25.02.2023, 13:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2023, 13:50 przez Alice Jackson.)
Chociaż atmosfera nieco się uspokoiła, to samej Alice było daleko do stania się ucieleśnieniem spokoju. Wciąż tak wiele emocji buzowało w jej ciele, na które niewiele mogła poradzić. Tego dnia nic nie szło zgodnie z jej planem i choćby właśnie to spotkanie w łazience było potwierdzeniem. Nie lubiła, gdy ktokolwiek oglądał ją w takim stanie. Tymczasem teraz musiała na to pozwolić, bo nie mogła tak po prostu uciec.
- W zasadzie, to każdy mógł się bez problemu pomylić - przyznała w końcu cicho, pozwalając sobie na delikatny uśmiech. Prawdopodobnie jej reakcja na nagłe pojawienie się chłopaka w damskiej toalecie byłaby zgoła inna, gdyby nie okoliczności, w których obecnie się znajdowała. Alice dopiero teraz zrozumiała nietakt, jaki sunął za jej zachowaniem, co dodatkowo ją nieco deprymowało.
Słuchała go z uwagą, kiedy opowiadał o duchach i Iryktu, który nie jednemu uczniowi dotychczas napsuł krwi. Sama Alice była niestety obiektem jego żartów, czego nie wspominała szczególnie dobrze. Niemniej, tego typu przeżycia pozwalały się mocniej wczuć w punkt widzenia drugiej osoby, jak i w tym właśnie przypadku. Wspólne narzekanie na duchy... czy może być coś lepszego? Nawet uśmiechnęła się nieco, kiedy próbował zademonstrować, jak bardzo został wtedy obryzgany wodą. Nawet jeśli ten incydent był dla niego nie miły, to musiał wyglądać śmiesznie z biegiem czasu.
- Irytek jest po prostu okropny - oznajmiła z zaciętością, która nie pasowała do stanu ducha, który prezentowała przed momentem. - Jednego razu, kiedy spieszyłam się na lekcję eliksirów, Irytek buszował nieopodal. Zgadnij, kto przewrócił się i pogniótł swój kociołek, kiedy jego sznurówki nagle się związały ze sobą nawzajem. - Alice prychnęła, oburzona na samo wspomnienie tego incydentu. I na to, jak bardzo bolały ją kolana po tym upadku.
Kiedy zapytał ją o to, czy aby na pewno wszystko w porządku, zawiesiła się nieco. Nie była pewna, czy powinna mówić mu o tym, co właśnie miało miejsce, czy nie. Wiedziała, że jej choroba nie jest najlepiej postrzegana w czarodziejskim społeczeństwie, przez co jej rozterki jedynie nabrały na sile. W końcu pokręciła przecząco głową, nieco przygryzając dolną wargę. Wciąż niepewna, czy mogła mu powiedzieć o tym, co ją gnębiło, podwinęła lekko rękaw jej szaty. Chłopak mógł zauważyć na jej przedramieniu kilka czarnych, dużych piór, których nie powinno tam być.
- Znowu muszę udać się do skrzydła szpitalnego - powiedziała, opuszczając znów rękaw. Może tym razem pielęgniarka znajdzie lepsze rozwiązanie na jej dolegliwości.
- W zasadzie, to każdy mógł się bez problemu pomylić - przyznała w końcu cicho, pozwalając sobie na delikatny uśmiech. Prawdopodobnie jej reakcja na nagłe pojawienie się chłopaka w damskiej toalecie byłaby zgoła inna, gdyby nie okoliczności, w których obecnie się znajdowała. Alice dopiero teraz zrozumiała nietakt, jaki sunął za jej zachowaniem, co dodatkowo ją nieco deprymowało.
Słuchała go z uwagą, kiedy opowiadał o duchach i Iryktu, który nie jednemu uczniowi dotychczas napsuł krwi. Sama Alice była niestety obiektem jego żartów, czego nie wspominała szczególnie dobrze. Niemniej, tego typu przeżycia pozwalały się mocniej wczuć w punkt widzenia drugiej osoby, jak i w tym właśnie przypadku. Wspólne narzekanie na duchy... czy może być coś lepszego? Nawet uśmiechnęła się nieco, kiedy próbował zademonstrować, jak bardzo został wtedy obryzgany wodą. Nawet jeśli ten incydent był dla niego nie miły, to musiał wyglądać śmiesznie z biegiem czasu.
- Irytek jest po prostu okropny - oznajmiła z zaciętością, która nie pasowała do stanu ducha, który prezentowała przed momentem. - Jednego razu, kiedy spieszyłam się na lekcję eliksirów, Irytek buszował nieopodal. Zgadnij, kto przewrócił się i pogniótł swój kociołek, kiedy jego sznurówki nagle się związały ze sobą nawzajem. - Alice prychnęła, oburzona na samo wspomnienie tego incydentu. I na to, jak bardzo bolały ją kolana po tym upadku.
Kiedy zapytał ją o to, czy aby na pewno wszystko w porządku, zawiesiła się nieco. Nie była pewna, czy powinna mówić mu o tym, co właśnie miało miejsce, czy nie. Wiedziała, że jej choroba nie jest najlepiej postrzegana w czarodziejskim społeczeństwie, przez co jej rozterki jedynie nabrały na sile. W końcu pokręciła przecząco głową, nieco przygryzając dolną wargę. Wciąż niepewna, czy mogła mu powiedzieć o tym, co ją gnębiło, podwinęła lekko rękaw jej szaty. Chłopak mógł zauważyć na jej przedramieniu kilka czarnych, dużych piór, których nie powinno tam być.
- Znowu muszę udać się do skrzydła szpitalnego - powiedziała, opuszczając znów rękaw. Może tym razem pielęgniarka znajdzie lepsze rozwiązanie na jej dolegliwości.