25.02.2023, 02:32 ✶
Ulysses miał tak sprawne ruchy, że nawet nie musiał spoglądać w lustro, by z powrotem przywrócić do porządku swoje ubranie. Tym bardziej, może powinien zwrócić na to uwagę, na tę nieścisłość we śnie? Uświadomić sobie, że były takie umiejętności, których się po prostu nie zapominało, niezależnie od tego, jak bardzo było się zdenerwowanym?
Ale sny rządziły się swoimi prawami. Ich logika zamykała się w oku śniącego. To z boku dało się dostrzec jak dziurawy świat przedstawiały. I po przebudzeniu, gdy stał przed lustrem i ze strachem patrzył na ślady na swoim ciele.
Pokręcił głową.
Pewnie chodziło o perspektywę, której nie miał Cathal. O to, że niemal od razu po przebudzeniu wiedział, że sen miał związek z tym nieprzyjemnym, ustawicznym poczuciem śledzenia, które prześladowało go poprzedniego dnia. Zanim został zaatakowany we śnie, był długo obserwowany. Krok po kroku śledzony, jakby obserwator zapoznawał się z jego życiem.
Kiedy Ulysses zauważył, że Shafiq się zawiesił, po prostu cierpliwie zaczekał aż niego wróci. Dotarło do niego również, że obydwaj zupełnie inaczej postrzegali tę historię.
- Właściwie to cały wczorajszy dzień był bardzo zwykły. – Odstawił na bok filiżankę z herbatą. Coś ciągle podpowiadało mu by powiedział jeszcze jeden komplement Cathalowi, ale osłabło na tyle, że Rookwood mógł skupić się na prowadzonej rozmowie. Zresztą, co miałby mu teraz powiedzieć? Że dobrze wyglądał taki zachmurzony? Że imponująco szybko przeszedł do rozwiązywania tej zagadni? To nie były dobre komplementy, nawet jeśli język Ulyssesa gotów był je wypluć z siebie. - Z jednym tylko szczegółem. Od wyjścia z domu aż do samego powrotu, czułem się obserwowany. Nie widziałem jednak nigdzie żadnego obserwatora.
Idąc tym tropem, Rookwood nie zastanawiał się nad sposobem, przez który został zaatakowany, ale dlaczego napastnik wybrał akurat jego. I tu pojawiała się ta niebezpieczna myśl, że być może ktoś próbował się zemścić. Na nim lub na jego ojcu. Obydwaj mogli mieć wrogów. I obydwaj na pewno mieli wrogów. Tylko czy na tyle przebiegłych (lub szalonych), by zaatakować go we śnie?
- Nie wiem jakim sposobem trafiłeś do moich snów, ale nie wydaje mi się by ten… uśmiechający się mężczyzna, w ogóle spodziewał się, że możesz w nich być – sprostował. – Gdyby było inaczej, jeśli nie na weselu to na pustyni, ale spodziewałby się, że możesz nadejść.
Ale sny rządziły się swoimi prawami. Ich logika zamykała się w oku śniącego. To z boku dało się dostrzec jak dziurawy świat przedstawiały. I po przebudzeniu, gdy stał przed lustrem i ze strachem patrzył na ślady na swoim ciele.
Pokręcił głową.
Pewnie chodziło o perspektywę, której nie miał Cathal. O to, że niemal od razu po przebudzeniu wiedział, że sen miał związek z tym nieprzyjemnym, ustawicznym poczuciem śledzenia, które prześladowało go poprzedniego dnia. Zanim został zaatakowany we śnie, był długo obserwowany. Krok po kroku śledzony, jakby obserwator zapoznawał się z jego życiem.
Kiedy Ulysses zauważył, że Shafiq się zawiesił, po prostu cierpliwie zaczekał aż niego wróci. Dotarło do niego również, że obydwaj zupełnie inaczej postrzegali tę historię.
- Właściwie to cały wczorajszy dzień był bardzo zwykły. – Odstawił na bok filiżankę z herbatą. Coś ciągle podpowiadało mu by powiedział jeszcze jeden komplement Cathalowi, ale osłabło na tyle, że Rookwood mógł skupić się na prowadzonej rozmowie. Zresztą, co miałby mu teraz powiedzieć? Że dobrze wyglądał taki zachmurzony? Że imponująco szybko przeszedł do rozwiązywania tej zagadni? To nie były dobre komplementy, nawet jeśli język Ulyssesa gotów był je wypluć z siebie. - Z jednym tylko szczegółem. Od wyjścia z domu aż do samego powrotu, czułem się obserwowany. Nie widziałem jednak nigdzie żadnego obserwatora.
Idąc tym tropem, Rookwood nie zastanawiał się nad sposobem, przez który został zaatakowany, ale dlaczego napastnik wybrał akurat jego. I tu pojawiała się ta niebezpieczna myśl, że być może ktoś próbował się zemścić. Na nim lub na jego ojcu. Obydwaj mogli mieć wrogów. I obydwaj na pewno mieli wrogów. Tylko czy na tyle przebiegłych (lub szalonych), by zaatakować go we śnie?
- Nie wiem jakim sposobem trafiłeś do moich snów, ale nie wydaje mi się by ten… uśmiechający się mężczyzna, w ogóle spodziewał się, że możesz w nich być – sprostował. – Gdyby było inaczej, jeśli nie na weselu to na pustyni, ale spodziewałby się, że możesz nadejść.