20.11.2025, 21:24 ✶
— Tak? — Przekrzywił lekko głowę, posyłając rudowłosej dziewczynie zaskoczone spojrzenie. — A co miałaś na koniec szkoły z zajęć z wróżbiarstwa? Wiesz, wolałbym wiedzieć, jak często masz rację w takich przypadkach. — Uśmiechnął się krzywo. — Autentycznie byłbym wdzięczny, gdyby to była szybka akcja ratunkowa.
Wtedy moglibyśmy odtrąbić, chociaż taki sukces, skomentował bezgłośnie, rozglądając się uważnie po rozciągającej się pod nimi ziemi. Klify, kamienie, więcej kamieni... Z perspektywy lotu ptaka wyspa faktycznie wydawała się niezamieszkana, nie licząc budowli McBoonów, która znajdowała się niedaleko. Porzucona. Zapomniana przez wszystkich. Aż do teraz. Kiedy czas przeznaczony na dokonanie wstępnych oględzin terenu dobiegł końca, Erik poszybował za Heather w stronę Brenny i reszty grupy Zakonu Feniksa.
— Wydaje mi się, że jest względnie bezpiecznie — zawyrokował Erik, gdy na powrót znaleźli się przy grupie po krótkim zwiadzie powietrznym. — Nie zauważyłem żadnych oczywistych oznak niebezpieczeństwa. Armia ludojadów nie krąży po okolicy, a przynajmniej nie ma ich na powierzchni. — Zamilkł na moment. — Radziłbym jednak mieć różdżki w pogotowiu. Kto wie, czy te stworzenia nie wykopały sobie jakichś podziemnych tuneli, czy przejść w skałach, a ostrożności, jak wiadomo, nigdy za wiele.
Wypuścił powoli powietrze z ust, rozglądając się po raz ostatni na prawo i lewo, zanim ponownie podwyższył pułap lotu. Nie podobała mu się wizja tego, że kwintopedy mogły się rozgościć na wyspie na tyle, aby zbudować sobie całą siatkę podziemnych przejść między kluczowymi punktami na powierzchni. A czemu? Bo to by sugerowało, że mogą bardzo szybko przemieszczać się z miejsca na miejsca, kompletnie ignorując potencjalne utrudnienia terenowe, z jakimi musiałaby się mierzyć reszta ich grupy. Byliby jak na widelcu, pomyślał z niezadowoleniem, tym bardziej wytężając wzrok, gdy wraz z Heather zaczęli lecieć w kierunku zamczyska.
— Zgadzam się. W pełnej rozciągłości — zawtórował Rudej, przyglądając się budowli. — Ciekawe, czy po pozbyciu się lokalnego paskudztwa byłaby zdatna do zamieszkania...
Mimowolnie obejrzał się za siebie w kierunku siostry. Doprowadzenie posiadłości w Dolinie Godryka na pewno już teraz pochłonęło masę środków, ale może wspólnymi siłami udałoby im się uzbierać parę galeonów na taką morską twierdzę? Jak by ją nazwali? Warownia 2.0? Uber Warownia? Gniazdo Feniksa?
Wtedy moglibyśmy odtrąbić, chociaż taki sukces, skomentował bezgłośnie, rozglądając się uważnie po rozciągającej się pod nimi ziemi. Klify, kamienie, więcej kamieni... Z perspektywy lotu ptaka wyspa faktycznie wydawała się niezamieszkana, nie licząc budowli McBoonów, która znajdowała się niedaleko. Porzucona. Zapomniana przez wszystkich. Aż do teraz. Kiedy czas przeznaczony na dokonanie wstępnych oględzin terenu dobiegł końca, Erik poszybował za Heather w stronę Brenny i reszty grupy Zakonu Feniksa.
— Wydaje mi się, że jest względnie bezpiecznie — zawyrokował Erik, gdy na powrót znaleźli się przy grupie po krótkim zwiadzie powietrznym. — Nie zauważyłem żadnych oczywistych oznak niebezpieczeństwa. Armia ludojadów nie krąży po okolicy, a przynajmniej nie ma ich na powierzchni. — Zamilkł na moment. — Radziłbym jednak mieć różdżki w pogotowiu. Kto wie, czy te stworzenia nie wykopały sobie jakichś podziemnych tuneli, czy przejść w skałach, a ostrożności, jak wiadomo, nigdy za wiele.
Wypuścił powoli powietrze z ust, rozglądając się po raz ostatni na prawo i lewo, zanim ponownie podwyższył pułap lotu. Nie podobała mu się wizja tego, że kwintopedy mogły się rozgościć na wyspie na tyle, aby zbudować sobie całą siatkę podziemnych przejść między kluczowymi punktami na powierzchni. A czemu? Bo to by sugerowało, że mogą bardzo szybko przemieszczać się z miejsca na miejsca, kompletnie ignorując potencjalne utrudnienia terenowe, z jakimi musiałaby się mierzyć reszta ich grupy. Byliby jak na widelcu, pomyślał z niezadowoleniem, tym bardziej wytężając wzrok, gdy wraz z Heather zaczęli lecieć w kierunku zamczyska.
— Zgadzam się. W pełnej rozciągłości — zawtórował Rudej, przyglądając się budowli. — Ciekawe, czy po pozbyciu się lokalnego paskudztwa byłaby zdatna do zamieszkania...
Mimowolnie obejrzał się za siebie w kierunku siostry. Doprowadzenie posiadłości w Dolinie Godryka na pewno już teraz pochłonęło masę środków, ale może wspólnymi siłami udałoby im się uzbierać parę galeonów na taką morską twierdzę? Jak by ją nazwali? Warownia 2.0? Uber Warownia? Gniazdo Feniksa?
(Percepcja) Erik rozgląda się po okolicy x1
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