Świat się nie zatrzymał. Nie stanął w miejscu, nie czekał na nią. Nie mogła przystanąć chociaż na chwilę. Musiała żyć, ale miała wrażenie, że zaczynała się rozpadać. Nie mogła jednak sobie pozwolić na momenty słabości. Wiedziała, że do tego dojdzie, spodziewała się tego, a jednak ból i tak trawił jej serce. Zbyt łatwo przyzwyczaiła się do tej nowej rzeczywistości, która skończyła się równie szybko, co się pojawiła. Miała uważać, miała się nie przywiązywać, łatwo było jednak powiedzieć, dużo gorzej zrealizować. Do dobrego szybko można się przyzwyczaić, zbyt szybko. Dni wydawały się jej być puste, nie miała na co czekać, nie czuła tej ekscytacji, która towarzyszyła jej jeszcze zupełnie niedawno. Przyspieszonego bicia serca, tych mitycznych motyli, a może w jej przypadku bardziej ciem? Teraz został narząd, do pompowania krwi, nie więcej. Wszystko przepadło. Powroty do domu, kiedy ktoś w nim na nim czekał były dla niej zupełnie nowym doświadczeniem, przestała przesiadywać w kostnicy, bo wreszcie miała do kogo wracać, miała z kim rozmawiać, miała dla kogo istnieć. To była miła odmiana.
Starała się to zrozumieć, nagłe wyjście, porzucenie jej bez słowa. Nie mogła przestać tego analizować, zapętlała się i miała dziwne poczucie, że chodziło o coś więcej niż pilne zlecenie daleko stąd. Gdyby tylko miała okazję na pewno zapytałaby o to, dlaczego postąpił tak podle, dlaczego nie zrobił tej jednej rzeczy, o którą go prosiła. Chciała mieć szansę się pożegnać kiedy miała nadejść pora, nie dostała jej. Jasne, przyszedł list, ten jakże wylewny list, który tak właściwie niczego nie mówił, nie do końca umiała sobie poradzić z tym, że to wszystko skończyło się w taki sposób. Zbyt wiele sobie wyobrażała, powinna podchodzić do tego chłodniej, ale nie potrafiła, sama ściągnęła na siebie taki los, bo ludzie się nie zmieniali, powinna o tym pamiętać. Czuła żal, nie wiedziała tylko czy większy do siebie, czy do niego, chyba do siebie, bo pozwoliła sobie odrzucić zwyczajność przyzwyczaić się do niezwykłości. Upadek był bolesny, bardziej bolesny niż mogła się spodziewać.
Starała się przetrwać, czas miał ukoić rany, póki co jednak nie czuła, żeby było choć odrobinę lepiej. Nie dało się tak łatwo zapomnieć o tym czasie, który razem spędzili, zwłaszcza, że wspomnienia wspólnych dni, nocy wracały do niej poprzez te pieprzone obrazy. Pewnie nigdy nie miały przestać, może kiedyś ta rana się zabliźni, jednak czuła, że nie stanie się to zbyt szybko, musiała się z tym pogodzić, bo co innego miała niby zrobić?
Próbowała zatracić się w pracy, kiedyś to była dla niej najprostsza opcja. Nadgodziny w biurze koronera, prywatne usługi na Nokturnie, tyle, że nadal wydawało się jej, że miała za dużo czasu, aby myśleć, by wracać do tego co było, co mogło być, co jednak nie doszło do skutku. Okropne to były myśli. Nie szukała wsparcia, to nigdy nie była jej droga. Nie znosiła litości, współczucia, nawet ze strony tych, którym na niej zależało, sama w to weszła, sama musiała sobie ze wszystkim poradzić, bardzo proste. Starała się nie pokazywać, że coś jest nie tak, że coś nie gra, że nie jest sobą, nie wydawało jej się też, by faktycznie ktoś mógł zwrócić na to uwagę, nie bez powodu od lat unikała zbliżania się do kogokolwiek zbyt blisko.
