19.11.2025, 22:53 ✶
Kobieta spojrzała na nich czujnie. Jej spojrzenie wędrowało od Cassandry do Romulusa i z powrotem, aż w końcu kiwnęła powoli głową. Nie trzeba było być wybitnym obserwatorem, żeby dostrzec, że nieznajoma widocznie się rozluźniła - tak jakby spadł jej z barków ogromny ciężar.
- Nawet nie wiesz, ilu mugoli spotkałam po drodze... - zaczęła, ściszając nieco głos. Potarła zranioną rękę, a potem zerknęła za siebie, jakby chciała się upewnić, że w okolicy nikogo nie było. W oddali przebiegła gromada ludzi, ewidentnie uciekając z zajętego ogniem obszaru w stronę terenów, otaczających Tamizę. - Nie jest nigdzie bezpiecznie. Chodźcie, w twoim przypadku Mung zrobi więcej złego niż dobrego.
Nie chciała się cofać tam skąd przyszła, lecz nie miała wyjścia. Anne wysłała ją właśnie po to: by kierowała ludzi do niej. Pomogła więc Romulusowi dźwigać Cassandrę: zarzuciła sobie jej drugą rękę na swój bark.
- Dym, który unosi się z okolic Pokątnej, nie wróży niczego dobrego - powiedziała cicho, dopasowując tempo do rannej kobiety. - Usłyszeliśmy tylko, że Londyn płonie, a potem przerwano nadawanie. Nasze radio już nie działa albo budynek Rozgłośni Radiowej się ewakuował. Ale mugolski Londyn też płonie, no i ludzie szturmują Munga. Jeżeli w tym stanie będziesz czekać, może ci się pogorszyć.
Wyjaśniła na tyle rzeczowo, na ile potrafiła. Oddech kobiety stał się nieco szybszy - była drobna i dość niska, ale zdecydowanie uparta. Nie poddawała się i dzielnie prowadziła Cassandrę te kilka kroków w stronę alejki.
Tam widok był... Nieprzyjemny. Co prawda nie było tam ani płomieni, ani śmieci, lecz czuć było spaloną skórę i włosy. Nad leżącym, nieprzytomnym mężczyzną, pochylała się wysoka brunetka. Milczała, zszywając mu ranę na ręce przy pomocy mugolskich nici. Był mocno poparzony na nodze - nogawka spodni została rozdarta, ujawniając naprawdę paskudny widok.
- Anne, mam kolejnych - powtórzyła kobieta, wysmykując się spod ramienia Cassandry. - Naszych.
- Za chwilę - jej głos łamał się. Była zmęczona, po dyżurze w Mungu. Akurat wyszła i prawie dotarła do swojego mieszkania, gdy rozpętało się piekło. Nie spała od kilkunastu godzin, a teraz... teraz nie mogła nawet korzystać swobodnie z magii. Wyciągnęła jednak słoiczek z maścią, którą nałożyła na poparzoną skórę mężczyzny. Ta niemal natychmiast pokryła się cienką, zielonkawą warstwą. - Pieprzyć kodeks tajności, to istnie piekło.
Zasłoniła dłonią usta i zaniosła się kaszlem. Dopiero po tym, gdy doskoczyła do niej jej znajoma i podała jej buteleczkę wody, spojrzała na Cassandrę.
- Jesteś cała we krwi - powiedziała, stając na nogi. - Chodź, obejrzę cię.
- Nawet nie wiesz, ilu mugoli spotkałam po drodze... - zaczęła, ściszając nieco głos. Potarła zranioną rękę, a potem zerknęła za siebie, jakby chciała się upewnić, że w okolicy nikogo nie było. W oddali przebiegła gromada ludzi, ewidentnie uciekając z zajętego ogniem obszaru w stronę terenów, otaczających Tamizę. - Nie jest nigdzie bezpiecznie. Chodźcie, w twoim przypadku Mung zrobi więcej złego niż dobrego.
Nie chciała się cofać tam skąd przyszła, lecz nie miała wyjścia. Anne wysłała ją właśnie po to: by kierowała ludzi do niej. Pomogła więc Romulusowi dźwigać Cassandrę: zarzuciła sobie jej drugą rękę na swój bark.
- Dym, który unosi się z okolic Pokątnej, nie wróży niczego dobrego - powiedziała cicho, dopasowując tempo do rannej kobiety. - Usłyszeliśmy tylko, że Londyn płonie, a potem przerwano nadawanie. Nasze radio już nie działa albo budynek Rozgłośni Radiowej się ewakuował. Ale mugolski Londyn też płonie, no i ludzie szturmują Munga. Jeżeli w tym stanie będziesz czekać, może ci się pogorszyć.
Wyjaśniła na tyle rzeczowo, na ile potrafiła. Oddech kobiety stał się nieco szybszy - była drobna i dość niska, ale zdecydowanie uparta. Nie poddawała się i dzielnie prowadziła Cassandrę te kilka kroków w stronę alejki.
Tam widok był... Nieprzyjemny. Co prawda nie było tam ani płomieni, ani śmieci, lecz czuć było spaloną skórę i włosy. Nad leżącym, nieprzytomnym mężczyzną, pochylała się wysoka brunetka. Milczała, zszywając mu ranę na ręce przy pomocy mugolskich nici. Był mocno poparzony na nodze - nogawka spodni została rozdarta, ujawniając naprawdę paskudny widok.
- Anne, mam kolejnych - powtórzyła kobieta, wysmykując się spod ramienia Cassandry. - Naszych.
- Za chwilę - jej głos łamał się. Była zmęczona, po dyżurze w Mungu. Akurat wyszła i prawie dotarła do swojego mieszkania, gdy rozpętało się piekło. Nie spała od kilkunastu godzin, a teraz... teraz nie mogła nawet korzystać swobodnie z magii. Wyciągnęła jednak słoiczek z maścią, którą nałożyła na poparzoną skórę mężczyzny. Ta niemal natychmiast pokryła się cienką, zielonkawą warstwą. - Pieprzyć kodeks tajności, to istnie piekło.
Zasłoniła dłonią usta i zaniosła się kaszlem. Dopiero po tym, gdy doskoczyła do niej jej znajoma i podała jej buteleczkę wody, spojrzała na Cassandrę.
- Jesteś cała we krwi - powiedziała, stając na nogi. - Chodź, obejrzę cię.
Lost in the serenity
Found by the water
Found by the water