Nie ulegało wątpliwości, że gabinet nie było miejscem, które Florence zajęła tymczasowo. Nie była to gościem, czy tylko tymczasowym lokatorem, a wprawne oko było w stanie dostrzec, że w pełni podporządkowała sobie przestrzeń wokół siebie, jak mała by ona nie była. Sam Erik nie potrafił dostrzec odstępstw, które rzuciłyby mu się w oczy lub sprawiły, że pomyślał „o, szpital nie dostaje raczej zbyt dużych kwot na remont”. Wszystko było w doskonałym niczym nie zmąconym, porządku. Nic tylko pogratulować pieczołowitości.
Wiedza na temat szpitalnych procedur była w przypadku Longbottoma niewielka, toteż nawet po wstępnej rozmowie z czarodziejem z izby przyjęć, nie byłby w stanie wyłapać, czy jego przybycie zostało odpowiednio odnotowane. Wyglądało na to, że uzdrowiciele, jak i reszta pracowników mieli tego dnia pełne ręce roboty. Eh, miał zdecydowanie za dobre serce. Jeszcze przed chwilą przeklinał w myślach tą niewyobrażalnie długą listę pacjentów, a teraz już szukał wymówek za innych. Nic dziwnego, że był zapewne ostatnią osobą, która otwarcie skrytykowałaby od góry do dołu podkomendnych z Brygady.
— Zgadza się. Stałem się ofiarą dosyć psotliwej klątwy, więc musiałem na szybko znaleźć specjalistę od tych spraw. Na razie nie napotkaliśmy zbyt wielu problemów.
Wolał dla pewności potwierdzić znajdujące się na kartce informacje, co by nie było wątpliwości, że wystawione przez Castiela zalecenia były autentyczne. Miał jednak nadzieję, że Bulstrode nie planowała wypytywać go o szczegóły. Jeszcze tego brakowało, żeby medycy zaczęli żartować o tym, że detektywa Brygady Uderzeniowej atakuje jego własna kuchnia i sięga po coraz to nowe narzędzia zagłady. Pokręcił lekko głową. Starał się stosować do zakazów Brenny, jednak czasem z rozpędu zdarzało mu się zawędrować do kuchni, a wtedy kuchnia faktycznie otwierała jedno oko, a potem drugie. Starał się jednak ulatniać, gdy tylko wyczuwał, że może zacząć się cyrk.
— Nic poważnego — odrzekł po dłuższej chwili zastanowienia. — Zdarzało się, że robiłem się bardziej senny, ale szybko to mijało. Może raz czy dwa zaliczyłem nieprzespaną noc. Aczkolwiek tutaj nie dopatrywałbym się przyczyny w eliksirach. Nadmiar obowiązków potrafi dobić człowieka, czyż nie?
Uśmiechnął się krzywo, po czym wzruszył lekko ramionami. Miał ostatnio sporo rzeczy na głowie, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, a biorąc pod uwagę, że do leni raczej nie należał, to niełatwo było zwolnić tempo. Nie chciał też zbytnio krytykować zaleceń Castiela. Chociaż był w stosunku do niego nieco podejrzliwy, tak czas, w jakim planował pozbyć się klątwy, pozytywnie zaskoczył Erika. Bądź co bądź, spodziewał się, że taka terapia potrwa kilka miesięcy, a nie tygodni. Skoro tak postawiono przed nim sprawę, to czy miał prawo narzekać na drobne mankamenty przy leczeniu?
To nie może być proste, stwierdził, gubiąc się na moment we własnych myślach. Dopasowanie tych wszystkich mikstur i upewnienie się, czy naświetlenia zadziałają na osobie cierpiącej na likantropię, było wyzwaniem. Longbottomowi zależało przede wszystkim na tym, aby mieć ten problem już z głowy. Na horyzoncie czaiły się już następne komplikacje skore do tego, aby zająć miejsce na podium, więc lepiej było nie ryzykować, że kolejka się niepotrzebnie wydłuży. Na polecenie Florence, skierował się na kozetkę i rozebrał do pasa, zawieszając ubranie na wieszaku.
— Ciężko stwierdzić — odpowiedział nieco wymijająco. — Po pierwszych prześwietleniach miałem podwyższoną temperaturą, więc mogłem mieć zawroty głowy, ale to podobno naturalna reakcja. Przynajmniej tak mi powiedziano. — Zamilkł na moment, bijąc się z myślami. — Chociaż muszę się przyznać, że zdarzało mi się sięgnąć po alkohol mimo przeciwwskazań... To była specjalna okazja. — Wyjście z Norą do baru było niczym małe święto.
Wbił na krótką chwilę niepewne spojrzenie w uzdrowicielkę, jakby jej pytania kazały mu podać w wątpliwość uzyskaną dotychczas wiedzę. Nawet on nie wiedział wszystkiego, więc musiał pokładać zaufanie w kompetencjach otaczających go ludzi. Teraz jednak poczuł się nieco nieswojo. Chrząknął cicho, prostując plecy, czekając tylko, aż kobieta rozpocznie badanie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