19.11.2025, 21:47 ✶
Było ciężko. Zaklęcia wspomogły poruszanie się, ale organizm wiedział swoje. Wirujący wszędzie dookoła dym, spadający popiół, buchające gdzieniegdzie jeszcze płomienie i gorąco również nie ułatwiały tej drogi. A jej dłużył się każdy, pojedynczy krok. W zasadzie miała wrażenie, że ta droga wydłuża się specjalnie - jakby utknęła w jakimś piekle, które polega wyłącznie na tym, że musi iść naprzód, bez celu, bez sensu, bez widoku na koniec tej udręki. Przez cały ten czas, gdy chaos dookoła nich wyłącznie się pognębiał, a płuca walczyły z dymem o odrobinę powietrza, którym mogłyby się zaciągnąć, myśli w jej głowie galopowały, kręcąc się wokół tego, czy faktycznie powinna być kolejną osobą narzucającą się uzdrowicielom. Skoro nadal szła, to przecież nie mogło być tak poważnie, prawda? Może za chwilę będzie lepiej i nawet da radę sama iść dalej? Nie, zdecydowanie odrzuciła tę myśl, gdy tylko spróbowała się nieco bardziej wyprostować. A nagły atak kaszlu sprawił, że musiała się zatrzymać i oprzeć o ścianę, bo nie była w stanie zrobić kroku, nawet z pomocą.
Wreszcie jednak znów ruszyli dalej. Tak było trzeba. Musiała zacisnąć zęby i iść dalej, krok za krokiem, oddech za oddechem. Powoli mijały kolejne metry, które tylko przybliżały ich do właściwego celu. Ale zatrzymała się gwałtownie, gdy tak nagle pojawiła się nieco poturbowana kobieta. Była jednak opatrzona, może też nieco niechlujnie, lecz na pewno profesjonalnie. Musiała więc gdzieś spotkać uzdrowiciela lub lekarza, może nawet sama nim była. Powoli więc bardzo ostrożnie, kwitła w niej nadzieja, że może jednak uda się uzyskać pomoc. I uniosła głowę, słysząc, jak szybko początek słowa "uzdrowiciel" zmienił się na "doktor". Tak! Tego zdecydowanie było jej trzeba!
- Ja to jednak wolałabym uzdrowiciela - powiedziała cicho, ciężko łapiąc oddech. Zakaszlała znów, gdy dym ponownie podrażnił gardło, tym razem jednak całkiem szybko udało jej się to opanować. Chwilę musiała pooddychać całkowicie spokojnie nim w ogóle była w stanie powiedzieć coś więcej. - Właśnie kierujemy się do Munga. Dostaniemy się tam w ogóle? - Oczywiście, najpierw rozejrzała się, czy ktoś gdzieś nie jest zbyt zainteresowany ich rozmową. Ludzie mieli jednak swoje problemy, pożar chłonął wszystko bez litości i nikt nie zwracał uwagi na kilku kolejnych poszkodowanych - nie było czasu na przejmowanie się obcymi, gdy dookoła walił się świat.
Wreszcie jednak znów ruszyli dalej. Tak było trzeba. Musiała zacisnąć zęby i iść dalej, krok za krokiem, oddech za oddechem. Powoli mijały kolejne metry, które tylko przybliżały ich do właściwego celu. Ale zatrzymała się gwałtownie, gdy tak nagle pojawiła się nieco poturbowana kobieta. Była jednak opatrzona, może też nieco niechlujnie, lecz na pewno profesjonalnie. Musiała więc gdzieś spotkać uzdrowiciela lub lekarza, może nawet sama nim była. Powoli więc bardzo ostrożnie, kwitła w niej nadzieja, że może jednak uda się uzyskać pomoc. I uniosła głowę, słysząc, jak szybko początek słowa "uzdrowiciel" zmienił się na "doktor". Tak! Tego zdecydowanie było jej trzeba!
- Ja to jednak wolałabym uzdrowiciela - powiedziała cicho, ciężko łapiąc oddech. Zakaszlała znów, gdy dym ponownie podrażnił gardło, tym razem jednak całkiem szybko udało jej się to opanować. Chwilę musiała pooddychać całkowicie spokojnie nim w ogóle była w stanie powiedzieć coś więcej. - Właśnie kierujemy się do Munga. Dostaniemy się tam w ogóle? - Oczywiście, najpierw rozejrzała się, czy ktoś gdzieś nie jest zbyt zainteresowany ich rozmową. Ludzie mieli jednak swoje problemy, pożar chłonął wszystko bez litości i nikt nie zwracał uwagi na kilku kolejnych poszkodowanych - nie było czasu na przejmowanie się obcymi, gdy dookoła walił się świat.