Wracała do domu. Nie spieszyła się wcale do tego miejsca, wydawało się być puste bez niego, zupełnie inne, nieswoje, jednak ciągle to był jej dom, to tam powinna wracać do pracy. Deszcz siąpił, nie była to najgorsza pogoda z możliwych, zdecydowanie mogła wrócić do siebie bardziej przemoczona, ba, miała wrażenie, że było wręcz przyzwoicie, mżawka nie była niczym strasznym. Tyle, że przynosiła niepokój, gdy tylko wyszła z kostnicy towarzyszyło jej to dziwne uczucie, wiedziała, że coś jest nie tak, tylko jeszcze nie miała pojęcia co. Liczyła na to, że szybko połączy kropki, nie znosiła bowiem niepewności.
Trafiła do swojej kamienicy. Pokonywała schodek za schodkiem, aż w końcu znalazła się na ostatnim - swoim piętrze, gdzie przywitał ją mrok. To nie było typowe. Trudno było jej się przyzwyczaić do mroku, który ogarnął okolicę, zajęło jej to dłuższą chwilę, już teraz jednak wiedziała, że coś było nie tak. Takie rzeczy po prostu się czuło.
Mimo otaczającej jej ciemności była w stanie dostrzec drzwi, które huśtały się na zawiasach. Zamykała je, kiedy opuszczała rano mieszkanie, było to potwierdzeniem, że coś na pewno nie poszło po jej myśli, coś było nie tak. Nie zamierzała jednak stać przed drzwiami, musiała wejść do środka, zobaczyć to co było nieuniknione.
Dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy pokonywała drzwi wejściowe, po prostu wiedziała, że zdarzyło się coś, co jej się nie spodoba. Żadne światło w mieszkaniu nie chciało się zapalić, wokół panowała ciemność zwiastująca coś złego. Ktoś tutaj był, wcześniej, teraz nie czuła już jego obecności, jednak zdążył namieszać, zdążył wejść w jej świat i wszystko popsuć.
Gdy tylko przekroczyła próg upewniła się w tym, że ktoś postanowił zniszczyć jej bezpieczne miejsce. Wyglądało niczym po przejściu huraganu, nic nie znajdowało się w swoim stałym porządku, wszystkie rzeczy zostały przemieszane, istniały teraz w jakimś dziwnym chaosie na który nie była przygotowana. To było za dużo, jak na jej ułożone zasady.
Salon, tam powinna się znaleźć, żeby szukać szczura i kota, jedynych stałych elementów w jej życiu. Ambitne, tak nie miała co do tego najmniejszej wątpliwości, ale musiała się upewnić, że nikt nie zrobił krzywdy temu, co było najbliższe jej sercu. Póki co nie zastanawiała się nad tym, co mogło się wydarzyć, dlaczego ktoś postanowił zburzyć jej porządek, zniszczyć jej dom. Najpierw zwierzęta.
Kredens, odruchowo spojrzała w jego stronę, prowokował ją do tego pisk. Nie patrząc na nic ruszyła przed siebie, tak, aby jak najszybciej znaleźć się przy przedmiocie. Otworzyła szafkę, a kot po prostu z niej wyskoczył. Szukał jej dłoni, płakał, jakby stała mu się ogromna krzywda, nie, jakby, tylko stała mu się przecież krzywda, kto normalny zrobiłby coś takiego. Kto był w stanie wepchnąć do szafki to małe, słodkie, kocie dziecię? No nikt. Nikt normalny. Jakiś pojeb zamknął jej kota w szafce, kota, któremu nadal nie dała jeszcze imienia, nie potrafiła, był po prostu kotem od kiedy znalazł się w jej mieszkaniu. Była na siebie zła, że pozwoliła, aby stała mu się krzywda, od razu wzięła go na ręce i przytuliła, miała nadzieję, że jej dotyk przyniesie mu odrobinę ukojenia. Razem powinno być im łatwiej przetrwać to wszystko. - Przepraszam skarbie. - Wyszeptała jeszcze mu do ucha, powątpiewając w to, że w ogóle zrozumie jej słowa.
