak musieli iść dalej. Niedaleko mieli mieć awaryjną sieć fiuu, to było tylko kilka przecznic.
Nie mogli jednak wiedzieć tego, że została ona zniszczona w chwili, gdy z nieba zaczął sypać się popiół. Mieli jednak dowiedzieć się szybciej, niż podejrzewali. Romulus wspierał Cassandrę, gdy znowu zaczęli iść w kierunku, który wyznaczał, jednak zza rogu wypadła kobieta. Była brudna od popiołu, oczy miała rozszerzone z przerażenia. Na ramieniu zwisała jej popalona torba, zdecydowanie większa niż torebka, którą kobiety ze sobą nosiły. Na dłoniach widniały zadrapania od szkła, które jednak były opatrzone. Naprędce i niechlujnie, ale nadal. Jej spojrzenie zderzyło się ze spojrzeniem Cassandry i Romulusa.
- Anne! Jeszcze jedni! Spokojnie, Anne jest uzd... Doktorem, pomoże wam - powiedziała, niezgrabnie zmieniając wypadające z jej ust słowo "uzdrowiciel" na mugolskie "doktor". Nie wiedziała bowiem, z kim ma do czynienia. Ale oni już wiedzieli - była jedną z nich.
Szli do Munga, w którym także panował chaos. Nie mogli tego wiedzieć, lecz mogli się domyślać. Jednak jaki wybór mieli? Szpital znajdował się najbliżej, również w niemagicznym Londynie, chociaż wciąż mieli spory kawałek do przejścia. Kolejny wybuch, całkiem niedaleko od nich, zmusił dwójkę czarodziejów do wciśnięcia się w jedną ze ścian. Jęzory ognia wychynęły z witryny, ktoś gdzieś krzyknął. Do ich uszu dobiegł płacz dziecka, a także nawoływania kobiety. Jednak musieli iść dalej. Niedaleko mieli mieć awaryjną sieć fiuu, to było tylko kilka przecznic.
Nie mogli jednak wiedzieć tego, że została ona zniszczona w chwili, gdy z nieba zaczął sypać się popiół. Mieli jednak dowiedzieć się szybciej, niż podejrzewali. Romulus wspierał Cassandrę, gdy znowu zaczęli iść w kierunku, który wyznaczał, jednak zza rogu wypadła kobieta. Była brudna od popiołu, oczy miała rozszerzone z przerażenia. Na ramieniu zwisała jej popalona torba, zdecydowanie większa niż torebka, którą kobiety ze sobą nosiły. Na dłoniach widniały zadrapania od szkła, które jednak były opatrzone. Naprędce i niechlujnie, ale nadal. Jej spojrzenie zderzyło się ze spojrzeniem Cassandry i Romulusa.
- Anne! Jeszcze jedni! Spokojnie, Anne jest uzd... Doktorem, pomoże wam - powiedziała, niezgrabnie zmieniając wypadające z jej ust słowo "uzdrowiciel" na mugolskie "doktor". Nie wiedziała bowiem, z kim ma do czynienia. Ale oni już wiedzieli - była jedną z nich.
Lost in the serenity
Found by the water
Found by the water