25.02.2023, 12:41 ✶
- „Psotnej” klątwy? Co ma pan na myśli, panie Longbottom? – spytała Florence wbrew nadziejom Erika, że po prostu pominie temat milczeniem. I nawet nie z powodu braku zaufania do młodego klątwołamacza. Nie byłaby ani sobą, ani klątwołamaczką, gdyby nie spytała.
Kiedy Erik ściągał koszulę, ona zapisała parę zdań w swoich notatkach, a potem podniosła się i ruszyła w jego stronę. Zakasała rękawy i wyciągnęła różdżkę, celując nią w Erika. Poruszyła nadgarstkiem, rzucając zaklęcie skanujące, a potem nakładając na nie jeszcze jeden czar. W podstawowej formie pozwalało określić ogólny stan organizmu i znaleźć urazy wewnętrzne. W tej bardziej skomplikowanej powinno pomóc w wykryciu klątw niewidzialnych na pierwszy rzut oka. Przez chwilę milczała, skupiając się tylko na wskazaniach zaklęcia.
- Hm – mruknęła w końcu uzdrowicielka z namysłem, nie precyzując jednak, co dokładnie ma na myśli przez to „hm”. Za to na słowa o tym, że Erik niekoniecznie przestrzegał zaleceń, bo nastąpiła specjalna okazja, Florence zmierzyła go chłodnym spojrzeniem. Oczy miała dość duże i jasne, więc z racji na ich barwę zdawały się wręcz stworzone do spoglądania na człowieka zimno. Twarz o rysach iście arystokratycznych, produkt wielu pokoleń starannego chowu (i wyboru narzeczonych dla synów pod kątem czystości krwi, ale też tego, by nie skończyć na podobieństwo Gauntów) oraz być może stosowanych przez te pokolenia eliksirów i zaklęć, też świetnie nadawała się do min potęgujących efekt. – Wie pan, panie Longbottom, kiedy przyjmujemy do szpitala najwięcej pacjentów? Po świętach. I nie chodzi nawet o kłótnie nad rybą o to, co powiedziała teściowa. Pacjenci, którzy nie muszą być hospitalizowani, ale powinni przestrzegać konkretnych zaleceń, zwłaszcza tych, dotyczących diety, z jakichś powodów uznają, że podczas specjalnych okazji te zalecenia nie obowiązują. A dzień później zaczyna brakować nam łóżek oraz uzdrowicieli. I oczywiście, nikt nie rozumie, dlaczego w świątecznym okresie, gdy chce szybko wrócić do domu, musi tak długo czekać na badania.
Najwyraźniej uznała, że poprzedni skan nie wystarczy, bo rzuciła kolejne zaklęcie, tym razem kierując je na rękę, która wedle zaleceniom miała podlegać naświetlaniom. Coś ciemnego przylgnęło po chwili do krańca różdżki. Florence przyjrzała się substancji z namysłem, nim szepnęła kolejny czar, wypalając ją.
– Pan Flint wspominał, że takie klątwy zwykle rzuca się pod wpływem bardzo silnych emocji? – spytała, po czym następnym ruchem różdżki przysunęła sobie krzesło, by na nim usiąść. Naświetlanie w końcu mogło potrwać parę chwil. – Skoro poprzednio nie było efektów ubocznych, teraz też nie powinno ich być. Proszę mnie jednak poinformować, gdyby zaczęło parzyć, nadmiernie kręciło się panu w głowie albo poczuł się słabo – poinstruowała. – Może się pan położyć i zaczynamy. Wcześniej jakieś pytania?
Podczas samej procedury naświetlania wolała się raczej skupić niż prowadzić rozmowę.
Kiedy Erik ściągał koszulę, ona zapisała parę zdań w swoich notatkach, a potem podniosła się i ruszyła w jego stronę. Zakasała rękawy i wyciągnęła różdżkę, celując nią w Erika. Poruszyła nadgarstkiem, rzucając zaklęcie skanujące, a potem nakładając na nie jeszcze jeden czar. W podstawowej formie pozwalało określić ogólny stan organizmu i znaleźć urazy wewnętrzne. W tej bardziej skomplikowanej powinno pomóc w wykryciu klątw niewidzialnych na pierwszy rzut oka. Przez chwilę milczała, skupiając się tylko na wskazaniach zaklęcia.
- Hm – mruknęła w końcu uzdrowicielka z namysłem, nie precyzując jednak, co dokładnie ma na myśli przez to „hm”. Za to na słowa o tym, że Erik niekoniecznie przestrzegał zaleceń, bo nastąpiła specjalna okazja, Florence zmierzyła go chłodnym spojrzeniem. Oczy miała dość duże i jasne, więc z racji na ich barwę zdawały się wręcz stworzone do spoglądania na człowieka zimno. Twarz o rysach iście arystokratycznych, produkt wielu pokoleń starannego chowu (i wyboru narzeczonych dla synów pod kątem czystości krwi, ale też tego, by nie skończyć na podobieństwo Gauntów) oraz być może stosowanych przez te pokolenia eliksirów i zaklęć, też świetnie nadawała się do min potęgujących efekt. – Wie pan, panie Longbottom, kiedy przyjmujemy do szpitala najwięcej pacjentów? Po świętach. I nie chodzi nawet o kłótnie nad rybą o to, co powiedziała teściowa. Pacjenci, którzy nie muszą być hospitalizowani, ale powinni przestrzegać konkretnych zaleceń, zwłaszcza tych, dotyczących diety, z jakichś powodów uznają, że podczas specjalnych okazji te zalecenia nie obowiązują. A dzień później zaczyna brakować nam łóżek oraz uzdrowicieli. I oczywiście, nikt nie rozumie, dlaczego w świątecznym okresie, gdy chce szybko wrócić do domu, musi tak długo czekać na badania.
Najwyraźniej uznała, że poprzedni skan nie wystarczy, bo rzuciła kolejne zaklęcie, tym razem kierując je na rękę, która wedle zaleceniom miała podlegać naświetlaniom. Coś ciemnego przylgnęło po chwili do krańca różdżki. Florence przyjrzała się substancji z namysłem, nim szepnęła kolejny czar, wypalając ją.
– Pan Flint wspominał, że takie klątwy zwykle rzuca się pod wpływem bardzo silnych emocji? – spytała, po czym następnym ruchem różdżki przysunęła sobie krzesło, by na nim usiąść. Naświetlanie w końcu mogło potrwać parę chwil. – Skoro poprzednio nie było efektów ubocznych, teraz też nie powinno ich być. Proszę mnie jednak poinformować, gdyby zaczęło parzyć, nadmiernie kręciło się panu w głowie albo poczuł się słabo – poinstruowała. – Może się pan położyć i zaczynamy. Wcześniej jakieś pytania?
Podczas samej procedury naświetlania wolała się raczej skupić niż prowadzić rozmowę.