Wstrzymała oddech, kiedy poczuła kciuk przesuwający się po jej skórze. Przy nim łatwo było zapomnieć o wszystkim, nawet o oddychaniu. Nie mogła jednak teraz zatracać się w tym dotku. Nie kiedy znalazła ten notes, gdy doszło do niej to wszystko. - Podejrzewam, że nie musiałbyś mnie tam zaciągać. - Nie mieli jednak możliwości tego sprawdzić, bo ich relacja została skazana na niepowodzenie, nie przez nich samych, a osoby trzecie. Sporo jej się teraz rozjaśniło, wiele do niej dotarło. Szkoda jej było tego straconego czasu, ale rozumiała dlaczego tak musiało się wydarzyć. Wtedy nigdy nie byłaby dla niego odpowiednia. Pochodzili z różnych światów, to nie miało racji bytu, nie mogło się udać. Nie było więc sensu roztrząsać przeszłości. Zresztą dostali swoją drugą szansę, być może nie miała trwać wiecznie, jednak chociaż przez chwilę mogli stać się swoją ostoją. To było całkiem przyjemnym uczuciem.
Tak, czy siak on chyba był skazany na taki los. W końcu i tak uciekł. Znalazł kogoś z kim to zrobił, kto pomógł mu podjąć decyzję. Zniknął z tego świata, w którym nie mógł się odnaleźć, gdzie musiał spełniać wygórowane oczekiwania. Niewielu by się na to odważyło, nie każdy był w stanie znaleźć w sobie taką siłę. Zresztą sama Prue nie miała pojęcia o tym wszystkim, co go spotkało, gdy zakończyli naukę w Hogwarcie. Dopiero ostatnio dowiedziała się, jak potoczyło się jego życie. Była tak bardzo zaślepiona tą nienawiścią, że nie widziała, jak się męczył. Miała o to do siebie żal, chociaż, czy gdyby wiedziała więcej, to byłaby w stanie zareagować? Tak właściwie, czy mógł w ogóle podjąć lepszą decyzję? Musiał uciec, żeby zawalczyć o siebie. Inaczej nadalby tkwił w świecie, z którym zupełnie nie byłoby mu po drodze.
Była mu wdzięczna za to, że dopuścił ją do tych wspomnień, że pozwolił jej przeczytać swoje notatki, zmieniały one nieco wizję jej własnego świata, otworzyły oczy, uświadomiły, że nic nie było tak oczywiste, jak mogło się wydawać. To nigdy nie było proste, powinna zdawać sobie z tego sprawę, okropnie łatwo przyszło jej uwierzenie w to, że był takim na jakiego się kreował, a przecież wiedziała, że pod tą maską kryło się coś więcej. Tak jednak ją do siebie zraził, że naprawdę wierzyła w to, że był takim okrutnym człowiekiem.
- To wcale nie jest nic takiego. - Nie chciała tego bagatelizować, mimo, że przecież minęło tak wiele lat. To miało na niego ogromny wpływ. Teraz rozumiała, chociaż niczego to nie zmieniało, po prostu docierało do niej, czym się wtedy kierował, dlaczego postępował tak, a nie inaczej. Poniekąd nawet rozumiała, że może tak było prościej, próbował ją do siebie zrazić, spalić wszystkie mosty, by nie było do czego wracać. Powinno jej być przykro, że nie chciał jej tego wyjaśnić, jednak typowo dla siebie próbowała to zrozumieć, przeanalizować, przetrawić. Nie należała do osób, którym szybko przychodziły osądy.
Czuła jego ciepły oddech na swojej szyi, znajdowali się tak blisko, idealnie się w tym odnajdywali i chociaż mogła się złościć na to, że stracili wiele lat, to jednak doceniała, że w końcu mieli możliwość, chociaż na chwilę zatopić się w tym, co ich do siebie przyciągało.
Wsunął pasmo jej włosów za ucho, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, jakby robił tak od lat i nie mogła się pozbyć wrażenia, że bardzo szybko przyzwyczai się do tego, że znajdował się obok. Łatwo było przywyknąć do dobrego. Przesunął palcami po kartkach, pewnie, jakby doskonale wiedział, czego szuka. Nie przestała podążać wzrokiem za jego palcami, pod którymi znalazła się koperta, to co wysypało się z niej na koce spowodowało, że wróciły wspomnienia. Nie musiała brać w swoje dłonie ani jednej z nich, kolekcjonował je wszystkie, zbierał, jakby miały dla niego jakieś znaczenie, może faktycznie miały? Pamiętała, że to był ostatni moment, kiedy jakoś próbowali się ze sobą porozumieć, pamiętała, jak czekała na lekcje run, nie mogła się doczekać kolejnego wymienionego liściku, bo chociaż przez krótki moment miała wrażenie, że nic się nie zmieniło, mimo, że przecież nie rozmawiali już ze sobą ani na korytarzach, ani na schodach, miała jednak ten drobny element przez który nadal znajdował się w jej świecie.
- Nie wierzę, że je zbierałeś. - To wcale nie było dla niej takie oczywiste. Raczej pogodziła się z tym, że ich drogi w pewnym momencie po prostu się rozeszły, udawali, że nigdy ich nic nie łączyło, tak było wygodniej, ten poranek jednak okazał się wiele wyjaśnić.
Uniosła wzrok, by spojrzeć mu w oczy, wtedy zauważyła, że jedna z karteczek przykuła na dłużej jego uwagę, wpatrywał się nią zbyt intensywnie. Wyciągnęła więc wolną dłoń, by złapać ją w swoje palce. Wymienili wiele listów, nie była w stanie stwierdzić, czy był to jeden z nich, dość szybko przeczytała runy, linijka po linijce, mimowolnie otworzyła usta, gdy zapoznała się z treścią tego, co znajdowało się na pożółkłej kartce papieru.
Nawet wtedy, po tych latach, kiedy ze sobą walczyli pamiętał o tym, że był moment w którym coś dla niego znaczyła, nie chciał być jej wrogiem, zamierzał to zmienić, tylko nigdy nie przekazał jej tego listu, może to i lepiej, bo nie była pewna, czy wtedy byłaby gotowa go wysłuchać, z drugiej strony zawsze mu ulegała, pewnie i wtedy by się tak stało. To nie byłoby szczególnie zaskakujące.
- Ty prowadziłeś wtedy dużo bardziej skomplikowaną walkę. - Nie do końca potrafiła sobie, jak to mogło być, walczyć z nią, ze sobą, ze wszystkimi wokół. To był ogromny ciężar, z którym pewnie nikt inny nie byłby w stanie sobie poradzić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control