Skoro kota miała w ramionach, przyszedł czas na Necro, jej szczura, ruszyła w stronę jego klatki, na której dostrzegła kurtkę, jego kurtkę. Nie powinna się tutaj znajdować, ktoś chciał jej coś przekazać, tylko co? Przecież nie było go już w jej życiu, postanowił ją zostawić, odejść, najwyraźniej nie była dla niego wystarczająca. Nie ruszyła kurtki, otworzyła za to klatkę, aby wyciągnąć zwierzę, musiało znaleźć się na jej ramieniu. Nie umknęło jej to, że ktoś miał szansę przeczytać jej dzienniki, nie tylko przeczytać, a przy okazji zniszczyć wszystko, co kiedykolwiek postanowiła zapisać. Wepchnął to w pręty klatki. Zabolało ją to, ktoś wyjątkowo mocno starał się, by uderzyć tam, gdzie faktycznie miało ją to ruszyć. Niszczył jej cały świat, tylko dlaczego? Przecież nie zrobiła nic złego.
Szczur był wystraszony, nie dziwiło jej to, kto wie, czego właściwie był świadkiem. Wolała nie myśleć o tym, co działo się tutaj kilkadziesiąt minut temu. Przerażało ją to, wyglądało na to, że każdy krok był przemyślany, było to działanie z premedytacją, ale nie wydawało jej się, aby znalazł się jakiś powód, dlaczego spotkało to właśnie ją.
Doskonale pamiętała, jak wyglądało to miejsce przed katastrofą, Prue znała lokalizację każdego przedmiotu, który się tutaj znajdował, no przynajmniej wtedy, kiedy stąd wychodziła, teraz? Teraz próbowała oszacować szkody, okna były pootwierane, przedmioty, które kolekcjonowała przez całe życie zniszczone, ktoś postanowił zniszczyć jej spokój, jej dom, jej azyl. Nie czuła się tu już bezpiecznie. Miejsce wyglądało na opuszczone, jakby nikt tu nie mieszkał, a przecież to był jej dom, chyba już nie, chyba musiała stąd uciec.
Nie miała pojęcia co mogło spowodować taki gniew, nie wydawało jej się, aby jakieś inne emocje mogły spowodować takie zniszczenie, szafki zostały powyrywane z zawiasów, talerze, kubki potłuczone. Chaos, wokół panował chaos, a Prue przecież uwielbiała porządek. Czuła się tu nieswojo, traciła grunt pod nogami, nie wiedziała, jak niby miała się tutaj odnaleźć, czy w ogóle powinna to robić? Ten ktoś mógł tutaj wrócić, mógł pojawić się, kiedy będzie w środku, czy potrafiłaby sobie z nim poradzić. Do jej nozdrzy docierał zapach wilgoci, wymieszany z wonią mokrego papieru. Wszystko co miała, co znała zostało zniszczone, nadal nie wiedziała jednak dlaczego.
Napis wypalony na ścianie rzucił jej się w oczy, trudno byłoby go nie zauważyć. Dziwka. Przełknęła głośno ślinę, kiedy go analizowała. Runy, to sugerowało, że ktoś choć odrobinę ją znał, wiedział, że będzie to w stanie przeczytać, miał jej do przekazania coś konkretnego. Miała ochotę wyć, krzyczeć, jednak milczała. Próbowała jakoś to przetrawić.
Dziwka... sugerowało swoje, nie dało się odebrać go w żaden inny sposób. Ktoś miał jej coś do zarzucenia, coś bardzo konkretnego, tyle, że nie wydawało jej się, aby zrobiła coś złego.
Nie zamierzała tutaj zostać, nie kiedy ktoś zrujnował wszystko, co miała. Zniszczył jej świat. Musiała wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza, bo jeszcze chwila, a zapomni o tym, że musiała oddychać. To, co się tutaj wydarzyło bardzo mocno w nią uderzyło, była roztrzęsiona, nie wiedziała jak się zachować, czy powinna komuś to zgłosić, poprosić o pomoc? Nie, sama sobie z tym poradzi, zawsze sobie ze wszystkim radziła sama.
Nie miała jednak innego wyjścia, musiała się wynieść, wyszła tak jak stała, z kotem i szczurem na rękach, nogi same ją prowadziły, nie przemyślała tego specjalnie, ale zmierzała do rodziców, którym nie zamierzała mówić wszystkiego, nie chciała ich martwić, musiała ułożyć w głowie jakąś historyjkę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control