19.11.2025, 13:26 ✶
Czy to jest jakiś żart?, pomyślał, kiedy nieznajomy po prostu sobie wszedł, zobaczył ich, coś tam zaczął bełkotać i tak po prostu rozwalił się na sofie, jak jakiś cierpiący kochanek. Wzrok przeskakiwał z Pana Cierpiącego na Jonathana i znowu na Pana Cierpiącego, czasami jeszcze zachaczając o Hannibala.
A potem Pan Cierpiący zaczął coś tam mówić o Mediolanie i nagle się zerwał, a po jego następnych słowach Jessie założył ręce na pierś i uniósł brew.
To jest chrześniak? No pięknie, został Tym. I co miało znaczyć to "Ten sam którego..."?
Hrabia Jean Baptiste François Gabriel de la Rochefoucauld Montbel. Spróbuj powiedzieć to pięć razy szybciej. I jaka "twoja natura"?
Podczas Muzy Jonathan powiedział mu, że powinien trzymać się od tego hrabiego z dala, bo coś tam, coś tam, magokrwisty rasista, czy coś takiego. Chyba nie chodziło tylko o uprzedzenia względem statusu krwi, bo hrabia zachowywał się tutaj całkiem swobodnie, najpierw po prostu wparowując do domu Jonathana, Zostańmy przyjaciółmi!, rozkładając się na jego sofie, jakby tam właśnie należał, i szperając w jego barku, jeszcze krytykując jego zawartość. Jessie szanował prywatność swojego chrzestnego i fakt, że Jonathan nie chciał mówić mu o wszystkim, ale w tym momencie brakowało bardzo istotnych informacji, przez co to dziwne spotkanie było trochę pogmatwane. Z jego spojrzenia, gdy chłopcy nawiązali kontakt wzrokowy, Hannibal bez trudu mógł wyczytać, że nie, Jessie nie wiedział.
Absolutnie. Wiem chyba nawet mniej, niż ty. Bo Hannibal wyglądał, jakby wiedział coś, czego Jessie nie wiedział i może było to trochę irytujące, ale z drugiej strony, Han i Jonathan byli kuzynami, więc mogli o sobie nawzajem wiedzieć trochę więcej. No i Hannibal miał z Panem Hrabią bezpośrednie spotkanie. Jessie nie.
Chwila... Na ile prawdopodobnym było, że Theo dowiedział się czegoś podczas swojego spotkania z hrabią i o niczym nie powiedział ani jemu, ani Ricie?
-Ja podziękuję - odmówił koniaku.
Zapewne, jeśli mieli dowiedzieć się czegoś szokującego, łatwiej byłoby to przetrawić z kieliszkiem w dłoni, ale Jessie nie miał w sobie tyle luzu, co Hannibal, żeby zapomnieć, że jutro miał iść do pracy - do pracy z goblinami, które krzywo patrzyły na czarodziejów. To, co wypił z Hanem w barach, zupełnie mu wystarczyło.
Z jakim to problemem Pan Hrabia przyszedł do nich?
!Strach przed imieniem