19.11.2025, 15:06 ✶
Przed pożarem Jessie nie zauważył w domu nic podejrzanego, co mogło zostać przyniesione z pracy przez Charlotte. Jedynie większa ilość czosnku w kuchni mogła zwrócić na siebie uwagę, ale nie było to aż tak podejrzane. Ten przynajmniej nie wyglądał na zaklęty w żaden sposób. Jeszcze tego im brakowało, żeby nadmiar czosnku, zakupiony z jakiegoś powodu przez Charlotte (podobno polubiła sos czosnkowy, kto ją tam wie), by obłożony jakąś klątwą.
-Ja nie uważam tego za coś złego. Poza tym mama uważa, że po tacie jestem za miły, ty mnie infekujesz bohaterstwem, a większością moich znajomych są gobliny - westchnął dramatycznie, a zaraz potem odwrócił się do Jonathana z uśmiechem. -Przynajmniej dzięki temu bardziej się cieszy, gdy widzi u mnie jakieś swoje cechy - częściej wspominał o tych niewielkich podobieństwach, ale faktem było, że nie zawsze był miły, jak ojciec, i bohaterski, jak chrzestny.
Odchrząknął, skupiając myśli na celu ich wizyty w mieszkaniu, chociaż widać było po nim, że słowa Jonathana połechtały jego ego.
-Dobra, zobaczmy... Trzeba będzie osuszyć i odmalować ściany - zaczął, powoli przechodząc z pokoju do salonu. -I wymienić okna. Podłoga też potrzebuje wymiany. Na Matkę - przeczesał palcami włosy, przechodząc dalej. -Drzwi... Drzwi nie są w najgorszym stanie, ale te od mojego pokoju też nadają się do wymiany - tu spojrzał na leżące na podłodze drzwi od jego pokoju, ze śladem spalenizny w miejscu, w którym uderzyło w nie zaklęcie. -No i meble - przeszedł do kolejnego pomieszczenia, którego jeszcze nie sprawdzali. -Łazienka nie jest w najgorszym stanie, tyle dobrego.
Odnowienie mieszkania nie będzie tanie, a jeszcze była kwestia terminów u ludzi, którzy byliby w stanie przeprowadzić remont. Dużo mieszkań zostało zniszczonych przez pożar, więc z pewnością ekipy miały sporo zleceń, a znając życie, priorytetem będą zlecenia od osób, które zapłacą więcej, co dla Kellych nie oznaczało szybkiego załatwienia sprawy. Powoli zaczynała boleć go głowa.
-O czymś zapomniałem?
-Ja nie uważam tego za coś złego. Poza tym mama uważa, że po tacie jestem za miły, ty mnie infekujesz bohaterstwem, a większością moich znajomych są gobliny - westchnął dramatycznie, a zaraz potem odwrócił się do Jonathana z uśmiechem. -Przynajmniej dzięki temu bardziej się cieszy, gdy widzi u mnie jakieś swoje cechy - częściej wspominał o tych niewielkich podobieństwach, ale faktem było, że nie zawsze był miły, jak ojciec, i bohaterski, jak chrzestny.
Odchrząknął, skupiając myśli na celu ich wizyty w mieszkaniu, chociaż widać było po nim, że słowa Jonathana połechtały jego ego.
-Dobra, zobaczmy... Trzeba będzie osuszyć i odmalować ściany - zaczął, powoli przechodząc z pokoju do salonu. -I wymienić okna. Podłoga też potrzebuje wymiany. Na Matkę - przeczesał palcami włosy, przechodząc dalej. -Drzwi... Drzwi nie są w najgorszym stanie, ale te od mojego pokoju też nadają się do wymiany - tu spojrzał na leżące na podłodze drzwi od jego pokoju, ze śladem spalenizny w miejscu, w którym uderzyło w nie zaklęcie. -No i meble - przeszedł do kolejnego pomieszczenia, którego jeszcze nie sprawdzali. -Łazienka nie jest w najgorszym stanie, tyle dobrego.
Odnowienie mieszkania nie będzie tanie, a jeszcze była kwestia terminów u ludzi, którzy byliby w stanie przeprowadzić remont. Dużo mieszkań zostało zniszczonych przez pożar, więc z pewnością ekipy miały sporo zleceń, a znając życie, priorytetem będą zlecenia od osób, które zapłacą więcej, co dla Kellych nie oznaczało szybkiego załatwienia sprawy. Powoli zaczynała boleć go głowa.
-O czymś zapomniałem?