Złożyło się tak, że miała wolny wieczór. Ostatnio nie było to wcale taką oczywistością, w przeciwieństwie do ostatnich lat, kiedy większość czasu spędzała w samotności. Ten miesiąc był dla niej naprawdę wyjątkowy, wiele się zmieniło, ale uważała te zmiany za naprawdę dobre. Jej życie zaczęło nabierać kolorów, i wiedziała kto był za to odpowiedzialny. Szkoda, że zdawała sobie sprawę, że prędzej, czy później to będzie musiało się skończyć, póki co jednak wolała skupiać się na pozytywach, pozwolić się sobie w tym zatracić, miała dziwne wrażenie, że zbyt późno już było na opamiętanie, bo zaczęła się w nim zakochiwać, a może już była zakochana, tak po prostu. Upadek na pewno ją zaboli, ale przecież gdyby nie zaryzykowała nie miałaby szansy odżyć.
Nie pamiętała, kiedy właściwie ostatnio widziała się z Astorią. Powinny to zmienić i wrócić do bardziej cyklicznych spotkań, nie dopuszczała do siebie zbyt wielu ludzi, więc warto było dbać o tych, którzy już znajdowali się w jej świecie. Powinna o tym pamiętać. Czasem jednak łatwo przychodziło jej fiksowanie się na różnych tematach, zapominała wtedy o całym świecie, nie pamiętała, by pisać regularnie, dbać o bliskich, a przecież jeśli nie podlewało się kwiatów to one umierały. Na szczęście jednak póki co nie doprowadziła do tego tej znajomości.
Przyniosła do domu kilka butelek wina, miała różowe, czerwone, białe, te wytrawne i słodkie, czego tylko dusza zapragnęła. Powątpiewała bowiem to, że uda im się nadrobić czas przy jednej butelce, po drugiej pewnie będzie im już obojętne, czym się raczyły, ale lubiła dawać wybór, Prue była nie najgorszą gospodynią.
Rozległo się pukanie do drzwi, Bletchley pospieszyła w ich kierunku, aby Avery nie musiała stać na korytarzu. Otworzyła je z uśmiechem na ustach. Prue wyglądała zwyczajnie, nie należała do osób, które jakoś specjalnie ekstrawagancko się ubierały. Czarna sukienka z białym kołnierzykiem leżała na niej idealnie, materiał był gładki, zdecydowanie dbała o to, aby się nie zagiął, by nie było na nim chociaż jednego wymięcia. Włosy miała spięte wysoko, aby nie wpadały jej do włosów. Na jej palcu nie było już pierścionka zaręczynowego, który nosiła tam przez ostatnie dwa lata niczym artefakt, który miał chronić ją przed całym światem.
- Ja również. - Odwzajemniła całus w policzek, właściwie to kiedy Astoria dotykała tego jej sama Prue wykonała podobny gest w jej kierunku, tyle, że cmoknęła ten przeciwległy.
Avery weszła w głąb mieszkania, Prue przez moment podążała za nią, by na krótką chwilę zniknąć w kuchni i wrócić z niej z dwoma kieliszkami w dłoni. Teraz mogła usiąść tuż obok niej, bo miały przy sobie to, czego im brakowało.
- Nie poczułam, tak właściwie to chciałam Cię przeprosić, bo sama nie odzywałam się zbyt często. - Najwyraźniej i jedna i druga miała aktualnie dużo pracy, w przypadku Prue wpływ na to miały oczywiście pożary, które pozostawiły po sobie wiele trupów, a te trafiały do ministerstwa, do kostnicy.
- Prawda, miasto nadal nie do końca sobie z tym poradziło, pewnie jeszcze długo będzie dziwnie. - Czy w ogóle dało się jakoś przetrawić podobną tragedię? Nie wydawało jej się. Ulice, kamienice będą to pamiętać przez lata, a nawet wieki, takie wydarzenia pozostawiały po sobie ślady, już ona bardzo dobrze sobie zdawała sobie z tego sprawę, wspomnienia zapisywały się w najróżniejszych miejscach.
- Masz jakieś ciekawe zlecenia? - Zapytała lekko, nie chcąc do końca poruszać tematu ludzkiej tragedii, która ostatnio miała miejsce. One przeżyły, nie wszyscy mieli tyle szczęścia, to jej wystarczało.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control