19.11.2025, 21:36 ✶
Było jej dobrze. Było jej miło. Było jej błogo.
Było.
Miles nie potrafiła odpoczywać, nie potrafiła ustać w miejscu jak piorun, który znaczył jej plecy. Piorun rozciągnięty w czasie na trzydzieści lat. Jeszcze nie sięgnął ziemi. Jeszcze mógł przerażać i zachwycać swoim rozbłyskiem. Jeszcze.
Poderwała się i energicznie odgarnęła włosy z czaszki.
- Jesteś kurwa zajebisty, mówiłam Ci? Tak mówiłam. - musiała co prędzej pozbierać myśli, przypomnieć sobie gdzie była zanim postanowiła władować się Odiemu na chatę. Jej oczy błądziły błędnie po gabinecie szukając detalu, który by jej dopomógł ogarnąć pamięć. Zadania, Zakon, Morfina, pierdoleni w dupę Śmierciożercy i ich największy Czarny Dzban, och jak cudownie było w końcu nie czuć tego… tego czegoś co czuła moment temu.
- Zajebiście. Zajebiście. Słuchaj bo Black wyparował po Spalonej i nie mam typa co mi wystawia zaświadczenia, że jestem w trakcie leczenia. Ogarnę u brata, czy mogę to robić prywatnie dobra? Patrz doczekałeś się kurwa, opowiem Ci może kiedyś jakie miałam zjebane dzieciństwo. - zaśmiała się zaskakująco serdecznie, jak inaczej można było mówić o traumach niż szydząc z nich i śmiejąc się im prosto w zastygłe pośmiertnie matczyne twarze, śmiejąc się prosto w leżącego we własnych rzygach ojca, śmiejąc się z korowodu ramion, które miały zaspokoić tę czarną dziurę jej istnienia komplementującym dotykiem. Przeklętym dotykiem. Błysk złotych ślepi zespolił się z szerokim uśmiechem niewielkiej wiedźmy, która dopiero się rozkręcała, teraz, gdy zdjął wędzidło z jej głowy.
- Dam znać Odie. Wpadłeś właśnie na listę moich ulubionych ludzi. - Czy to dobrze, czy źle? To dopiero miało się okazać.
Było.
Miles nie potrafiła odpoczywać, nie potrafiła ustać w miejscu jak piorun, który znaczył jej plecy. Piorun rozciągnięty w czasie na trzydzieści lat. Jeszcze nie sięgnął ziemi. Jeszcze mógł przerażać i zachwycać swoim rozbłyskiem. Jeszcze.
Poderwała się i energicznie odgarnęła włosy z czaszki.
- Jesteś kurwa zajebisty, mówiłam Ci? Tak mówiłam. - musiała co prędzej pozbierać myśli, przypomnieć sobie gdzie była zanim postanowiła władować się Odiemu na chatę. Jej oczy błądziły błędnie po gabinecie szukając detalu, który by jej dopomógł ogarnąć pamięć. Zadania, Zakon, Morfina, pierdoleni w dupę Śmierciożercy i ich największy Czarny Dzban, och jak cudownie było w końcu nie czuć tego… tego czegoś co czuła moment temu.
- Zajebiście. Zajebiście. Słuchaj bo Black wyparował po Spalonej i nie mam typa co mi wystawia zaświadczenia, że jestem w trakcie leczenia. Ogarnę u brata, czy mogę to robić prywatnie dobra? Patrz doczekałeś się kurwa, opowiem Ci może kiedyś jakie miałam zjebane dzieciństwo. - zaśmiała się zaskakująco serdecznie, jak inaczej można było mówić o traumach niż szydząc z nich i śmiejąc się im prosto w zastygłe pośmiertnie matczyne twarze, śmiejąc się prosto w leżącego we własnych rzygach ojca, śmiejąc się z korowodu ramion, które miały zaspokoić tę czarną dziurę jej istnienia komplementującym dotykiem. Przeklętym dotykiem. Błysk złotych ślepi zespolił się z szerokim uśmiechem niewielkiej wiedźmy, która dopiero się rozkręcała, teraz, gdy zdjął wędzidło z jej głowy.
- Dam znać Odie. Wpadłeś właśnie na listę moich ulubionych ludzi. - Czy to dobrze, czy źle? To dopiero miało się okazać.