Taki już był jej urok, a przynajmniej wolała do tego podchodzić właśnie w ten sposób. Nie mogła z tym nic zrobić, pamiętała, czy tego chciała, czy nie. Bardzo dokładnie i bardzo szczegółowo. Nawet jeśli wolałaby zapomnieć. Wspomnienia wracały do niej w najmniej oczekiwanych momentach, pojawiały się obrazy, niczym klatki z filmu, bardzo wyraźne, kolorowe, przesączone emocjami. Musiała się z tym pogodzić i do tego przywyknąć
To, że ona pamiętało dość często powodowało, że wyciągała to w rozmowach, przez co i inni musieli wracać do przeszłości, ostatnio dotyczyło to głównie Benjy'ego, nie sądziła, że był z tego powodu szczególnie zachwycony, ale zazwyczaj tak już mieli słowo po słowie, zdanie po zdaniu, często docierali do przeszłości.
- Koordynacja ruchowa nigdy nie była moją mocną stroną. - Dostrzegała swoje wady, zdawała sobie sprawę z ich istnienia, nie zmieniało to jednak faktu, że w swoich oczach naprawdę miała podzielność uwagi.
- Zresztą najpierw to Ty ukradłeś mi książkę, próbowałam ją tylko odzyskać, a że przy okazji, jak zawsze miałam coś do powiedzenia... - To prosiło się o konsekwencje. Oczywiście, że musiała to podkreślić, bo przecież pamiętała jak wyglądała sytuacja. Na pewno wiedział, że to wykorzysta. To, że nie do końca udało jej się to zrobić, prawie potknęła się na schodach i zahaczyła twarzą o posadzkę, to była zupełnie inna sprawa. - Nie byłam? W sumie, nadal nie jestem, to też chyba zostało. - Mogła próbować udawać, wiedziała jednak, że jej ciało bardzo szybko ją zdradzało, nie była najlepszym kłamcą, to znaczy była naprawdę bardzo okropnym kłamcą, nawet jeśli wmawiała sobie, że było inaczej. Nie panowała zupełnie nad tymi odruchami, które wykonywało jej ciało, reagowała samoistnie, nie panowała nad niczym.
Zresztą właśnie mieli tego przykład, rumieniec pojawił się na jej twarzy, świadczył o drobnym zawstydzeniu spowodowanym komplementem, który od niego usłyszała. Nie była w stanie zapanować nad ciepłem rozlewającym się po jej policzkach, co najgorsze czuła, że znowu można było czytać z niej niczym z otwartej księgi. Kiedyś pewnie próbowałaby z tym walczyć, teraz? Nie odczuwała takiej potrzeby, nie widziała sensu w ukrywaniu przed nim swoich emocji. To była zupełnie inna sytuacja, inny moment w czasie, mogła sobie na to pozwolić, bo wiedziała, że nie wykorzysta tego przeciwko niej.
Nie umknęło jej jego parsknięcie, zmrużyła przez to na chwilę oczy próbując domyślić się, co je spowodowało. Naprawdę uważała, że jak nikt inny panował nad otoczeniem, i zdecydowanie nie traktowała tego jak udawanie, nawet jeśli od tego się zaczynało, to i tak on był zawsze tym, który wiedział, co robić, albo po prostu nieźle strzelał, nie można było mu tego odebrać.
- Lubię kiedy się ze sobą zgadzamy. - Dodała jeszcze, bardzo lekkim tonem głosu, jakby to nie było nic nadzwyczajnego, ale przecież kiedyś było. Aktualnie sporo się zmieniło, nie walczyli już ze sobą na śmierć i życie, potrafili zejść z tonu, zrozumieć się nawzajem, zresztą wiedziała, że i wcześniej byłoby to możliwe, gdyby tak zaciekle nie walczyli o dominację. Nienawiść przyszła im łatwo, potrafili odnaleźć się w takiej sytuacji, jednak nigdy jej do końca nie satysfakcjonowała, teraz było tylko lepiej. Mogli się spierać, grać w te swoje gry, ale jednak nie musiało to nic kosztować. Nie niosło to ze sobą żadnych gorzkich słów.
Musiała się pogodzić z tym, że nie zaadopotują borsuka. To od początku był bardzo głupi pomysł, bo borsuki należały do dzikich zwierząt, nie tych, które trzymało się w swoim skromnym mieszkanku i niby zdawała sobie z tego sprawę, niby wiedziała, że nie mogło być inaczej, ale nadal czuła drobne rozczarowanie. Może przez to, że ten malec był naprawdę uroczy i trudno było mu się oprzeć, chętnie wzięłaby go w ramiona i mocno się do niego przytuliła, nie zważając na to, jak ostre ma pazury i jak mocno może ją podrapać. Zresztą w tej chwili nie wyglądał na groźnego, a raczej na nieco zagubionego. Właśnie dlatego zaczęła do niego mówić, licząc na to, że ją zrozumie, a przecież wiedziała, że w ogóle nie ma takiej możliwości.
- Uwierz mi, to nie jest najbardziej optymistyczny plan jaki stworzyłam. - Chciała go wziąć pod włos, oczywiście, że nadal próbowała to robić sięgając po kolejne zaprzeczenie. - Jednak przekonanie borsuka o tym, że powinien wrócić do lasu, prowadzony tam przez nas to plan który również znajduje się na szczycie mojej listy. - Może nie na samej górze, ale był naprawdę wysoko. Prue zresztą rzadko kiedy potrafiła wykrzesać z siebie takie optymistyczne momenty, więc to, że w to uwierzyła było naprawdę sporym osiągnięciem. Naprawdę nie wątpiła w to, że im się uda, jemu się uda, bo w sumie to chciała, aby on przejął rolę negocjatora, jej zdaniem bardziej się do tego nadawał. Oby jednak nie postanowił korzystać z argumentu siły, borsuk mógłby tego nie przeżyć.
Dostrzegła jego początkowe zwątpienie, próbował podważać swoje umiejętności, wyciągał argumenty, starał jej się wybić ten pomysł z głowy. - Ludzie są trudniejszym gatunkiem zwierząt, zadają pytania, myślą, jeśli radzisz sobie z nimi to i z tym maleństwem nie powinieneś mieć problemu. - Taka była jej opinia, no i zamierzała się nią podzielić.
W końcu pękł, uległ jej, jej pomysłowi, nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej do tego skłonić, jak widać nadal potrafił ją zaskakiwać. Uniósł ręce, skapitulował, a później się nachylił, spoglądała na tę próbę z uwagą, ciekawa, czy zwierzę zareaguje, musiało zareagować, nikt, ani żaden człowiek, ani stworzenie nie powinno być na tyle asertywne, aby się mu oprzeć, tak, konfrontacja z borsukiem miała to potwierdzić.
Ton jego głosu... był bardzo rzeczowy, jakby robił podobne rzeczy wiele razy. Nie wydawało jej się jednak, aby faktycznie tak było, łatwo jednak poszło Benjy'emu odnalezienie się w tej dziwnej sytuacji. Nie nabijał się z jej pomysłu, podszedł do niego całkiem poważnie. Imponowało jej to na swój sposób, kto inny zrobiłby coś takiego dla niej? Podejrzewała, że nikt.
Borsuk spoglądał na Fenwicka tak, jakby nic do niego nie docierało, nie powinno jej to dziwić, nie miała zamiaru jednak pozwolić mu pozostać w tym dziwnym zawieszeniu między ludzkim światem, a zwierzęcym. To był moment, w którym ona zbliżyła się do maleństwa o krok, by wyczuło jej obecność, może nieco wycofało się w stronę lasu. Wspólnymi siłami mogli zdziałać cuda, czyż nie? Benjy swoją gadką motywacyjną, a ona ruchem. Zwierzę w końcu się poruszyło, zaczęło się wycofywać, wiedziała już, że tego dnia na pewno nie wróci z nim do domu, może to i lepiej dla niego.
Krok za krokiem, wreszcie borsuk znalazł się w lesie, aż w końcu zniknął za jednym z krzaków. Dopiero wtedy odwróciła się w stronę swojego chłopaka, z uśmiechem rozświetlającym jej twarz, naprawdę cieszyła się z tego, że udało im się doprowadzić to stworzenie do domu... no powiedzmy, że do domu.
- Mówiłam, że to zadziała. - Powiedziała bardzo pewnym tonem głosu, przystanęła wreszcie obok Benjy'egoi szepnęła mu do ucha, właściwie to bardziej nieco niżej, bo nawet w butach na obcasie nie była w stanie tam dosięgnąć. - Dziękuję. - Tak właściwie to za wszystko, za to, że w to nie zwątpił, że był jej partnerem w zbrodni i nie pozwolił na to, by to biedne borsucze dziecko za bardzo zbliżyło się do ludzkiego świata.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control